Nigeria krwawi

O zamachach w Nigerii, obyczajowej niezależności od Zachodu i składaniu ofiar przodkom z bp. Hyacinthem Egbebo MSP rozmawia Krzysztof Błażyca.

Reklama

Krzysztof Błażyca: Wciąż mamy w pamięci zamachy bombowe na kościoły w czasie Bożego Narodzenia w kilku miastach Nigerii. Dlaczego doszło do tej tragedii?

Bp Hyacinth Egbebo: – Te ataki przeraziły wszystkich. Nikt się ich nie spodziewał. Chrześcijanie niczym nie sprowokowali sprawców. Chcę jednak już na początku podkreślić, że na zamachy w Nigerii nie powinno się patrzeć jak na konflikt muzułmańsko-chrześcijański. To ekstremiści uważają chrześcijan za wrogów. Ale to nie jest powszechna postawa. Jest wielu muzułmanów, którzy próbują chronić chrześcijan, tak jak chrześcijanie pomagają muzułmanom. Po grudniowych atakach na świątynie chrześcijańskie wielu wysoko postawionych muzułmanów było zaszokowanych. Nie wiedzieli, co się dzieje.

Zamachów dopuszcza się organizacja dążąca do wprowadzenia islamskiego prawa, szariatu...

– Zamachy przeprowadzone przez sektę Boko Haram mają podłoże polityczne. To walka o władzę i wpływy. W Nigerii jest 250 grup etnicznych. Ponad połowa Nigeryjczyków to muzułmanie mieszkający na północy. Chrześcijanie różnych wyznań są głównie na południu. Przez wiele lat w Nigerii u władzy byli muzułmanie. Obecny prezydent, wybrany demokratycznie w kwietniu 2011 r., jest chrześcijaninem, z południa. To wywołało falę gwałtownych reakcji ze strony muzułmańskich radykałów, którzy również mieli swoich kandydatów. Do zamachów dochodziło już wcześniej: w sierpniu 2011 r. na siedzibę ONZ w stolicy Abudży czy w listopadzie na posterunki policji i kościoły w Damaturu, na północnym wschodzie. Celem Boko Haram jest uczynienie z całej Nigerii państwa muzułmańskiego. Jest ona wspierana przez podobne organizacje z Arabii Saudyjskiej, jej członkowie są szkoleni w Jemenie.

 

Od czasu tragicznych wydarzeń z grudnia ataki nasiliły się. Prawie co tydzień pojawiają się doniesienia o kolejnych zamachach...

– Ataki Boko Haram są wymierzone również w instytucje, w których pracują muzułmanie. W mieście Kano, gdzie w styczniu doszło do zamachów, zginęło więcej muzułmanów niż chrześcijan. Władze Kano sprzeciwiły się eskalacji konfliktu, odmówiły finansowania działań zbrojnych, więc sekta odpowiedziała zamachem. Jeśli nie akceptujesz drogi, jaką idzie Boko Haram, giniesz. Dlatego jeszcze raz podkreślam: problemem jest żądza władzy, a nie kwestie religijne między „normalnymi” chrześcijanami a muzułmanami. I takie jest wspólne stanowisko wszystkich biskupów w Nigerii, które zostało przedstawione w dokumencie wydanym przez episkopat. W Nigerii mamy Krajową Radę Międzyreligijną, którą tworzą zwierzchnicy chrześcijaństwa i islamu. Wspólnie podejmujemy inicjatywy na rzecz wzajemnego zrozumienia, przeciwdziałania AIDS, podkreślenia wymiaru duchowego życia. Zamachy są szokiem również dla zwierzchników muzułmańskich.

Zatem radykałowie muzułmańscy nie słuchają swoich zwierzchników?

– Niestety, choć liderzy muzułmańscy mówią o pokoju, to islamiści walczą. Chrześcijanie na razie słuchają wezwań do pokoju. Ale gdyby dali się sprowokować i chwycili za broń, wybuchłaby wojna.

Kolejna wojna domowa w Afryce?

– To realne niebezpieczeństwo. Sytuacja w Nigerii jest bardzo napięta. Problemem jest nie tylko Boko Haram, ale tendencje fundamentalistyczne na północy. Za ten stan odpowiada np. brak edukacji. A to sprzyja tendencjom skrajnym. Poza tym w armii znaczną część stanowią właśnie muzułmanie z północy. Gdyby zaczęła się wojna, to radykalna islamska północ wsparta przez wojsko by wygrała albo doszłoby do podziału państwa.

Rząd nie potrafi nad tym zapanować?

– Naszym zdaniem rząd nie robi tak dużo, jak może. Ataków dopuszcza się Boko Haram, ale kto tak naprawdę stoi za nimi? Wydaje się, że sekta jest tylko narzędziem, którym posługują się osoby na wysokich stanowiskach w państwie. Ale kto konkretnie? O tym się milczy. A winnych powinno się znaleźć i ukarać, bo inaczej kraj cały czas będzie krwawić. Nigeria jest ważnym państwem na mapie Afryki. I jeśli dojdzie do konfliktu, dotknie on całego kontynentu. Gdzie udadzą się uchodźcy z kraju liczącego 160 mln osób? Nigeria potrzebuje pomocy z zewnątrz.

Dotychczasowa pomoc finansowa, nie tylko dla Nigerii, ale i innych państw Afryki, uzależniona jest od kwestii obyczajowych.

– Brytyjski premier David Cameron, gdy przybył do Nigerii, zagroził, że zostanie wstrzymana pomoc dla naszego kraju, jeśli nie zalegalizujemy związków homoseksualnych. Nigeria odpowiedziała na to stanowczo: nie zaakceptujemy, bo to jest wbrew naszej kulturze i tradycji i stoi w sprzeczności z naszymi przekonaniami.

I powstał dokument, w świetle którego tylko małżeństwa między kobietą i mężczyzną są ważne, a przewodniczący senatu powiedział jasno, że „żaden kraj nie może mieszać się w to, jak rządzimy państwem”.

– Homoseksualizm jest sprzeczny z wartościami wyznawanymi w całej Afryce. W Nigerii jeśli ktoś dopuszcza się aktów homoseksualnych, to się z tym nie ujawnia. A jeśli już, to ma świadomość, że czyni źle. Wszędzie mówi się o wolności, prawach człowieka. Ale wolność ma swoje ograniczenia. Czy to, że jestem wolny, ma znaczyć, że mogę poślubić własną matkę czy siostrę? Podobnie z narkotykami – co z tego, że wszyscy to promują? Temu trzeba się sprzeciwiać.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama