Sekty nie mają wakacji

Najpierw zdobywają zaufanie. Pojawiają się, kiedy człowiek przeżywa trudności i problemy. Osaczają niczego nieświadomą ofiarę, a na opamiętanie się może być za późno.

Reklama

Wchodzisz tam kierowany emocjami. Nie masz czasu ani nawet ochoty poszukiwać negatywnych cech danej grupy. Nie pytasz, co to za organizacja. Masz wrażenie, że zaangażowanie w jej działalność to jedyna możliwość spełnienia twoich naturalnych potrzeb. I nawet nie orientujesz się, kiedy członkowie sekty wiedzą o tobie wszystko, a ty skłócony ze swoimi najbliższymi, usprawiedliwiasz podjęte decyzje, choćby były najbardziej absurdalne – tak najprościej można opisać proces zachodzący w człowieku werbowanym do grupy o charakterze destrukcyjnym.

Spojrzeć w oczy najbliższym

– Sekta to nie tylko grupa religijna – tłumaczy dr Agnieszka Lisiecka-Bednarczyk, pedagog z Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. – Niektóre z tych organizacji z wiarą i religią nie mają nic wspólnego. Mogą przyjmować charakter: edukacyjny, handlowy, promować zdrowie, organizować kursy językowe, a nawet działać jako dobrze prosperująca firma – dodaje. Cechą wspólną jest przede wszystkim  silnie rozwinięta struktura władzy. Lider, bądź grupa liderów, przypisuje sobie cechy nadludzkie oraz przyznaje sobie prawo do decydowania o życiu osób, które są od niego uzależnione i podporządkowane mu. By zdobyć nowych członków, sekty uciekają się do rożnych metod. Najczęściej wykorzystują naturalne potrzeby, które są w każdym z nas.– Nie chodzi tu jedynie o potrzebę akceptacji czy miłości, ale także: wielkości, siły, sprawstwa, poczucia, że potrafię panować nad swoim życiem i zdrowiem. W wielu przypadkach bazuje się na potrzebie własnego rozwoju – tłumaczy pani doktor, zwracając uwagę, że pojawiające się w życiu problemy mogą być pierwszym procesem działań, mających na celu zwerbowanie nowej osoby. – Przykład? Puszcza się plotki o danym człowieku i kiedy wszyscy się od niego odwracają, nagle zjawia się ktoś, kto podaje mu rękę. Bardzo łatwo w takim momencie zdobyć zaufanie. Równocześnie zasiewa się w człowieku wiele fobii i lęków, które rodzą się na samą myśl utraty bliskości z grupą. Stwarza się poczucie, że jeśli od nas odejdziesz, wpadniesz w tarapaty i nie poradzisz sobie w życiu. Stąd już prosta droga, by doprowadzić ofiarę do ubezwłasnowolnienia i całkowitego podporządkowania.

Żądania i oczekiwania wobec tych, których udało się zdobyć, są rożne. Przede wszystkim: lojalność. – Wszystko, co jest poza grupą, przedstawia się jako złe. Dzięki temu można uczynić z członków bezwolnych żołnierzy i wykorzystywać ich do werbowania i „nawracania” innych lub do agresywnych akcji – opowiada A. Lisiecka-Bednarczyk. Dodaje, że takie osoby są wykorzystywane finansowo, seksualnie lub do tego, by np. swoim nazwiskiem albo zawodem uwiarygodniały sektę. Zdarzały się przypadki, w których żądano od osób chorych zaprzestania przyjmowania leków. – Charakterystyczne dla manipulacji jest to, że jeśli odczucia ofiary są sprzeczne z tym, co mówi guru, to znak, że to ona ma problem, bo np. jest za mało otwarta, wmawia się jej, że robi krzywdę grupie lub jakiemuś bogu – zauważa pani pedagog. Patrząc zdroworozsądkowo, osoba, której aplikuje się jedynie dietę z coca-coli, a z takim przypadkiem się spotkaliśmy, lub nakłania do wielogodzinnych kąpieli w gorącej wodzie, które powodują osłabienie organizmu, powinna natychmiast się temu przeciwstawić. Najczęściej nie ma w sobie tyle siły.

Pracownicy dominikańskiego ośrodka zwracają uwagę, że wiele grup zmusza swoich członków do wyrządzania krzywd bliskim. Opowiadają o działającej całkiem niedawno we Wrocławiu organizacji, która na zachodzie Europy znana jest z tzw. „łupienia Egipcjan”. Człowiek wciągnięty do tej sekty wyprowadza się z domu, po czym pod nieobecność najbliższych powraca ze swoją „nową rodziną” i wynosi wszystko, co można spieniężyć. Grupa tłumaczy to zachowanie, odwołując się do biblijnego opisu wyjścia Izraelitów z Egiptu i sugerując, że jej członkowie bez oglądania się za siebie muszą zostawić złych ludzi, z którymi do tej pory mieli kontakt. „Oni mogą się nazywać twoją rodziną, ale w rzeczywistości nie są nią” – słyszą, otrzymując polecenie ograbienia domu rodzinnego. – Zgłosiła się do nas jakiś czas temu rodzina młodego człowieka, który zaangażował się w działalność sekty. Natychmiast poleciliśmy, by wymienili zamki w drzwiach. Po kilku miesiącach, kiedy mama tego mężczyzny była w pracy, ten zadzwonił do niej z pytaniem: „Dlaczego drzwi są zamknięte?”. Ona tylko zapytała: „Czy ty jesteś tam sam?”. Żądanie tego typu zachowań – zdaniem A. Lisieckiej-Bednarczyk – ma nie tylko na celu przejmowanie majątków nowych członków, ale także zamykania im drogi powrotu. – Jak po takiej kradzieży wrócić do domu i spojrzeć w oczy najbliższym? – pyta retorycznie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama