Buddyjscy mnisi kontra muzułmanie

Tysiące buddyjskich mnichów przeszło w poniedziałek ulicami dwóch największych miast Birmy. Protestujący nie zgadzają się z planami otwarcia biura przez Organizację Współpracy Islamskiej (OWI), która pomaga prześladowanej mniejszości Rohingya - podał Reuters.

Reklama

Mnisi wyszli na ulice Rangunu i Mandalaju, by zaprotestować przeciw otwarciu placówki OWI w stanie Arakan, gdzie w czerwcu br. doszło do krwawych starć między mniejszością muzułmańską i buddystami. OWI, organizacja zrzeszają 57 państw, zamierzała pomagać prześladowanym muzułmanom, którzy w Birmie mają status nielegalnych imigrantów. Rząd Birmy dał wcześniej do zrozumienia, że zgodzi się na otwarcie tymczasowej placówki w Sittwe, stolicy stanu Arakan, gdzie sytuacja wciąż jest napięta.

Kilka godzin po rozejściu się demonstrantów władze ogłosiły, że OWI nie dostanie pozwolenia na otwarcie biura, ponieważ "nie jest to zgodne z wolą ludu". Nie wiadomo, czy decyzja została podjęta na skutek protestu.

Zamieszki między mniejszością muzułmańską i buddystami zaczęły się w maju br., ale konflikt wymknął się spod kontroli miesiąc później. 10 czerwca rząd wprowadził stan wyjątkowy w tym regionie - wojsko miało tam ochraniać świątynie.

Według oficjalnych danych podczas starć zginęło przynajmniej 78 osób, tysiące straciło domy. Według Urzędu Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (UNHCR) około 75 tysięcy ludzi żyje w tymczasowych obozach. Organizacja monitorująca prawa człowieka Human Rights Watch w sierpniowym raporcie oskarżyła rząd Birmy o dyskryminację i wspieranie przemocy wobec muzułmanów.

Muzułmanie Rohingya są 800-tysięczną mniejszością w kraju, gdzie prawie 90 proc. mieszkańców wyznaje buddyzm. Birma odmawia im prawa do obywatelstwa, tak samo jak sąsiedni Bangladesz, dokąd po zamieszkach uciekło około 300 tysięcy ludzi. Z tej liczby tylko 29 tysięcy uzyskało status uchodźcy w tym kraju. Na początku sierpnia władze Bangladeszu zakazały organizacjom humanitarnym wspierania uchodźców z Birmy - urzędnicy twierdzą, że taka pomoc zachęca do przekraczania granicy.

Birmańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, która walczy o demokrację i prawa człowieka w Birmie, wciąż unika komentowania zamieszek. Mnisi buddyjscy protestujący przeciw placówce OWI są ważnym sprzymierzeńcem noblistki, która w listopadzie 2010 roku opuściła areszt domowy i wróciła do polityki.

«« | « | 1 | » | »»
  • ddd
    04.12.2013 16:00
    I dobrze robią,muzułmanie niech wracają tam skąd przyszli.
  • Geo
    18.12.2016 13:27
    Niech się Niemcy, Francuzi, Szwedzi od nich uczą, jak należy postępować z muzułmanami. Wpuścisz jednego, zaraz będą ich setki, tysiące, miliony. Pojawią się mordy, gwałty i obudzisz się w świecie rządzonym przez szariat, w którym to ty będziesz ścigany. Tak kończy się dobroć dla muzułmanów.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama