Nasilają się protesty Tybetańczyków

Tybetańczyk w wieku ponad 50 lat najprawdopodobniej zmarł po podpaleniu się w proteście przeciwko chińskim rządom w Tybecie - poinformowała w poniedziałek organizacja Wolny Tybet z siedzibą w Londynie.

Według tego źródła mężczyzna, zidentyfikowany jako Dhondup, podpalił się koło sali modlitewnej klasztoru Labrang w prowincji Gansu w północno-zachodnich Chinach. Ten buddyjski klasztor, jeden z najważniejszych poza Tybetem, był miejscem licznych protestów mnichów po zajściach w Tybecie w 2008 roku, kiedy występowano przeciwko władzy Chin.

Według organizacji Wolny Tybet, powołującej się na naocznego świadka, mnisi uniemożliwili policji zabranie ciała Dhondupa. Lokalne władze chińskie nie wypowiedziały się publicznie w tej sprawie... Dyrektor organizacji Wolny Tybet, Stephanie Brigden, wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że nasilają się protesty Tybetańczyków. "Dhondup jest w ostatnim miesiącu ósmym Tybetańczykiem, który zaryzykował życiem, żeby zaprotestować przeciwko chińskim rządom; siedmiu z tych ośmiu zmarło" - napisała. Jej zdaniem władze chińskie "muszą przystąpić do wspieranego przez społeczność międzynarodową konkretnego dialogu z przedstawicielami Tybetańczyków".

Wolny Tybet informuje, że od roku 2009 już ponad 50 Tybetańczyków podpaliło się protestując przeciwko chińskim rządom.

Organizacje obrońców praw człowieka twierdzą, że samobójstwa przez samopodpalenie stanowią desperacką odpowiedź na represje kulturalne i religijne władz chińskich. Ludzi, którzy dokonują takiego aktu, chińskie MSZ nazywa terrorystami i obwinia duchowego przywódcę tybetańskiego, Dalajlamę XIV, o nawoływanie do separatyzmu.

Rząd w Pekinie twierdzi, że Tybet był zawsze częścią Chin. Jednak według większości Tybetańczyków chińskie rządy grożą zagładą tybetańskiej kultury.

«« | « | 1 | » | »»
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja