Kunlun

Starogreccy bogowie zamieszkiwać mieli na Olimpie. Siedzibą bogów hinduskich ma być – zgodnie z mitami – złota góra Meru. W dawnych wierzeniach chińskich takim szczytem był Kunlun.

Reklama

Ze źródeł geograficznych wiemy, iż Kunlun to ciągnący się przez około 2500 km potężny system górski, który oddziela Wyżynę Tybetańską od pustynnych terenów Centralnej Azji. Jego najwyższym wzniesieniem jest góra Muztag, mająca 7723 m n.p.m.

W chińskiej mitologii święta góra Kunlun uchodziła za centralny filar świata, który podtrzymywał niebiosa. Miało to być miejsce, w którym świat ziemski łączył się ze światem bogów.

Niektóre opowieści mówią o tym, iż to właśnie na górze Kunlun - zaraz po stworzeniu świata - miało mieszkać boskie rodzeństwo, czyli Nüwa i Fuxi. Inne, że Kunlun było miejscem, w którym rosły drzewa, rodzące zamiast owoców drogocenne kamienie, zaś przebywać miała tam bogini Xiwangmu. „Strumienie cynobrowe opływały górę trzy razy, a ci, którzy się z nich napili, umykali śmierci” – czytamy w „Mitologii Chin” autorstwa Dereka Waltersa.

Wspomniana tu już, święta dla Hindusów góra Meru, na której mieszkać ma bóg Indra z małżonką, ma także inną nazwę – Sumer. To właśnie chińskie Kunlun. Ale wróćmy do Xiwangmu znanej też jako Królowa Matka Zachodu.

W ciągu wieków zmieniał się jej status i atrybuty. Jedne źródła podają, iż była chińską boginią klęsk i zniszczenia, która miała tygrysie zęby i lamparci ogon. Inne, że była swego rodzaju wampirzycą, która w czasie miłosnego aktu wysysała z mężczyzn męską energię/witalność yang, po to, by wzmocnić swe żeńskie yin. Z jeszcze innych tekstów dowiadujemy się, iż była swego rodzaju boginią-wróżką mieszkającą w srebrnym pałacu, posiadającą eliksir nieśmiertelności, który sporządzała z cudownych brzoskwiń. Jej posłańcami miały być niebieskie ptaki. Ona sama podróżowała na białym żurawiu.

Cudowne brzoskwinie – zapewniające długowieczność, czy też nieśmiertelność - miały być hodowane w sadzie na górze Kunlun. By dojrzeć potrzebowały 6000 lat, a gdy to się już stało, Xiwangmu serwowała je podczas wielkiej uczty, w czasie której podawano także m.in. smocze wątróbki i szpik kostny feniksa.

W innej opowieści z nią związanej występował Niebiański Łucznik Houyi (występujący też czasem w niektórych tekstach jako Yi, bądź Hou Yi). Po tym, jak polował na pożerającego księżyc Niebiańskiego Psa, czy zestrzelił dziewięć z dziesięciu słońc, Xiwangmu poprosiła go o wybudowanie nefrytowego pałacu. Gdy udało mu się wykonać to zadanie, jako nagrodę otrzymał pigułkę zrobioną z zapewniających długowieczność brzoskwiń. Miał ją jednak spożyć dopiero po rocznym poście, w trakcie którego mógł się karmić jedynie zapachem kwiatów.

Houyi zdecydował się na post, a emitującą silne światło pigułkę ukrył na dachu swego domostwa. Niestety, jego ciekawska żona wdrapała się któregoś dnia na dach, by sprawdzić co też tam tak świeci. Kiedy znalazła pigułkę, połknęła ją i nagle zaczęła unosić się w powietrzu, aż wreszcie wylądowała na księżycu, gdzie zamieniona została w trójnogą ropuchę.

Warto wspomnieć, iż na zabytkowej chorągwi żałobnej z Mawangdui bogini Xiwangmu towarzyszy właśnie trójnoga ropucha oraz zając – ten pod księżycowym drzewem kasji także sporządza eliksir życia, tyle tylko, że według innego przepisu.

Podczas wiosennego święta płodności Chińczycy składali Xiwangmu – oraz jej mężowi o ptasiej twarzy – dary na ołtarzu ofiarnym. Bogini miała mieć z nim 9 synów i 24 córki.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama