Islamski kocioł

Wojna w Syrii to nie tylko polityka. Ogromną rolę odgrywają podziały religijne wśród muzułmanów.

Reklama

Dla przeciętnego mieszkańca Zachodu islam jest monolitem. Zarówno w znaczeniu teologicznym, jak i politycznym. Tymczasem konflikt w Syrii nie tylko ujawnił odwieczne podziały wśród muzułmanów, ale jeszcze bardziej je pogłębił i uwydatnił. Podziały te są tym ostrzejsze, że na różnice religijne nakładają się stare i nowe podziały polityczne. Tym bardziej że w Syrii już od dawna nie toczy się żadna wojna domowa, tylko konflikt, w który zaangażowany jest niemal cały Bliski Wschód. Można śmiało powiedzieć, że główną linię syryjskiego konfliktu wyznacza podział na sunnitów i szyitów. Każdy z tych dwóch nurtów islamu związany jest również z poszczególnymi krajami muzułmańskimi. I od tego związku zależy też poparcie udzielane stronom konfliktu przez siły zewnętrzne (poszczególne państwa i organizacje), z których jedne poprzestają na kibicowaniu, inne czynnie włączają się w wojnę, dostarczając broń i ochotników do Syrii. O tym, jak ostry jest to podział, świadczy między innymi fakt, że w wojnie syryjskiej nagle po dwóch stronach barykady stanęły dwie antyizraelskie organizacje: szyicki Hezbollah oraz sunnicki Hamas. Nienawiść do Izraela przestała być już dla nich wystarczająco silnym spoiwem w obliczu innych podziałów.

Hamas sojusznikiem... USA?

Uwidacznia się to w zaskakujących wręcz sojuszach: na przykład mający dotąd w Damaszku swoją bazę lider Hamasu, korzystający do niedawna z parasola ochronnego prezydenta Syrii, teraz schronił się w Katarze, którego emir (czyli władca emiratu), zresztą właściciel telewizji Al-Dżazira, ma dobre układy z Izraelem i USA oraz zbroi syryjskich rebeliantów, walczących z niedawnym dobrodziejem Hamasu. Co więcej, brytyjski „Times” ujawnił niedawno (powołując się na kilka źródeł dyplomatycznych), że terroryści z wojskowego skrzydła Hamasu walczą u boku tychże rebeliantów. Ponadto doradcy Hamasu wykorzystali w Syrii swoje umiejętności budowania tuneli, zdobyte przy okazji budowy tuneli przemytniczych na granicy Egiptu ze Strefą Gazy, służących m.in. do transportu broni, aby przygotować rebeliantom grunt do ataku na centrum Damaszku. W naturalny więc sposób Hamas stał się nagle przeciwnikiem libańskiego Hezbollahu (Partii Boga), który konsekwentnie wspiera syryjskie władze, popierane również przez Iran – wielkiego patrona Hezbollahu. Zarówno bowiem Hezbollah, jak i ajatollahowie irańscy reprezentują islam szyicki, konkurujący z islamem sunnickim o dominację w świecie muzułmańskim.

Również reżim Asadów w Syrii (najpierw Hafeza, później jego syna Baszara) utożsamia się z nurtem szyickim, choć i Asadowie, i większość syryjskiej elity to alawici, czyli członkowie sekty wyrosłej na gruncie szyizmu, ale w gruncie rzeczy uznawanej za heretycką zarówno przez sunnitów, jak i szyitów. O sile podziałów wewnątrz- islamskich, wzmocnionych wojną w Syrii, świadczy też fakt, że również w ojczyźnie Hezbollahu, Libanie, wzrosło napięcie między popierającymi reżim syryjski szyitami a wspierającymi syryjskich rebeliantów sunnitami. Przejawia się to m.in. w serii porwań dokonywanych przez jeden z szyickich klanów: jego członkowie parę miesięcy temu uprowadzili ponad 20 osób, obywateli różnych krajów, w odpowiedzi na porwanie przez syryjskich rebeliantów jednego z członków ich rodziny. Porwani są traktowani jak zakładnicy. W reakcji na to m.in. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt (kraje sunnickie) wezwały swoich obywateli do opuszczenia Libanu.

Zemsta sunnitów

To, że w Syrii antyreżimową opozycję i siły rebeliantów zdominowali sunnici, wynika przede wszystkim z tego, że przez całe dekady rządów Asadów byli oni dyskryminowani, choć stanowili zdecydowaną większość w społeczeństwie. Zamiast jednak wpływu na rzeczywistość, byli spychani na margines albo wprost eksterminowani, a funkcje państwowe stały otworem dla mniejszości alawickiej. Zresztą inne mniejszości, w tym chrześcijańska, również miały zapewnione bezpieczeństwo i dostęp do funkcji publicznych. W szeregach armii byli nie tylko alawici, ale również chrześcijanie. To dlatego m.in. po wybuchu rewolucji chrześcijanie znaleźli się wśród głównych ofiar sunnickich bojówek, które coraz wyraźniej zasilali radykałowie z różnych krajów. Nawet jednak w tym przypadku widać, że to nie chrześcijanie wzbudzają największą nienawiść wśród rebeliantów, tylko szyiccy alawici. Świadczą o tym na przykład napisy, jakie pojawiły się na murach domów w mieście Homs: „Alawici do grobu, chrześcijanie do Bejrutu”. Chrześcijanie zostali tu potraktowani mimo wszystko łagodniej niż znienawidzeni przez sunnitów alawici. Z czego to wynika? – Islam zna pojęcie względnej tolerancji wobec „ludów księgi”. Gdy natomiast w ramach islamu następuje fitna, czyli podział, to jeżeli nie da się argumentami teologicznymi przekonać drugiej strony, nie ma innego wyjścia jak fizyczne wyeliminowanie. Konflikt irańsko-iracki trwał tyle lat, bo oba kraje dzieliły różnice, które w ramach islamu nie mogą istnieć. Wszyscy powinni być jednej opcji – tłumaczył w rozmowie z GN dr Bartłomiej Grysa, orientalista.

Brat nie jest bratem

Wszystkie te niuanse i zawiłości mają ogromne znaczenie dla rozwoju sytuacji w Syrii i na całym Bliskim Wschodzie. Wspomniany konflikt pomiędzy Hezbollahem a Hamasem może w trudny do przewidzenia sposób wpłynąć na pulsujące ciągle napięcia związane z Izraelem, Palestyną, Iranem i Libanem. Nikt właściwie nie wie, jak będą wyglądały teraz relacje Hezbollahu z palestyńskimi uchodźcami w Libanie, którzy przez lata byli wspierani przez szyitów z Partii Boga. Dotąd poparcie dla Hezbollahu wśród palestyńskich uchodźców wynosiło ponad 90 proc. Dla Hezbollahu ten kredyt zaufania był z jednej strony instrumentem służącym do wewnątrzlibańskich rozgrywek politycznych, z drugiej zaś elementem wpływu na rzeczywistość w Autonomii Palestyńskiej: jest tajemnicą poliszynela, że Partia Boga rekrutuje wśród Palestyńczyków po to, by umacniać tam swoje wpływy. Widać zatem, że nawet dotychczasowy „sojusz” z Hamasem też był dość egzotyczny i skomplikowany, przy całej łączącej oba ugrupowania nienawiści do Izraela. Dla sunnickiego Hamasu szyicki Hezbollah w pewnym sensie był konkurencją i w jakimś stopniu zagrożeniem. O temperaturze napięcia (polityczno-religijnego) wokół wojny w Syrii świadczy również śmierć uczestnika demonstracji przeciwko udziałowi bojówek Hezbollahu w syryjskiej wojnie, który zginął przed irańską ambasadą w Bejrucie. Ogień do zgromadzonych otworzył członek szyickiej partii. Protestujący nie byli uzbrojeni. To nie była pierwsza ofiara sunnicko-szyickiej bitwy o Syrię. W ostatnich dwóch latach w starciach między zwolennikami syryjskich powstańców, którzy są głównie sunnitami, a szyitami popierającymi reżim Asada zginęło w Libanie kilkadziesiąt osób. A kiedy bojownicy Hezbollahu razem z rządową armią syryjską pokonali rebeliantów w bitwie o strategiczne miasto Al-Kusajr, położone zaledwie 10 km od granicy z Libanem, rebelianci syryjscy zapowiedzieli, że będą atakować cele w Libanie w odpowiedzi na wspieranie przez Hezbollah ataków armii Baszara al-Asada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama