Palestyńscy chrześcijanie w izraelskiej armii?

W Izraelu pod auspicjami premiera Benjamina Netanjahu powstało specjalne forum promujące rekrutację palestyńskich chrześcijan do izraelskiego wojska.Większości społeczności palestyńskiej pomysł się nie podoba; podejrzewają, że celem jest rozbicie ich jedności.

Reklama

W Izraelu mieszka ok. 8 milionów ludzi, z czego 1,5 miliona to ludność arabska. Określa się ich mianem "izraelscy Arabowie", co wielu uważa za określenie obraźliwe, szczególnie ci, którzy uważają się za Palestyńczyków. Mniejszość ludności arabskiej w Izraelu - 126 tys.- to chrześcijanie.

Służba wojskowa jest powszechnym obowiązkiem dla żydowskich obywateli Izraela; wyłączono z niej większość obywateli arabskich (palestyńskich). Wyjątkiem są Druzowie i niektórzy Beduini z pustyni Negew. Teraz władze Izraela chcą do służby wojskowej namówić też palestyńskich chrześcijan.

Azmi Hakim, przewodniczącym rady prawosławnych chrześcijan w Nazarecie, pogodny mężczyzna ciepło patrzy zza okularów w cienkich oprawkach na witających się z nim co chwilę przechodniów. "Z dumą mogę powiedzieć, że Izraelczykom rekrutacja palestyńskich chrześcijan do wojska idzie jak po grudzie" - mówi w rozmowie z PAP.

I rzeczywiście, w izraelskiej armii służy - według Azmiego - zaledwie 86 chrześcijan. Według izraelskiego rządu to "blisko 100 chrześcijan", w porównaniu z "35 osobami w zeszłym roku". Azmi twierdzi, że Druzom i Beduinom, którzy służą w armii, władze obiecały równość praw, ale w praktyce ich nie zapewniły.

"Izrael nigdy nie chciał nas uznać za jednolitą mniejszość narodową - nas, to znaczy Palestyńczyków, którym udało się tu zostać po '48 roku. Jest nas dziś ponad 1,5 miliona. Podzielili nas na Druzów, Beduinów, chrześcijan, muzułmanów. Każdej grupie próbują narzucić inne zasady, jednych potraktują trochę lepiej, innym zabiorą trochę więcej, i w ten sposób zamiast wspólnej walki całej palestyńskiej mniejszości w Izraelu, jest kilka różnych, mimo że wszyscy dopominamy się o to samo: o równe prawa" - opowiada Azmi.

Azmi siedzi w jednej z kawiarni przed cerkwią Zwiastowania Pańskiego, w sercu prawosławnej dzielnicy Nazaretu. Zaciąga się mocno papierosem, jednym łykiem wypija espresso. I szybko przechodzi do rzeczy: nie chodzi o konflikt w łonie palestyńskich chrześcijan. "Im" (izraelskim władzom) chodzi o to, żeby wbić klin między chrześcijan a muzułmanów - twierdzi.

A do wbicia tego "klina" chcą się posłużyć księdzem Żibrailem Naddafem, który rok temu zaskoczył wszystkich nagłą "konwersją" polityczną. Naddaf zaczął namawiać - przy silnym wsparciu izraelskiego rządu - palestyńskich chrześcijan do integracji z żydowskim społeczeństwem Izraela i do służby w izraelskiej armii.

"Jeśli mój syn pójdzie do tej armii, będzie musiał występować przeciwko swoim własnym ludziom. Nasz problem polega na tym, że jesteśmy obywatelami Izraela, ale należymy do społeczeństwa palestyńskiego " - tłumaczy Azmi.

Choć tę opinię podziela większość chrześcijan w Nazarecie, ksiądz Żibrail Naddaf uważa inaczej i wbrew większości, stał się duchowym patronem nowo powstałego, powołanego pod auspicjami premiera Netnajahu, forum promującego rekrutację chrześcijan do izraelskiej armii. Garstkę chrześcijańskich zwolenników pomysłu spotkał społeczny ostracyzm - Naddaf ma zakaz wstępu do Cerkwi Zwiastowania, nikt z nimi nie chce rozmawiać.

W zeszłym tygodniu ksiądz Naddaf na sympozjum w Jerozolimie mówił, że "państwo Izrael jest w naszych sercach", "że chrześcijanie i żydzi są sojusznikami" i że "chrześcijanie chcą się integrować z izraelskim społeczeństwem, ale chrześcijańska społeczność nie ma dobrego przywództwa, żeby tą integrację poprowadzić".

Po Naddafie przemawiał maronita, Shadi Khalul, porucznik w stanie spoczynku w izraelskiej armii i rzecznik nowo powstałego forum rekrutacji chrześcijan. Khalul podobnie jak wielu maronitów, odrzuca panarabską tożsamość. "Wspólne korzenie mamy z Żydami. Wywodzimy się z kultury aramejskiej, greckiej, judaistycznej" - mówił. "Jesteśmy synami tego kraju, to też nasza ziemia, ziemia Jezusa i chcemy jej bronić razem z Żydami" - dodaje.

Chrześcijanie z Nazaretu nie martwią się tym, że młodzi tłumnie zgłoszą się do służby wojskowej. Bardziej martwi ich to, że cała debata wokół ich wstępowania do wojska wywoła napięcia w relacjach z ich muzułmańskimi sąsiadami. "Celem jest poróżnić nas z palestyńskimi muzułmanami, nastraszyć, nastawić jednych przeciwko drugim" - twierdzi Azmi.

Z Nazaretu Ala Qandil

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • warrior
    03.10.2013 08:22
    "...zamiast wspólnej walki całej palestyńskiej mniejszości w Izraelu, jest kilka różnych"

    - może jakby zamiast wspólnej walki spróbowali wspólnego życia w kompromisie i pokoju, to wszystkim byłoby lepiej.

    "Jesteśmy synami tego kraju, to też nasza ziemia, ziemia Jezusa i chcemy jej bronić razem z Żydami"

    - jedyny mądry. Równych praw z Żydami to by chcieli, ale jak kraju (którego są obywatelami) bronić, to już nie. Masz paszport izraelski? To zasuwaj, chłopie, w kamasze, jak równe prawa, to i równe obowiązki, nie?

    To jest problem każdej mniejszości - w pewnym momencie dążenie do "równych praw" przeradza się w żądanie coraz to większych przywilejów. Tylko ostrożnie, bo to się może skończyć tak, jak za Mojżesza w Egipcie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama