Dzięki Jezusowi wracają do Tory

O tym, jak to jest wyznawać Chrystusa w sercu judaizmu, z ks. Piotrem Żelazką rozmawia Piotr Legutko.

Reklama

Piotr Legutko: Czy łatwo być praktykującym katolikiem w Jerozolimie?

Ks. Piotr Żelazko: Izrael to najbardziej demokratyczny kraj na Bliskim Wschodzie i gdy porówna się swobodę wyznawania Jezusa Chrystusa tutaj i w innych krajach regionu, różnica jest ogromna na jego korzyść. Nawet w Jordanii, która uchodzi za kraj tolerancyjny i bliski Europie, kapłani udzielając chrztów, narażają się na więzienie lub wydalenie z kraju.

W Izraelu prawo również zabrania nawracania Żydów na jakąkolwiek inną religię.

To prawda, ale też chrześcijanie nie mają żadnych problemów z publiczną modlitwą, z organizowaniem swoich zgromadzeń. Problemu nie stanowi prawo czy polityka państwa, ale mentalność niektórych ludzi, nie mogących pogodzić się z tym, że ktoś z ich rodziny został chrześcijaninem. Za bycie chrześcijaninem płaci się cenę wykluczenia z rodziny, ze społeczności. Jest to pewnego rodzaju socjalne samobójstwo, dlatego wielu moich parafian nie afiszuje się ze swoją wiarą, przychodzi na Mszę świętą raczej dyskretnie. W Izraelu wyznanie jest wpisywane do dokumentów, ale gdy jechaliśmy do Betlejem na spotkanie z papieżem, nie wszyscy z naszej grupy mieli w dokumentach adnotację: chrześcijanin. A niektórzy przy tej okazji byli pierwszy raz w Betlejem, gdzie urodził sie Jezus Chrystus.

Ilu wiernych liczy wspólnota, której Ksiądz przewodzi?

Trochę ponad sto osób. Niektórzy tu się urodzili, inni przyjechali w latach 60. z Europy, kiedy dużo łatwiej było uzyskać kartę stałego pobytu. Zostali, mówią po hebrajsku, czują się mieszkańcami Izraela. Trzecia grupa to goście, katolicy, którzy przyjechali tutaj na przykład na studia, nauczyli się hebrajskiego i chcą się modlić w tym języku.

Ale Franciszek nie modlił się w Betlejem po hebrajsku. 

Dlatego po kolei czytamy razem teksty homilii z pielgrzymki do Ziemi Świętej i je omawiamy. Podobnie jak wspólną deklarację papieża i patriarchy Bartłomieja. Ale widzę, że tu pielgrzymka odbierana była głównie na poziomie obrazów i gestów. Na przykład: Franciszek modli się pod Ścianą Płaczu. Trochę nam wszystkim ten obraz spowszedniał, bo robi to już trzeci papież. Tymczasem nie można na to patrzeć jak na jednorazowy spontaniczny odruch papieża ze wschodniej Europy, którego historia życia spleciona była z losem Żydów, ale jak na wyraz konsekwentnej drogi Kościoła. W mojej parafii wisi na ścianie oprawione zdjęcie Jana Pawła II pod Ścianą Płaczu, a pod zdjęciem tekst modlitwy, którą tam pozostawił. Często o tym zdjęciu rozmawiamy, bo to dla naszej wspólnoty wielka sprawa.

Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm?

Przecież Kościół dopiero gdy dotarł do Europy, stał się grecko-rzymski, a relacje chrześcijańsko-żydowskie przez wieki były bardzo trudne.

Jak mieszkańcy Jerozolimy odnoszą się do aktów wandalizmu, wskutek których niszczone są chrześcijańskie świątynie? 

Takie zachowania to margines. Stoi za nimi fanatyczna mniejszość, zamknięta na jakikolwiek dialog, ludzie zmanipulowani przez wrogą chrześcijaństwu propagandę. Dla Żydów taka nienawiść jest nie do pomyślenia, bo Tora mówi: „szanuj tego, który jest przybyszem”. Judaizm ma głęboki szacunek dla inności i obcości. Przeciętny mieszkaniec Izraela jest przekonany, że takie akty agresji są sprzeczne z przykazaniami.

To w pewnym sensie nowa sytuacja dla Żydów, którzy sami byli przez pokolenia przybyszami w innych częściach świata.

Często słyszę od moich izraelskich przyjaciół: myśmy się jeszcze nie zdążyli przyzwyczaić do sytuacji, że ktoś jest naszym gościem, to my zawsze byliśmy gośćmi. To Żydzi przez dwa tysiące lat doznawali aktów ostracyzmu i byli ofiarami przemocy. Teraz, kiedy mają własne państwo, muszą się nauczyć, jak to jest być większością. Izrael jako kraj świetnie funkcjonujący ekonomicznie przyciąga ludzi z całego świata, którzy przychodzą tu z całym swoim bagażem kulturowym i religijnym. Na szczęście młody Izrael zdecydowanie odcina się od aktów fanatyzmu.

Trudno jednak o optymizm, patrząc na klasztory chrześcijańskie otaczane drutem kolczastym niczym warowne twierdze.

Te miejsca nie są bezpieczne nie dlatego, że atakuje się chrześcijan. Te druty wynikają z faktu, że niestety Jerozolima bywa sceną działań wojennych. Tu toczą się walki i wybuchają bomby

Jak się żyje ze świadomością nieustannego zagrożenia?

Przez ostatnie pięć lat przywykłem do tego, że jest się pod nieustannym nadzorem, że na dworcach czy w centrach handlowych trzeba co chwilę otwierać torby i bagażniki, że co jakiś czas trafiają się blokady ulic i przeszukiwane są samochody. Ludzie nie tylko przyzwyczaili się do tego, ale to zaakceptowali. Bo to dla naszego bezpieczeństwa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • katolik
    09.09.2014 20:37
    Koniec świata może być w każdej chwili. Pomyśl o wieczności. Masz do wyboru niebo albo piekło.
    Nie dbasz o zbawienie duszy?
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama