Za pustynnym murem

Nowy król nie zmieni oblicza Arabii Saudyjskiej.

Reklama

W połowie stycznia, na 7 dni przed śmiercią króla Abdullaha, na parkingu przed jednym z hipermarketów w Mekce ubrany na biało mężczyzna z szablą stał nad szamoczącą się, ubraną na czarno kobietą, trzymaną przez policjantów. Wiemy o tym, bo inny policjant, jeden z tych, którzy pilnowali, by gapie nie podchodzili zbyt blisko, wyciągnął telefon komórkowy i zaczął w tym momencie filmować. Było to dwunaste, w ciągu dwóch pierwszych tygodni tego roku, wykonanie wyroku kary śmierci w Arabii Saudyjskiej przez publiczne ścięcie. Kobiecie zapewne podano wcześniej silne środki uspokajające, jak się robi, by podnieść sprawność egzekucji, ale policjanci utrzymywali ją z największym trudem. Krzyczała, że „na Boga” nie jest winna, nikogo nie zabiła, że to niesprawiedliwe. Mężczyzna w białej szacie w końcu uniósł szablę i rozległ się ostatni krzyk-pisk.

Musiał uderzyć drugi raz, by całkiem odciąć jej głowę. Wiadomo tylko, że była Birmanką, oskarżoną przez saudyjskiego męża o pedofilię i zabicie jego 7-letniej córki. Wszystko jest możliwe, ale w Arabii Saudyjskiej, jeśli dochodzi do jakiejś rodzinnej tragedii, podejrzanie często skazuje się cudzoziemców – służące, opiekunki do dzieci, kucharzy, kierowców, żony, mężów… Jeśli taka osoba nie wyznaje islamu, sąd nie musi słuchać jej zeznań, zresztą, zgodnie z prawem, nie musi nawet zadawać pytań. Po egzekucji odezwało się Saudyjskie Stowarzyszenie Praw Człowieka, stworzone niegdyś na rozkaz króla. W specjalnym komunikacie zażądało aresztowania i przykładnego ukarania policjanta, który umieścił swój filmik w internecie. Już siedzi. Stowarzyszenie bez ironii wyjaśniło, że owe zdjęcia mogły „sprawić przykrość rodzinie skazanej”. Film zdążył już jednak obiec świat, doprowadzając widzów do kłopotliwej konstatacji: Arabia Saudyjska jest zastanawiająco podobna do Państwa Islamskiego. Lub odwrotnie.

Dialog bez języka

Państwo Islamskie (PI) wyznaje tę samą szczególną wersję sunnickiego islamu (wahhabizm), bo wraz z saudyjskimi pieniędzmi i bronią na północ Iraku od lat trafiali saudyjscy duchowni. To oni przekonali organizację, że obecność chrześcijańskich świątyń jest „hańbą” – zeszłoroczna czystka religijna miała upodobnić PI do saudyjskiego wzoru, gdzie na żadne świątynie, oprócz meczetów, nie ma miejsca. Arabia Saudyjska wraz z Koreą Północną zajmują czoło światowej listy największych prześladowców chrześcijan i jeśli brak w tym zestawieniu PI, to tylko dlatego, że nikt nie uznaje go za prawdziwe państwo. Żaden inny muzułmański kraj nie traktuje wyznawców Chrystusa tak podle jak saudyjskie królestwo – nawet Afganistan w czasach, gdy rządzili nim talibowie, był bardziej tolerancyjny...

„Wizyta olbrzymiej wagi” – tak watykański „L’Osservatore Romano” w listopadzie 2007 roku określał pierwsze „historyczne” spotkanie papieża z saudyjskim królem. Benedykt XVI przyjął Abdullaha w nadziei odmiany losu zamieszkałych w jego kraju chrześcijan, tym bardziej że wcześniej królewska dyplomacja podkreślała „potrzebę dialogu międzyreligijnego” i dopuszczała budowę katolickiego kościoła w stołecznym Rijadzie, co byłoby niebywałym precedensem. Kilka miesięcy późnej ta sama dyplomacja wyjaśniła „drobne nieporozumienie”: żaden kościół nie zostanie zbudowany. Zakaz wjazdu katolickich duchownych został utrzymany, więc papież nie mógłby złożyć rewizyty. A dialog międzyreligijny? Wraz z informacjami o „nieporozumieniu” poszła w świat wiadomość o Fatimie Al-Mutairi, młodej Saudyjce, która przyjęła chrześcijaństwo: odcięto jej język.

W sierpniu 2008 roku została przykładnie zabita, zgodnie z saudyjskim prawem. Królewska wizyta w Watykanie okazała się posunięciem propagandowym, mającym na celu ułatwienie budowy w chrześcijańskich krajach meczetów za saudyjskie pieniądze, ideowo zgodnych z przykazaniami integrystycznej sekty wahhabickiej. W Europie Arabia wynajmuje kilka wielkich agencji PR pracujących nad dobrym wizerunkiem jej królów, w tym samym celu. Zazwyczaj doradzają one finansową pomoc w specjalnie wyszukiwanych, pojedynczych, trudnych przypadkach medycznych. Taką, którą da się łatwo nagłośnić przez miejscowe media i wspominać latami.W 2004 r. wielką sympatię dla króla Abdullaha wywołała w Polsce operacja rozdzielenia polskich sióstr syjamskich, Darii i Olgi Dąbrowskich. Król (podówczas książę następca tronu) sfinansował operację, wydając na to 1,5 miliona dolarów.

niebezpieczne nianie

W Arabii Saudyjskiej mieszka 1,2–1,5 mln chrześcijan, w tym ok. 800 tys. katolików. Te liczby są płynne, bo z reguły chodzi o osoby czasowo przyjeżdżające do pracy lub dyplomatów. Większość z nich to Filipińczycy i Hindusi. Nikt z nich nie ma prawa przywieźć ze sobą Ewangelii ani żadnej innej książki religijnej i nie może publicznie praktykować. Można modlić się „prywatnie” (we własnym domu), lecz nie „grupowo”, przy czym prawo nie precyzuje, od jakiej liczby zaczyna się grupa. Słynny Komitet Krzewienia Cnót i Zapobiegania Złu, tj. policja religijna, zwana krótko muttawą, traktuje ten problem w zależności od pochodzenia chrześcijan – jeśli są obywatelami zaprzyjaźnionych mocarstw zachodnich i dyplomatami, donos o wspólnej modlitwie może zostać zlekceważony, ale jeśli na tym samym zostanie przyłapana dwójka np. filipińskich robotników, przed deportacją zostanie uwięziona, pozbawiona uzbieranych pieniędzy i potraktowana biczem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama