Naturalna łaska

Rozmowa Matthew Fox'a (księdza Kościoła Episkopalnego i założyciela Instytutu Kultury i Duchowości Stworzenia) z Rupertem Sheldrake'm (biologiem i twórcą m.in. teorii pola morfogenetycznego).

Reklama

MATTHEW: Innym określeniem nawyku, jakie stosujemy, jest tradycja. W tym przypadku istnieje jednak niebezpieczeństwo, że wyraz ten napisze się dużą literą T, zamiast małą. Jakiś czas temu byłem w Cardiff i w tamtejszym kościele protestanckim dałem wykład o duchowości celtyckiej. Po wykładzie podszedł do mnie młody mężczyzna po dwudziestce i powiedział: „Wiesz, przychodzę regularnie do tego kościoła i po raz pierwszy widzę, ze jest wypełniony ludźmi. Zwykle w niedzielę przychodzi tu około trzydziestu osób  i jest tak nudno. Poddają cię tu rytuałowi. W jaki sposób możemy  zmienić tu rytuał?”

Odpowiedziałem: „Należy zacząć od wyniesienia wszystkich ławek i wyobrazić sobie pole w środku jako zakrzywione, ponieważ wierzymy w taki rodzaj Wszechświata. Trzeba poruszyć oddech, ponieważ nie możemy modlić się bez ciała i oddechu. Ciało i serce idą w parze.” A on odpowiedział: „Hmmm, kościół ma sto pięćdziesiąt lat. Ma swoją tradycją i na pewno nie pozwolą ruszyć ławek.” A ja mu na to powiedziałem, że Wszechświat ma piętnaście miliardów lat i społeczność ludzka będzie wkrótce zmuszona do podjęcia decyzji: sto pięćdziesiąt lat ludzkiej tradycji czy piętnaście miliardów lat tradycji Stworzenia. „Możecie stracić połowę obecnych parafian, ale zyskacie za to całe pokolenie wiernych, którzy z chęcią dadzą się zaprosić do bardziej zakrzywionej przestrzeni.” Tak tworzy się pole i pamięć morficzna staje się dostępna, ponieważ gdy modlimy się w kręgach – kręgach naszych przodków i kręgach naszego zakrzywionego Wszechświata – budzimy i wzmacniamy tę pamięć oraz towarzyszące temu wskrzeszenie: nowe życie.

RUPERT: To mi przypomniało coś, o co pragnąłem cię zapytać, a co wyniknęło z pytania zadanego mi w zeszłym tygodniu przez mojego trzyletniego synka. Śpiewaliśmy właśnie piosenkę o liściach wiosną oraz o Matce Naturze. To go zafascynowało i ciągle zadawał to pytanie: „Kto to jest Matka Natura?”. Próbowałem mu wytłumaczyć, po czym on zamilkł na chwilę, a potem zapytał: „Czy Matka Natura to Maryja?”. Wie, kto to jest, ponieważ ma jej obrazek w swoim pokoju i dość często odmawiamy modlitwę Zdrowaś Maryja, zanim on pójdzie do łóżka. Przez chwilę wahałem się, a w końcu odpowiedziałem „tak”, przewidując teologiczną rewolucję, która dotąd nie miała miejsca.

Wydaje mi się, że Maryja na wiele sposobów przejęła cechy Matki Ziemi, szczególnie gdy przypomnimy sobie, że jej świątynie czci Maryi w wielu częściach świata wskazuje, że jest ona chrześcijańskim wcieleniem starej bogini matki.

Zdaję sobie sprawę, że oficjalna wykładnia teologiczna ma o wiele bardziej ograniczoną i chronioną koncepcję Maryi. Potrzebujemy świeżego wyobrażenia żyjącej Natury jako kosmicznego Chrystusa, jak ukazałeś to, Matthew, w niezwykle inspirujący sposób w swoich książkach, ale potrzebujemy również nowego wyobrażenia Matki Natury. Jak ci się wydaje, w jakiej formie to wyobrażenie matki czy jej archetypu jest najlepiej postrzegane? Maryja nie jest jedyną możliwością. Na niektórych greckich ikonach widuje się cudowne obrazki Maryi z Jezusem na kolanach, a także Maryję na kolanach jej matki, św. Anny.

Samą Maryję postrzega się wtedy na tle wielkiej matki, czyli babki. Ale św. Anna może też nie być najlepszą kandydatką. Co o tym myślisz?

MATTHEW: Otworzyłeś właśnie wielką skrzynię wspaniałych metafor – i jak sam mówisz – spośród całej ich wielości żadna pojedynczo nie jest w pełni satysfakcjonująca i to jest cudowne, ponieważ nadal poszukujemy. W Europie powszechnie znana jest Czarna Madonna, która – jak wskazują na to wszelkie dowody – jest zapożyczoną Izydą, boginią matką z Afryki Północnej. Pewne ślady prowadzą też do Indii i bogini matki z tej części świata.

Fakt, że w tym samym momencie kosmologicznego przebudzenia w XII wieku wniesiono na Zachodzie Czarną Madonnę wprost na ołtarze katedr, jest bardzo ważny. Określenie katedra powstało właśnie w XII wieku. Po łacinie oznacza tron i uczono nas, że to jest miejsce, na którym siada biskup. Ale to jest przejaw klerykalizmu, patriarchalizmu i nie jest prawdą. W XII wieku katedrą nazywano  tron, na którym spoczywa bogini Matka, rządząca Wszechświatem z mądrością, miłosierdziem i sprawiedliwością, stojąca po stronie biednych i uciskanych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama