Czasem ktoś rzuci granatem

Wybuchają tam bomby, płoną samochody, młodzież wyjeżdża stamtąd na wojnę w Syrii. „Strefy no go” naprawdę istnieją w szwedzkich miastach. Mówi o nich raport szwedzkiej policji.

Reklama

Sztokholm, sierpień 2015 roku. Policyjny bus jadący przez dzielnicę Tumba zostaje zaatakowany granatem. Ładunek eksploduje 1,5 m od samochodu. Czterej funkcjonariusze jadący pojazdem wychodzą jednak bez szwanku. Maszyna była opancerzona, bo podobne ataki dość często zdarzają się w niektórych częściach stolicy Szwecji, podobnie jak w Malmö, Uppsali czy Göteborgu.

Raport o uzbrojonej mniejszości

Policyjny raport z października ubiegłego roku wymienia 55 niebezpiecznych rejonów położonych w 22 miastach. Prasa, m.in. dziennik „Svenska Dagbladet”, nazywa te okolice „strefami no go”. W raporcie ten zwrot nie pada. Pochodzi on ze slangu wojskowego i określa się nim na przykład dzielnice opanowane przez wroga. Strefy opisane przez szwedzką policję to dzielnice, w których trudno zapanować nad bezprawiem. Zwykle to peryferia miast. Wyglądają całkiem przyzwoicie – nie ma tu slumsów, lecz bloki z wielkiej płyty. Autorzy opracowania donoszą jednak o handlu narkotykami, prowadzonym czasem jawnie na ulicach, o rozbojach, wymuszaniu haraczy od właścicieli sklepów i atakach na funkcjonariuszy. Piesze patrole rzadko się tu zapuszczają. Radiowozy muszą mieć na szybach siatki chroniące przed kamieniami. O swoje bezpieczeństwo obawiają się listonosze i sanitariusze z karetek pogotowia. Oceny z raportu potwierdza cytowany przez magazyn „Forksning & Framsteg” Jacob Ekström, który od 20 lat pracuje w policji w Sztokholmie. Ekström kierował operacją mającą na celu aresztowanie 300 „strategicznych” bandytów z przedmieść stolicy. – Do Tensta (jedna z dzielnic opisanych w raporcie) pojedynczy samochód policyjny nie może wjechać, bo będzie obrzucony kamieniami, może dojść do zamieszek – mówi policjant. Zagrożenie stwarzają na ogół grupy młodych ludzi, ale zdarzają się też zorganizowane gangi. Niekiedy, piszą autorzy raportu, półświatek sam karze tych, którzy czymś zawinili, więc można mówić o równoległym systemie sprawiedliwości.

Część komentatorów krytykowała policyjne opracowanie. Wskazywano, że niektóre z wymienionych okolic są spokojne. I odwrotnie – sztokholmska Tumba nie została opisana, a jednak zaatakowano tam policjantów. – Można dyskutować, czy to jest rzeczywiście 55 stref – mówi GN prof. Jerzy Sarnecki, kryminolog z uniwersytetu w Sztokholmie. – Nowy komendant główny był z raportu niezadowolony i – z tego co wiem – zamówił nowy – dodaje. Przyznaje jednak, że w wielu opisanych przez policję dzielnicach jest niebezpiecznie. – Z badań, które prowadziłem, wynika, że występuje tam problem z przestępczością. Stopień jej organizacji jest na ogół dość niski, ale zdarzają się wyjątki. Niekiedy mamy do czynienia ze strukturami mafijnymi – tłumaczy. Innymi słowy, statystyczna banda to grupa kolegów z podwórka, którzy sprzedają narkotyki i sięgają po broń, kiedy wejdzie im w drogę grupa z innego podwórka.

Multikulti

Opracowanie wspomina o istnieniu etnicznych grup przestępczych, choć nie rozwija tego tematu. Wymienione dzielnice są na ogół zamieszkane przez islamskich imigrantów. W Fittji w Sztokholmie, gdzie stoi jeden z najwyższych w Europie minaretów, stanowią oni 20 proc. ludności, ale już w Husby w tym samym mieście – 90 procent. Ponad 80 proc. jest ich m.in. w Biskopsgården i Bergsjön w Göteborgu, Rosengårdzie w Malmö czy w niektórych rejonach Uppsali. Za granicą urodziło się 15 proc. mieszkańców 9-milionowego kraju. – Przestępczość wśród imigrantów jest wyższa o 70 proc. niż wśród Szwedów – mówi prof. Sarnecki. Grupy przestępcze często są wieloetniczne, choć te lepiej zorganizowane zwykle tworzą osoby mające to samo pochodzenie. Napięcia etniczne kilkakrotnie eksplodowały. W 2009 r. młodzież z imigranckich dzielnic zaczęła podpalać zaparkowane samochody. Gwałtowny przebieg miały zajścia w Uppsali, gdzie bombę zapalającą wrzucono do budynku pływalni. Do podobnych rozruchów doszło w 2013 roku. W Husby tylko jednej nocy spłonęło wówczas 100 aut. Ataki z użyciem ładunków wybuchowych zdarzają się w imigranckich dzielnicach do dzisiaj. W lipcu br. w Malmö w ciągu tygodnia doszło do czterech napaści z użyciem granatów. W ciągu pół roku takich zdarzeń było tam 30. Szwedzkie media relacjonujące te wydarzenia rzadko wspominają o pochodzeniu sprawców. Zwracają uwagę raczej na ich frustrację spowodowaną biedą. Podobnie tłumaczy zjawisko prof. Sarnecki. – Niski status społeczny i segregacja mieszkaniowa wyjaśniają jeśli nie cały problem, to jego większą część – uważa kryminolog. Do innych wniosków doszedł socjolog Amir Rostami. Podczas pisania doktoratu na Uniwersytecie Linneusza dotarł on do kilkunastu bossów różnych gangów. Stwierdził, że w przypadku osób z Bliskiego Wschodu i Afryki (stanowili oni ponad połowę badanych) powodem wejścia w konflikt z prawem była nie tylko bieda, ale i „wykluczenie etniczne, normatywne i kulturowe”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • abwin
    11.11.2015 12:29
    Imigranci przybywający do jakiegokolwiek kraju Unii Europejskiej powinni szanować i przestrzegać obowiązujące prawa. Każde złamanie prawa przez imigranta powinno być karane tak samo, jak w przypadku obywatela danego kraju i kończyć się deportacją. Niestety, wobec muzułmanów niektóre kraje UE stosują taryfę ulgową. A wyjście jest jedno - konsekwencje stosowana DEPORTACJA za każde złamanie prawa - wykroczenie, czy przestępstwo.
  • Adfgh
    11.11.2015 22:51
    Deportacja do kraju skad pochodzi mamusia, tatus lub dziadkowie. Jesli ktos stanowi zagrozenie dla spoleczenstwa, ktore ten kraj od pokolen, od wiekow budowalo, powinien zostac ukarany odebraniem obywatelstwa, benefitow i wydaleniem z kraju, zakazem wjazdu do innych krajow europejskich. Wiezienie to tylko przechowalnia takich smieci na koszt uczciwych ludzi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama