Kolorowa pułapka

Publiczna dyskusja o „modzie islamskiej” we Francji doprowadziła do rozważań na temat roli pieniędzy w promocji multikulturalizmu.

Reklama

Czy to możliwe, żeby zjawiska społeczne, wydawałoby się zupełnie oddalone, jak kwestie życia i śmierci, współczesnego sportu lub sposobów ubierania się, łączyły się w pewien jednolity obraz? Weźmy coś, co w zasadzie nie ma większego wpływu na codzienne życie na naszym kontynencie: ostatnie mecze ćwierćfinałowe europejskiej Ligi Mistrzów. W ramach tych zawodów spotkały się m.in. Paris Saint-Germain (PSG) z Manchesterem City. Badania marketingowe wskazały lekkie obniżenie zainteresowania publiczności tym dwumeczem, więc reklama i prasa po obu stronach kanału La Manche podgrzewały atmosferę jak mogły. Podkreśliły więc konkurencję między Katarem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi (ZEA), czyli – jeśli mówić wprost – między petrodolarami a gazodolarami. Paryski klub z katolickim świętym w nazwie należy do muzułmańskiej, katarskiej rodziny panującej i reklamuje jej linie lotnicze, a manchesterski, własność władców ZEA, gra na boisku o nazwie Etihad Stadium, od nazwy linii konkurujących z Qatar Airways.

Problem polega na tym, że promocja takiej konkurencji może działać tylko wtedy, gdy zrezygnuje się z kategorii identyfikacji, zwykłego przywiązania do tego, co autentycznie miejscowe, bliskie. Niejeden antropolog widzi to jako poboczny skutek globalizacji, która, choć jest przede wszystkim pojęciem ekonomicznym, sięga dużo głębiej, dotykając kwestii ludzkiej tożsamości. Szczególnie właśnie w Europie, bo jednak nie na Półwyspie Arabskim.

Pod koniec marca francuski minister ds. młodzieży i sportu Patrick Kanner, który w ramach swego ministerstwa zajmuje się również problematyką miejską, zapytany o brukselską dzielnicę Molenbeek, siedzibę społeczności muzułmańskiej, skąd pochodzili sprawcy zamachów w Paryżu i Brukseli, nieoczekiwanie wypalił, że we Francji „jest ze sto takich Molenbeek”. Wywołało to oczywiście burzę, gdyż jest kompletnie niezgodne z polityką komunikacyjną rządzącej Partii Socjalistycznej (jest to myląca, historyczna nazwa; to już od dawna partia liberalno-socjaldemokratyczna), która popiera multikulturalizm, chcąc widzieć w nim raczej rodzaj społecznego wzbogacenia niż zagrożenia. Ledwo jednak zamieszanie wywołane tą deklaracją zostało jakoś medialnie stłumione, wypłynęła sprawa decyzji wielkich, europejskich sieciowych marek ubraniowych (m.in. H&M; Dolce & Gabbana; Marks & Spencer; Uniqlo) o wprowadzeniu do sprzedaży kolekcji „mody islamskiej”. We Francji, kraju o najliczniejszej mniejszości muzułmańskiej w Europie, znanym ciągle z „dyktatorów mody”, to „rozszerzenie oferty” nie zostało przyjęte tak spokojnie, jak się spodziewano. Kwestie tożsamości kulturowej kraju wypłynęły podobnie jak w przypadku sportu czy „setki Molenbeek” (właściwie, według państwowych statystyk, we Francji jest 751 tzw. wrażliwych stref miejskich, gdzie koncentruje się bieda, bezrobocie, gangi przestępcze i muzułmański „izolacjonizm religijny”, stanowiący potencjalnie płodny teren dla indoktrynacji skrajnych nurtów islamu).

Od „halal” do „burkini”

Związek dużych pieniędzy z zachodzącymi powoli zmianami kulturowymi jest dość oczywisty od początku fali muzułmańskiej imigracji do Europy. Warto przypomnieć, że masowe sprowadzanie robotników z Algierii i innych dawnych kolonii francuskich w Afryce było na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku postulatem wielkich przemysłowców i koncernów budowlanych. Imigranci zadowalali się minimalną płacą, co przyniosło z jednej strony oszczędności, a z drugiej bezrobocie. Przeciw wprowadzaniu sztucznej konkurencji na najniższym poziomie społecznym protestowały Francuska Partia Komunistyczna i Kościół katolicki, lecz wkrótce obie te struktury zostały zmuszone do milczenia, gdyż wielki kapitał zaczął finansować lewicowe ugrupowania antyrasistowskie, które przeniosły debatę z terenu ekonomicznego na czysto kulturowy, przynosząc zresztą nierzadko skutek odwrotny do zamierzonego. Niemniej pierwsze dziesięciolecia imigracji zarobkowej, mimo nieuniknionej gettoizacji tych społeczności, dawały nadzieję na sukces integracji: młodzi Arabowie ubierali się już po europejsku, stawali się obojętni w stosunku do islamu, niewielka ich część przeszła nawet na chrześcijaństwo. Tak samo młode dziewczęta pragnęły raczej przyswoić sobie kulturę francuską niż obce już przyzwyczajenia swoich rodziców.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama