Tradycja inkarnacji musi trwać nadal

Chińskie władze skrytykowały najwyższego przywódcę duchowego Tybetańczyków Dalajlamę XIV za jego ostatni wywiad, w którym powiedział, że chińskim twardogłowym brak części mózgu odpowiedzialnej za zdrowy rozsądek. Pekin nazwał jego wypowiedź "zwodniczą".

Reklama

Rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang powiedział we wtorek, że niedzielny talk show "Last Week Tonight" komika Johna Olivera w amerykańskiej telewizji, w którym wystąpił dalajlama, miał rozrywkowy charakter. Geng przyznał, że komentarze dalajlamy na temat - jak to ujął - kontestowanej kwestii jego reinkarnacji - "wydają się być śmieszne i humorystyczne, ale wszystko to są kłamstwa".

Dalajlama w rozmowie z Oliverem w indyjskiej Dharamśali, gdzie rezyduje tybetański rząd na wygnaniu, oświadczył, że być może będzie ostatnim dalajlamą. "Bardzo możliwe - powiedział - jeśli zostanę ostatnim dalajlamą, będę bardzo szczęśliwy".

Władze Chin powtarzają, że tradycja inkarnacji musi trwać nadal i twierdzą, że komunistyczni przywódcy kraju mają prawo wyrażać zgodę na sukcesora każdego dalajlamy zgodnie z prawem odziedziczonym po chińskich cesarzach. Dalajlama już wcześniej kilkakrotnie sugerował, że tytuł ten wygaśnie wraz z jego śmiercią. Chiny oskarżają go o zdradę i brak szacunku dla religii Tybetańczyków, skoro sam dalajlama mówi o wygaśnięciu dalszych inkarnacji.

Na pytanie, czy martwi się, że władze Chin mogą same wyznaczyć własnego dalajlamę, tybetański przywódca odparł, że byłoby to głupie. "Zwykle nasz mózg, jak wiesz, posiada zdolność posługiwania się zdrowym rozsądkiem - powiedział dalajlama w rozmowie z Oliverem. - U chińskich twardogłowych w mózgach brak tej części".

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama