Przemilczany problem

Brutalny napad na znanego działacza społeczności żydowskiej we Francji to tylko jeden z kilku głośnych antysemickich incydentów w ostatnich miesiącach. Władze w Paryżu na razie wolą jednak nie zauważać problemu.

Reklama

Żydzi we Francji są zagrożeni na ulicach, a co szczególnie niepokoi, już także w swoich domach – tak skomentował niedawne zajścia przewodniczący CRIF (najważniejszej instytucji reprezentującej francuskie organizacje żydowskie) Francis Kalifat. Napad na Rogera Pinto i jego rodzinę odbił się szerokim echem we Francji ze względu na zuchwałość sprawców i jawnie antysemicki charakter przestępstwa. Pozostający do dziś na wolności bandyci w nocy z 7 na 8 września włamali się do domu sędziwego, 78-letniego działacza stowarzyszenia Mouvement Siona. Przez wiele godzin bili Pinto, jego żonę i syna oraz plądrowali dom. Dopiero po kilku godzinach kobieta uciekła i zaalarmowała policję, która uwolniła dręczoną rodzinę. Poszkodowani zeznali, że napastnicy zwrócili się do nich słowami: „Jesteście Żydami, więc macie pieniądze. Oddajcie je, my rozdamy biednym”. W ostatnich kilku latach nad Sekwaną nastąpiło niepokojące nasilenie ataków na największą w Europie diasporę żydowską. Ich wspólną cechą jest brutalność i poczucie bezkarności sprawców, potęgowane opieszałymi działaniami francuskiej policji i mało zdecydowanymi wypowiedziami władz. Czy jedynym wyjściem dla około półmilionowej grupy Żydów we Francji pozostaje emigracja?

Fala zbrodni

Oprócz włamania do domu Rogera Pinto w 2017 r. doszło do dwóch innych przestępstw o antysemickim charakterze. W kwietniu zamordowano Sarę Halimi, emerytowaną żydowską lekarkę. Zbrodni dokonał 27-letni Malijczyk Kada Traore – fanatyczny muzułmanin. Podczas zabójstwa wykrzykiwał religijne hasła, a następnie wyrzucił zwłoki kobiety przez okno. W lutym dwaj bracia noszący jarmułki zostali zaatakowani w podparyskim Aulnay-sous-Bois. Napastnicy zajechali im drogę, zwyzywali, a następnie zaatakowali piłą. Sprawców nie odnaleziono. Na przełomie 2015 i 2016 roku do serii antysemickich incydentów doszło w Marsylii, mieście niegdyś szczycącym się sprawnie funkcjonującą, wielokulturową mozaiką społecznościową, o największej po Londynie i Paryżu populacji Żydów w Europie. W październiku 2015 r. nożownik zaatakował pod marsylską synagogą, miesiąc później dźgnięto nożem nauczyciela w szkole żydowskiej, a w styczniu 2016 r. ciężko raniono maczetą Banjamina Amsellema, który miał na głowie jarmułkę.

W styczniu 2015 r. terrorysta Amedy Coulibally zabił cztery osoby w koszernym supermarkecie Hypercacher w Paryżu. W 2014 r. w podparyskim Creteil bandyci włamali się do domu żydowskiej rodziny, zgwałcili kobietę, pobili jej męża oraz obrabowali dom. Pozostający na wolności sprawcy, podobnie jak w przypadku Rogera Pinto, podczas napadu dali ofiarom do zrozumienia, że wybrali ich świadomie, „bo Żydzi mają pieniądze”. Symbolicznym początkiem narastającej fali przemocy wobec żydowskiej społeczności była zbrodnia z 2012 r., gdy w Tuluzie islamski fanatyk Mohammed Merah z zimną krwią zastrzelił pod judaistyczną szkołą Ozar Hatorah 8-letnią dziewczynkę, dwójkę chłopców i zasłaniającego ich ojca.

Gęstniejąca atmosfera

Żydzi we Francji nie tylko z niepokojem obserwują rosnącą liczbę aktów przemocy, ale też rozpowszechniającą się atmosferę antysemityzmu. Ataki w Marsylii spowodowały, że czołowy działacz tamtejszej społeczności żydowskiej Zvi Ammar wystosował dramatyczny apel o zaprzestanie noszenia na ulicach tradycyjnych strojów lub nawet ich elementów (nakrycia głowy), tłumacząc: „Mierzymy się z wyjątkową sytuacją i musimy podjąć wyjątkowe środki (...) nie chcę, by ktokolwiek umarł w Marsylii z powodu jarmułki na głowie”.

Jeszcze gorsza sytuacja panuje w szkołach. Dzieci z żydowskich rodzin skarżą się na prześladowania i przemoc. Na początku roku szkolnego przez francuskie media przetoczyła się dyskusja zapoczątkowana przez Bernarda Reveta i Emmanuela Davidenkoffa. Emerytowany nauczyciel oraz dziennikarz „Le Monde” napisali książkę o bezradności francuskiej edukacji względem antysemickiej atmosfery. Revet wprost apeluje do francuskich Żydów o zaprzestanie posyłania dzieci do publicznych szkół. Jewish Telegraphic Agency podaje zresztą, że uczęszcza tam już zaledwie jedna trzecia młodzieży z diaspory. Przewodniczący CRIF Francis Kalifat dodaje: „W Paryżu Żydzi już w ogóle nie chodzą do publicznych szkół z powodu złej atmosfery, zastraszania i zniewag”.

Smutnym znakiem czasu jest niesłabnąca popularność we Francji komika Dieudonne’a M’bala. Jego skecze można określić mianem obsesyjnie niechętnych Żydom. Satyryk nie ogranicza się przy tym do scenicznych występów, chętnie spotyka się z historykami negującymi Holocaust, a nawet deklaruje przyjaźń z byłym irańskim prezydentem, antysemickim fanatykiem Mahmudem Ahmadinedżadem. M’bala kilka lat temu spopularyzował nad Sekwaną gest niepokojąco podobny do nazistowskiego pozdrowienia, zwany „quenelle”. Publicznie prezentowały go potem znane postaci we Francji, jak np. piłkarz Nicolas Anelka, koszykarz Tony Parker, ale także francuscy turyści w Oświęcimiu.

Zamiatanie pod dywan

Pogarszająca się sytuacja we Francji zaczyna być dostrzegana za granicą. Europejski Kongres Żydów po ostatnim ataku na Rogera Pinto opublikował specjalne oświadczenie: „Część francuskiego społeczeństwa zaczyna być nastawiona coraz bardziej antysemicko, a reszta akceptuje i toleruje tę nienawiść (…) wzywamy francuskie władze do wykorzenienia antysemityzmu i pasywnej akceptacji dla niego”. Apel wydaje się w pełni uzasadniony, gdyż serii antyżydowskich wystąpień nad Sekwaną towarzyszy bierność rządzących. Wydaje się to szczególnie przykre w świetle przejawianej przez Emmanuela Macrona skłonności do pouczania innych europejskich przywódców.

Policja nie jest zdolna schwytać sprawców kolejnych antysemickich przestępstw, które stają się coraz brutalniejsze. Włamania do domów i torturowanie mieszkańców przywołują na myśl borykające się z falą zbrodni Republikę Południowej Afryki czy Amerykę Łacińską, a nie serce Starego Kontynentu. Szczególnie kontrowersyjna pozostaje sprawa Sary Halimi. Francuscy Żydzi mówią o jednoznacznie antysemickim charakterze mordu, jednakże prokurator odmówił uznania tego zdarzenia za akt terrorystyczny. Malijczyk nawet nie stanął jeszcze przed sądem, ponieważ przebywa na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym. W tle pozostaje typowa ostatnio dla Francji seria zaniedbań – Kada Traore od lat figurował w kartotekach jako sprawca drobnych przestępstw, policja miała także informacje o przejawach jego radykalizacji, ale do momentu tragedii nikt nie podjął zdecydowanych działań. Wokół morderstwa zapanowała niepokojąca cisza, zarówno wśród dziennikarzy, jak i polityków. Francja została za to potępiona na początku lipca w Parlamencie Europejskim podczas debaty o nasilającym się antysemityzmie w Europie. Krytyczny głos w sprawie morderstwa Sary Halimi zabrał również Bernard-Henri Lévy, francuski filozof i pisarz o żydowskich korzeniach: „We Francji mamy zawsze tę samą historię (…) antysemityzm jest uważany za nieistniejący, szczególnie wśród francuskich mniejszości”. Pod narastającą presją w kraju i za granicą prezydent Macron po trzech miesiącach od zabójstwa zabrał w końcu głos i zapowiedział dokładne wyjaśnienie sprawy.

Do Londynu i do Izraela

Po ostatnim napadzie na Rogera Pinto reakcja francuskiego rządu była szybka, minister spraw wewnętrznych przyznał, że był to antysemicki atak. Jednakże nasilające się od lat incydenty, gęstniejąca atmosfera i brak perspektyw poprawy sytuacji skutkują rosnącą emigracją Żydów. W ciągu dekady wyjechało 40 tys. ludzi. Proces ten szczególnie przyspieszył w ostatnich trzech latach: w 2014 – 7200 osób, w 2015 – rekordowe 7900, a w 2016 – około 5000. Głównym celem wyjazdów są Londyn oraz Izrael. Do osiedlenia się w żydowskim państwie od kilku lat gorąco namawia swoich rodaków z Europy premier Benjamin Netanyahu. Francja już wkrótce może przestać być największym skupiskiem żydowskiej diaspory na Starym Kontynencie. Media w Izraelu zaczęły określać masową migrację Żydów mianem „alija” – to historyczny termin określający wielkie fale wyjazdów z Europy do Ziemi Obiecanej.

Francja jest krajem, gdzie problem antysemityzmu stał się szczególnie widoczny, lecz sprawa dotyczy coraz większej liczby krajów zachodniej Europy, np. Belgii oraz Szwecji. Zjawisko będzie się nasilać wraz z napływem imigrantów z Bliskiego Wschodu, „przywożących” ze sobą niechęć do Izraela. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama