Przeciw logice terrorysty

Czy religia może być źródłem wojen? Oczywiście. Doświadczenie XX wieku uczy, że zwłaszcza wtedy, gdy za rządy światem biorą się ludzie, którzy chcieliby wszelką religijność wykorzenić.

Reklama

Wizyta Benedykta XVI w Jordanii na pewno obfituje w ważne wydarzenia. Mnie najbardziej uderzył fragment przemówienia papieskiego w Muzeum Haszymidzkim i w meczecie im. Króla Husajna. „Niektórzy twierdzą, że religia jest nieuchronnie przyczyną podziałów w naszym świecie; i dlatego uważają, że lepiej jest poświęcać mniej uwagi religii w życiu publicznym. Z pewnością nie można zaprzeczyć, że niestety istnieją sprzeczności w napięciach i podziałach między wyznawcami różnych tradycji religijnych. Czyż nie jest jednak również i tak, że rzeczywistym katalizatorem napięć i podziałów, a niekiedy nawet przemocy w społeczeństwie jest często ideologiczne manipulowanie religią, niekiedy dla celów politycznych?”. Poszedłbym jednak dalej niż Benedykt XVI.

Dość często słyszałem, jakoby to religia była przyczyną wszystkich wojen. Wyprawy krzyżowe, wojna trzydziestoletnia czy wojna domowa w Hiszpanii to przykłady, na które w takich dyskusjach się powoływano. Dlatego wyznawcy tej teorii chcieliby, aby religia, jeśli już musi istnieć, została zepchnięta na cywilizacyjny margines. Wierzący powinni skrzętnie skrywać swe poglądy i pod żadnym warunkiem nie pokazywać ich publicznie. Tymczasem doświadczenia ostatniego wieku uczą, że zbrodni, i to niesłychanych, można dokonywać także w imię walki z religią. Właśnie w imię budowania lepszego, areligijnego świata wymordowano w XX wieku miliony ludzi. Wyznawcy tezy o destrukcyjnym wpływie religii na życie społeczeństw zdają się tego nie widzieć. Chyba że widzą, ale ich myślenie jest jeszcze bardziej pokrętne.

Prawdą jest, że gdyby nie wyznawcy różnych religii, pomysły ateistycznych luminarzy postępu miałyby się znacznie lepiej. Walcząc o wprowadzenie w życie swoich ideałów – tolerancji dla każdego – nie stosują ich wobec wierzących. Swoją agresję wobec nich tłumaczą oczywistą oczywistością faktu, że kierujący się wartościami religijnymi ze swoimi zaściankowymi poglądami są przeszkodą dla zbudowania lepszego świata. Gdyby nas, wierzących nie było, niewierzący byliby jak aniołki. Tak rozumując rzeczywiście można dojść do wniosku, że to religia jest przyczyną wszelkich wojen. Przecież gdyby wierzący nie byli tacy uparci, Stalin czy Hitler nie musiałby ich uśmiercać w obozach śmierci…

No cóż. Trochę przypomina to działania terrorysty, który zabijając zakładników winą za ich śmierć obarcza tych, którzy nie spełnili jego żądań.
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama