Muzułmanie za chińskim murem

Los żyjących w Chinach Ujgurów jest podobny do losu Tybetańczyków. Nierówna walka o wolność, którą toczą z Chinami również. Ale o nich świat słyszy rzadziej. Dlaczego?

Reklama

Kiedy pod koniec lat 80. myślałem o studiach na filologii tureckiej, byłem przeświadczony, iż będą one skupione na historii i literaturze Turcji. Im poważniej to planowałem, im więcej czytałem, tym bardziej świadomy byłem istnienia całego wielkiego „świata tureckiego”. Należało do niego wiele republik trzęsącego się wówczas w posadach ZSRR. Mapa ludów mówiących językami tureckimi obejmowała jednak rozleglejsze tereny. Jakież było moje zdziwienie, gdy pojąłem, że także wielkie połacie zachodnich Chin zamieszkują ludzie przekazujący dzieciom i wnukom wspólną wszystkim Turkom legendę, iż pochodzą ze związku wilczycy i uciekiniera z niewoli. To Ujgurowie. A jeniec wedle legendy uciekał z chińskiej niewoli.

Świat Turków
Od starożytności plemiona tureckie migrowały, napędzane odwiecznym konfliktem między koczownikami i ludami osiadłymi oraz okresami głodu na stepie, który rozciągał się od bram chińskich miast po Morze Czarne. Kolejne fale ludzi stepu pędziły na Zachód, podbijały i same były asymilowane. Tylko niewielu założyło trwałe państwa. Przyjmowali religię (zwykle islam, choć są wyjątki, np. prawosławni Czuwasze w Rosji) i osiadali. Najlepiej udało się to Imperium Osmańskiemu, które nie dość że okrzepło na trupie Bizancjum, to jeszcze -samo podjęło ekspansję w Europie i w XIX w. było nazywane „chorym człowiekiem Europy”. Może i chorym, ale właśnie Europy.
Jednak większość ludów tureckich została „gdzieś po drodze” rozrzucona od Mongolii po Morze Śródziemne. Ich tereny kurczyły się, gdy świat koczowników ostatecznie uległ systematycznemu osadnictwu nowoczesnych państw i ich sztywno wyznaczonych granic. Rosja, Chiny i Persja do końca XIX w. podzieliły między siebie „świat Turków”. Gdy rysował się monolit Związku Sowieckiego, patrzyłem z sympatią, jak emancypują się kolejne państwa tureckie: Azerbejdżan, Turkmenistan, Uzbekistan, Kirgistan i Kazachstan. Islam – nie oparty na typowej strukturze „kościelnej” – był wyjątkowo trudny do skruszenia przez komunizm. Jednocześnie odradzające się więzi z sekularną Turcją dawały nadzieję na umiarkowany charakter renesansu muzułmańskich Turków. Słuchając Jelcyna mówiącego autonomicznym regionom Rosji, by wzięły „tyle władzy, ile mogą unieść”, o jakiejś formie niezależności przemyśliwały nawet leżące w sercu terytorium rosyjskiego Tatarstan i Baszkiria. Ale co innego Rosja, a co innego Chiny.

Wicher wolności przed chińskim murem

Czołgi rozjeżdżające demonstrantów na placu Tienanmen niemal dokładnie w chwili polskich wyborów 4 czerwca 1989 r., dały wyraźny sygnał, że wicher wolności odbija się od chińskiego muru. Dowiedziały się o tym boleśnie także mniejszości żyjące w Chinach: Tybetańczycy i mniej od nich „medialni” Ujgurzy. 6 kwietnia 1990 r. ujgurskie miasteczko Barin stało się sceną protestów przeciwko nasilającej się chińskiej kolonizacji. Po ich stłumieniu władze chińskie postanowiły – w atmosferze postępującej w całym kraju jednoczesnej liberalizacji gospodarczej i skostnienia politycznego – zadać cios dotychczasowej, przynajmniej teoretycznej swobodzie nauki języka.
W samym centrum historycznego Stambułu, koło Błękitnego Meczetu jest restauracja ozdobiona flagą z półksiężycem i gwiazdą. Jest błękitna, a nie czerwona, jak flaga Turcji. Lokal prowadzą imigranci ujgurscy z – jak mówią – Wschodniego Turkiestanu. „Nie mów o naszym kraju Sinkiang. Tak mówią Chińczycy, komuniści” – strofują. Bo ich konflikt z Pekinem jest podwójny: narodowy – tureckich Ujgurów z Chińczykami (Han) i religijny – wierzących muzułmanów z władzą wrogą wszelkiej religii. Po 11 września 2001 r. Chiny z premedytacją wykorzystały ten aspekt: odtąd przedstawiają ujarzmianie Ujgurów jako walkę z fundamentalizmem islamskim. Pomysł sprawnie wykorzystany przez Rosję w stosunku do Czeczenów sprawdził się i tutaj: zachodnia opinia publiczna gotowa do masowych demonstracji w obronie buddyjskich Tybetańczyków nie interesuje się podobnie beznadziejnym położeniem muzułmańskich Ujgurów.
– No i nie mamy swojego Dalaj Lamy – powszechnie znanego, uwielbianego przez media pokojowego przywódcy przemawiającego językiem ludzi Zachodu – narzekają ujgurscy emigranci koncentrujący się w stambulskiej dzielnicy Sefaköy. Mają podobną postać. Jest nią Rebija Kadir – przewodnicząca Światowego Kongresu Ujgurów, żyjąca na emigracji w USA.

Co ty wiesz o Ujgurach!

Kelnerzy w ujgurskiej restauracji położyli przede mną talerze ze swoimi przysmakami: manty (maleńkie pierożki ze szczyptą baraniny zalane jogurtem przyprawionym czosnkiem i papryką) i samsa („kieszonka” z ciasta z mieloną wołowiną w środku). Pytali, co wiem o Ujgurach i gdy zacząłem coś nudzić o geografii i liczbach, przerwali: „A Mahmud? Przecież mówisz, że jesteś turkologiem!”. No tak – może ów żyjący w XI w. encyklopedysta nie był Ujgurem, ale każde dziecko w Turcji uczy się o nim jako o Mahmudzie z Kaszgaru, dawnej stolicy kraju Ujgurów, Turkiestanu Wschodniego. Jego „Słownik języka tureckiego” – encyklopedia ówczesnej wiedzy o plemionach tureckich – jest milowym krokiem w dziejach ich cywilizacji. Do grobu Mahmuda w miejscowości Opal pod Kaszgarem pielgrzymują Ujgurowie i Turcy z całego świata, jak do narodowego pomnika i zarazem sanktuarium religijnego.
Mahmud żył w czasach, gdy się jeszcze Turkom o Turcji nie śniło, a pierwsze fale najazdów seldżuckich dopiero szarpały granice Bizancjum. Plemiona te niewiele wcześniej przyjęły islam, przed którym Ujgurowie silnie się początkowo bronili. Nie znający poprawności politycznej Mahmud przytacza w opisie podboju dość obcesowy czterowiersz: „Spadliśmy na nich jak nawałnica, runęliśmy pomiędzy ich miasta, rozbiliśmy świątynie ich idoli, wypróżnialiśmy się na głowy ich bożków”. Ujgurzy „próbowali” przed islamem różnych religii. W okresie swej największej potęgi od połowy VIII do połowy IX w. byli np. jedynym państwem na świecie, gdzie religią państwową był manicheizm.
Hüseyin Adıgüzel, turecki dziennikarz i autor książek o Azji Środkowej, przedostał się nielegalnie do Turkiestanu Wschodniego w 1995 r. z Kirgistanu. Wspomina słowa wiekowego Ujgura, u którego gościł w Kaszgarze. „Tak jakbyśmy umarli, ale żyjemy. Już 50 lat Chińczyk jest panem, my niewolnikami. Dzieje się to, co on mówi, co on chce. Prawie nie możemy już uczyć się swojego języka, mówić publicznie, śpiewać piosenek (żyr), modlić się… Ja w moim wieku wciąż nie znam chińskiego. Ale nasze pokolenie już odchodzi. Co będzie z moim wnukiem? Mówi po chińsku. Nasze dzieci stają się Chińczykami”. Adıgüzel, korzystając z pomocy Chińczyka przyjaźniącego się z Ujgurami, bez wizy chińskiej podróżował po Turkiestanie. W Jarkendzie został zatrzymany na posterunku. Uratował go rzadki w szeregach policji Ujgur.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama