Zabrania się być starym. Chasydzi w Lelowie

Tańcząc przez długie godziny, chasydzi przemienili ponurą, brudną salę GS-u w pełen światła przedsionek nieba. Szeptali modlitwy nad grobem Dawida z Lelowa, wierząc, że cadyk ma zdolność przekazania ich Temu, którego Imienia nie odważają się głośno wymawiać.

Reklama

Zwariowany to on jest! – opowiadał o cadyku Dawidzie Bidermanie (1746–1814) woźnica, który przyjechał do Widzącego z Lublina. – Z czego on żyje wraz z żoną i wszystkimi swymi dużymi i małymi dzieciakami? Stoi w swoim sklepiku i sprzedaje tylko tyle, by starczyło na dany dzień. „Czy nie lepiej, byście kupili tam na prawo u wdowy?” – mówi do klienta. – „Albo naprzeciw u tego pobożnego człowieka, znacznie uczciwszego ode mnie?”. A gdy już pozbędzie się klienta, siada i uczy się. Popatrzcie tylko, czy to nie wariactwo?

Nie ma już sklepu, w którym godzinami wystawał Dawid. Czy to przypadek, że po latach poszukiwań jego szczątki odnaleziono w latach 80. pod magazynem jednego ze sklepów Gminnej Spółdzielni?
GS-u też już nie ma. Są chasydzi. Co roku w jorcajt – rocznicę śmierci swego cadyka – przyjeżdżają do małego miasteczka na Jurze Krakowsko Częstochowskiej, by za wstawiennictwem Dawida, zwanego Lelowerem, szturmować niebo.

Jedną nogą w niebie
Na oblodzonej jezdni zahamował pekaes. Zmarznięci jadący do Myszkowa ludzie ciekawie przytykają nosy do szyb. Przecierają oczy ze zdumienia. Na ulicy zmarzniętego na kość miasteczka tańczy grupa mężczyzn. Sobolowe czapy, białe skarpety, ciemne płaszcze przepasane tałesami. Skręcone ciasno, zakładane za uszy pejsy, długie brody. Teatr? Happening? Plan filmowy? Nie. 196. rocznica śmierci słynnego cadyka Dawida z Lelowa. Na jorcajt przyleciało ponad 150 chasydów. Z Nowego Jorku czy spalonego słońcem Izraela.

Leżajsk, Przysucha, Góra Kalwaria. Miejsca te współczesnym Polakom kojarzą się jedynie z browarami lub zakładami Hortexu. Tymczasem były to ogromne duchowe centra chasydyzmu. Ruch powstały w połowie XVIII w. na Podolu wydał ogromne owoce. Cadykowie – duchowi przywódcy – gromadzili prawdziwe tłumy pielgrzymów. Stali jedną nogą w niebie – wierzono. Byli pomostem między teraźniejszością a Panem Zastępów. W miejsce elitaryzmu uczonych rabinów chasydzi inaczej odczytywali Torę, uczyli, że Boga odnajdywać należy we wszystkich przejawach życia, a służyć Mu można nawet swymi codziennymi zajęciami. Ważnym elementem ich nauki było emocjonalne, żywiołowe przeżywanie modlitwy oraz radość, zapamiętanie w śpiewie i tańcu dla Boga. Żyli w zachwyceniu. „Zabrania się być starym” – wołał cadyk Nachman z Bracławia. To kwintesencja chasydyzmu.

Kilku chasydów rusza na spacer po zasypanym śniegiem miasteczku. Przechodzą obok drewnianego domu. W jego oknach ktoś zawiesił obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Najpiękniejsza córka Izraela kołysze na rękach Mesjasza i spogląda na grupę roztańczonych mężczyzn. Nikt nie patrzy w Jej stronę.

Tańczący z chasydami
Na dworze trzaskający mróz. Minus siedemnaście stopni. W ciasnej salce byłego zakładu pracy chronionej tłum mężczyzn w kapeluszach i futrzanych czapach wiruje w tańcu. Kobiety nie mogą wchodzić do budynku. Kilka z nich tłoczy się pod oknami, próbując dostrzec coś przez zaparowane szyby. Na ziemi walają się resztki jerozolimskiej macy. W powietrzu mdławy zapach ryb.
Mężczyźni wirują. Mały chłopczyk z kręconymi pejsikami tańczy obok siwego starca, który mruży swe podkrążone oczy przed ostrym światłem jarzeniówek. Wychodzi na środek pląsającego kręgu i tańczy, tańczy…

Patrzę na wirujący tłum z zazdrością. Zachowują się irracjonalnie. Przemieniają ponurą, brudną salę GS-u w pełen światła przedsionek nieba. Pierwsze skojarzenie? „Upili się młodym winem”. Ogromnym szacunkiem otacza się starszych. Gdy jeden zmęczony, schorowany chasyd nie ma sił podnieść się z fotela, jego towarzysze chwytają krzesło i zaczynają pląsy.

– Radość to wielkie lekarstwo – nauczał Nachman z Bracławia. – Być zawsze radosnym to wielki obowiązek (micwa). Smutek to wygnanie Boskiej obecności.
Chasydzi przejęli się tymi słowami do głębi. Stłoczeni w szeregu przerażeni więźniowie Auschwitz ze zdumieniem patrzyli na chasydów z Bracławia, którzy tańcząc, wchodzili do komór gazowych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama