Kobiety za zasłoną

70 proc. Francuzów, 65 proc. Hiszpanów i 63 proc. Włochów jest przeciwnych noszeniu burki przez kobiety w miejscach publicznych - wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie dziennika „Financial Times”.

Reklama

Hidżab to arabskie słowo, pojawiające się w Koranie na określenie zasłony gwarantującej prywatność. Ten sam Koran – słowo Boga – nakazuje kobietom nosić się skromnie, ale nie precyzuje szczegółów. Co więcej, to obowiązkiem mężczyzny było w czasach Mahometa „organizowanie” tej prywatności i nie sprowadzała się ona do stroju. W warunkach pustynnych twarz przed ostrym słońcem i piaskiem chronią zaciągniętym na twarz zawojem także Tuaregowie i często Beduini. I dziś w świecie islamu istnieje wiele sposobów realizacji tego wymogu – od zwykłego skromnego zachowania osoby noszącej całkiem „zachodni” strój, po zasłanianie całego ciała, łącznie z oczami skrytymi za cienkim tiulem, przezroczystym jak okulary słoneczne. Hidżab będący dla Europejczyków elementem kolorytu muzułmańskiego Wschodu, wzbudza niepokój u wielu, gdy pojawia się na północ od Morza Śródziemnego.

Męczennice hidżabu

Gdy 1 lipca 2009 r. 31-letnia Egipcjanka Marwa asz-Szarbini zginęła od ciosów noża w budynku sądu w niemieckim Dreźnie, błyskawicznie stała się dla świata islamu „męczennicą hidżabu”, zasłony, którą konserwatywne muzułmanki zasłaniają swoje włosy. Morderca – niemiecki repatriant z Rosji Alex Wiens - wyzywał ją wcześniej na placu zabaw dla dzieci jako „terrorystkę”, „islamistkę” i „dziwkę”. Skazany na grzywnę, złożył apelację, podczas której niespodziewanie rzucił się na Marwę, przebywającą w sądzie w charakterze świadka. Zadźgał ją 18-centymetrowym nożem, raniąc próbującego zasłaniać żonę Elwiego al-Ukaza. Wszystko na oczach ich syna Mustafy.

Gdyby nie chodziło o autentyczną tragedię, można by powiedzieć, że historia okrutnej śmierci Marwy spełniła rosnące zapotrzebowanie społeczne. Pojedynczy mord okazał się katalizatorem do otwarcia puszki Pandory z wzajemnymi uprzedzeniami. Wokół hidżabu w ostatnich latach narastają kontrowersje w wielu krajach zachodniej Europy. We Francji zakazano noszenia zasłony w szkołach, w Niemczech w wielu landach zakazano w 2007 r. noszenia go nauczycielkom, a opinia publiczna w kolejnych państwach – skądinąd liberalnych wobec wielu ekstrawagancji swoich obywateli - coraz głośniej domaga się podobnych obostrzeń.

Dla muzułmańskiej opinii publicznej śmierć Marwy stała się kolejnym potwierdzeniem stosowania przez Zachód podwójnych standardów w kwestii tolerancji dla odmiennych przekonań i wynikających z nich zachowań w przestrzeni publicznej. Przez kraje muzułmańskie (zwłaszcza Egipt) przetoczyły się demonstracje, często tych samych ludzi, którzy protestowali przeciwko duńskim karykaturom Mahometa. Niedawno zapewne ci sami manifestanci wyszli na ulice wykrzyczeć swoje oburzenie wynikiem szwajcarskiego referendum w sprawie minaretów. Mimo iż w Niemczech przeprowadzono uczciwy proces, a liczne organizacje i gremia wspierające dialog międzywyznaniowy potępiły czyn Wiensa, „ulica” w świecie islamu utwierdziła się w swoim przekonaniu, że na Zachodzie dał o sobie znać potwór podskórnej islamofobii. Tylko co bardziej krytyczni muzułmanie zwracali uwagę, iż podobnie jak z zamieszkami po meczach piłki nożnej, tak i tu rządy krajów arabskich pozwalają na „bezpieczne” erupcje gniewu ludu, nagromadzonego z całkiem innych, egzystencjalnych powodów.

11 listopada 2009 r. morderca Marwy został uznany za winnego i skazany na dożywocie, najwyższą możliwą wymiar karę.

W twarzy objawia się Bóg

Moi znajomi Alewici współczuli Egipcjance, ale uważali że konserwatywni muzułmanie sami są w pewnej mierze winni takim sytuacjom. Alewici to ugrupowanie religijne, które wg niedokładnych dawnych skupia aż ok. 20 proc. ludności Turcji. Jest mieszanką różnych prądów islamu, z żywymi elementami dawnych wierzeń tureckich – szamanizmu i naleciałościami innych religii, prawdopodobnie nawet chrześcijaństwa. Alewici – w opozycji do dominujących w Turcji i świecie islamskim sunnitów – opowiadają się za laickim państwem (do tego stopnia, że do niedawna stali w wyborach murem za partiami lewicowymi) i noszenie zasłony (zwanej dla odmiany w Turcji tesettür) uważają za uwłaczające kobiecie nie mniej niż zachodnia opinia publiczna.

Alewici, którzy często czują się w Turcji podwójnie marginalizowani (wyznaniowo i ekonomicznie – zaludniają zwykle prowincję środkowej Anatolii i biedne przedmieścia wielkich aglomeracji) chętniej też szukają szczęścia i chleba na obczyźnie. A jak Turek (lub turecki Kurd) emigruje – to najczęściej do Niemiec. Nawet tu obowiązuje pewna regionalizacja i np. emigranci z silnie alewickich rejonów Sivas – Tunceli preferują Mannheim. Uczestniczyłem wielokrotnie w nabożeństwach Alewitów w niemieckim Mannheim, gdzie mieszka ich podobno 30 tys. W dzielnicy Neckarau przed domem kultury, który służy jako dom modlitwy (te nigdy nie mają minaretów) w mnóstwie wysiadających z samochodów gości nie dało się zauważyć kobiety w chustce na głowie. Alewitki zasłaniają włosy tylko na samym nabożeństwie, gdzie w przeciwieństwie do innych muzułmanów siadają w kole, naprzeciw mężczyzn. Śmiało spoglądają na siebie nawzajem. Bo Alewici wierzą w twarzy ludzkiej objawia się sam Bóg.

Przed ceremonią wspólnie oglądamy turecką telewizję na parterze budynku. Gdy na ekranie pokazują się afgańskie kobiety w szczelnie zasłaniających ciało burkach, Alewici się śmieją. „Mądry derwisz nie wyrzeknie się honoru. Nie musi go bronić zasłoną czadoru” - przytacza słowa alewickiego poety Künci’ego krótkowłosa, wygadana i asertywna Edip, która choć przywiązana do rodzimych tradycji nie zamieniłaby niemieckiej opieki socjalnej na turecki, jak to określiła, „dziki kapitalizm”. Wspomina, iż w Stambule, gdzie próbowała jeszcze kilka lat temu znaleźć pracę, jest ściśle podzielony na „sektory” laickie i konserwatywne. Wydaje się, że tych pierwszych jest coraz mniej.

- Nie miałam znajomych, a tam gdzie mogłam się zatrudnić, musiałabym założyć tesettür - mówi Edip. Przez jakiś czas pracowała w hotelu na riwierze, ale to oznaczało oddalenie od męża i rodziny o kilkaset kilometrów, trudne nawet dla tak wyzwolonej dziewczyny. Więc podjęli decyzję o emigracji, tym bardziej że dalsza rodzina już tu była.

W Niemczech Alewitów jest ok. 600 tys. (spośród ok. 2,2 mln tamtejszych Turków). Ich świadomość, do niedawna także w Turcji uśpiona, obudziła się w latach 80. na fali wielkich niepokojów politycznych i przeniosła także do diaspory. W poczuciu stłamszenia przez oficjalny islam sunnicki i laickie, ale źle znoszące mniejszości państwo, Alewici świadomie nie zwracali się często pod czerwony sztandar. - Kiedyś spotykaliśmy się na demonstracjach pierwszomajowych. Dziwiłem się, widząc tam tyle Turczynek bez tesettür. Dopiero, gdy powstało to nasze centrum, okazało się, że jesteśmy Alewitami - opowiadał mi pewien Alewita w Mannheim.

Gdy kilka tygodni potem pojechałem razem z Alewitami z Mannheim na ich festiwal do Kolonii. Cały stadion FC Köln zapełnił się 30-35 tysiącami ludzi z całej Europy Zachodniej. Gdy wiekowy duchowny, dedebaba – przywieziony specjalnie na tę okazję z Turcji – recytował słowa modlitwy, Edip i wiele innych Turczynek i Kurdyjek z odkrytymi głowami, wznosiło ku niemieckiemu niebu lewe zaciśnięte pięści.

Wieś ma swoje prawa

Niedaleko od egipskiej Aleksandrii, gdzie urodziła się Marwa, żyją Beduini Awlad Ali. Sa’ad, który kiedyś spędził w Europie wiele lat, a potem wrócił do kraju i szczyci się jedynym samochodem z napędem na cztery koła we wsi, woli jednak tutejsze obyczaje. Z tęsknotą wspomina podboje miłosne w Europie, ale bardziej szanuje cnotę (haszam) egipskich Beduinek. Gdy mu powiedziałem, że jestem Polakiem, z rozbawieniem opowiadał jak w latach 80. uwodził polskie dziewczyny przynosząc im banany zamiast kwiatów. Brzmiało mi to wiarygodnie.

W przeciwieństwie do z dawna osiadłych społeczeństw arabskich kobiety Awlad Ali w swojej wsi i wśród równych sobie pozycją noszą zasłonę częściej przed żonatymi mężczyznami. Gwałtowanym ruchem zaciągają chustkę na widok cudzoziemca osiadłego Araba lub przedstawiciela obcego plemienia. Nie noszą hidżabu w obecności mężów (którzy dzielą z nimi „wstyd” wspólnego seksu), młodszych braci, kuzynów, ale i innych mężczyzn o niższym statusie społecznym od męża. – Jeżeli mężczyzna wykaże się tchórzostwem (największą hańbą dla Beduina) – kobiety przestają się przed nim zasłaniać wtrącając go w jeszcze większe upokorzenie - wyjaśnia Sa’ad .

Osiadli Arabowie, nawet Egipcjanie – także przecież muzułmanie - są dla Awlad Ali innym gatunkiem ludzi, co znajduje odzwierciedlenie i w kwestii hidżabu. - Moja mama, gdy jest w dużym mieście Aleksandrii zdejmuje zasłonę. Co innego w najmniejszej nawet wsi na terenach plemiennych - mówi Sa’ad.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama