Pieśń zbuntowanych serc

Zakrył twarz dłońmi, jakby nie mógł na mnie patrzeć. Miały taki sam kolor, jak dłonie Govinda. Pomyślałam: czy dłonie Abdula są muzułmańskie? Czy jego paznokcie są muzułmańskie? Jego skóra?

Abdul powiedział mi, żebym poszła w stronę drzewa, które rosło nieopodal rzeki. Dwa duże konary zwisały nad wodą. On usiadł na jednym z nich, a ja na drugim. Dookoła nie było nikogo. Na początku wciąż oglądałam się przez ramię, obawiając się, że ktoś może podejść, ale sposób, w jaki Abdul okazywał mi szacunek, sprawiał, że poczułam się spokojnie. Zadawał mi pytanie za pytaniem: kto mieszka w naszym domu? Co robią Arvind i Govind? Ile lat ma Radha? Co lubię robić dla przyjemności? Potem opowiedział mi o sobie: jak jego ojciec zginął w wypadku ciężarówki, gdy miał pięć lat. Jak nauczył się szyć, żeby wspierać mamę i młodszego brata. Sposób, w jaki o nich mówił, i łagodność, która pojawiała się w jego oczach, podpowiadały mi, że jest człowiekiem o dobrym sercu.

Po kilku minutach uderzył się w czoło i powiedział:

– W całym tym zamieszaniu prawie zapomniałem. – Zeskoczył z konara i wyjął z kieszeni małą tabliczkę czekolady Cadbury. – To dla ciebie. – Uśmiechnął się. – Przepraszam, wszystko się topi. – Wręczył mi ją i usiadł z powrotem na gałęzi.

Znowu się speszyłam, kiedy brałam od niego czekoladę. Pomyślałam, że może powinnam ją wziąć do domu dla mojej Radhy, ale patrzył na mnie z taką nadzieją, chcąc, żebym ją zjadła, że rozwinęłam srebrny papierek.

– Chcesz trochę? – zapytałam.

– Najpierw panie – powiedział. – Wezmę, kiedy ty zjesz swój kawałek.

Żaden mężczyzna w moim życiu nie prosił mnie, żebym jadła pierwsza. Moja matka podawała ojcu jedzenie przed nami wszystkimi. Nasi bracia zawsze jedli przed nami. Może w tych muzułmańskich rodzinach robili wszystko na opak? Wzięłam kęs czekolady.

– Teraz ty – zaproponowałam, a on się uśmiechnął i poprosił, żebym odłamała dla niego mały kawałek.

Byłam wdzięczna za tę grzeczność. Abdul był dobrym człowiekiem, ale nie byłam gotowa ryzykować gniewu Boga, pozwalając muzułmaninowi jeść ten sam kawałek czekolady.

Siedzieliśmy na niskich konarach, huśtając nogami, jakbyśmy znów byli dziećmi. Pomyślałam, że chyba nigdy w życiu nie czułam się tak szczęśliwa. Abdul opowiadał mi o swoim młodszym bracie, gdy nagle go zapytałam:

– Dlaczego poprosiłeś mnie, żebym tu przyszła?

– Chciałem z tobą porozmawiać – wyjaśnił. – Cały dzień w pracy obserwuję cię i widzę, jak przejmujesz obowiązki starszej pani siedzącej obok, gdy nie nadąża z wyrobieniem normy. Widzę, jak dajesz dodatkowe jedzenie swojej siostrze. Znam twoje dobre serce.

Moja twarz płonęła ze wstydu na myśl, że tak uważnie mnie obserwował. Nagle poczułam strach. Muszę natychmiast odejść – pomyślałam. Zanim ktoś przyjdzie i nas przyłapie. Zanim on powie coś niestosownego.

– Meeno – powiedział Abdul – nie mam wobec ciebie złych zamiarów. Proszę, nie zrozum mnie źle.

– Właśnie mnie obraziłeś, mówiąc do mnie tak zuchwale, ale…

– Obraziłem cię? Jeśli kochać cię to zniewaga, to obrażam moją ammi. Wtedy obrażam też mojego Boga.

– Ae Bhagwan1! Cóż to za bluźnierstwo?

– Meeno – zdumiał się – nie rozumiesz? Kocham cię tak samo, jak kocham moją ammi. Tak jak kocham Allaha.

– W takim razie musisz znaleźć kobietę, która, tak jak ty, również oddaje cześć Allahowi.

Patrzył na mnie tak długo i z takim smutkiem, że aż zabolało mnie serce.

– Chciałbym. Chciałbym ją znaleźć. Ale jest za późno. Bo od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem, moje serce było w twoich rękach.

– Jak to możliwe? – Mój głos był słaby i pełen gniewu. – Jak muzułmanin może kochać hinduskę?

Zakrył twarz dłońmi, jakby nie mógł na mnie patrzeć. Miały taki sam kolor, jak dłonie Govinda. Pomyślałam: czy dłonie Abdula są muzułmańskie? Czy jego paznokcie są muzułmańskie? Jego skóra? Co czyni go muzułmaninem, a mnie hinduską? Rodzina, w której się urodziłam?

Chciałam podzielić się tymi myślami z Abdulem, ale nie mogłam znaleźć słów. Przeklinałam swoje braki w wykształceniu. Nie umiałam ułożyć pięknych zdań tak, jak on to potrafił.

Abdul spojrzał w górę i wpatrywał się w rzekę.

– Jestem przede wszystkim mieszkańcem Hindustanu – powiedział cicho. – Najpierw oddaję cześć mojemu desh. Potem oddaję cześć mojej religii. Nie szukam hinduski, muzułmanki ani chrześcijanki. Chcę po prostu towarzyszki, która też jest związana z Hindustanem.

– Nawet mnie nie znasz – bąknęłam. – To tylko krótkie momenty, w których obserwujesz mnie w pracy każdego dnia. I ty uważasz, że mnie rozumiesz? – Znam twoje serce, Meeno. – Jego oczy błyszczały jak wilgotne kamyki w rzece.

– Znam twoje dobre serce. Mam czyste intencje. Chcę poprosić twoich braci o twoją rękę.

W naszej kaście zwyczajem jest, że panna młoda i pan młody spotykają się po raz pierwszy dopiero w dniu ślubu. Matka lub krewny są odpowiedzialni za swatanie. Sporządza się horoskopy. Sprawdza rodzinę. Ustala się wysokość posagu. Najważniejsze jest jednak to, żeby pan młody i panna młoda pochodzili z tej samej kasty. Dopiero wtedy planuje się ślub. Abdul mówił tak, jakby nie znał żadnych z tych odwiecznych tradycji. Może w jego religii zasady były inne?

– Mój starszy brat nigdy nie pozwoli na taki związek – wytłumaczyłam. – Nie dlatego, że nie jesteś z naszej kasty. Jesteś muzułmaninem. Nie znasz Govinda. On poczuje się urażony. Kiedy się złości, zachowuje się jak dziki bawół.

Wtedy Abdul powiedział coś, co pokazało mi, że był albo świętym, albo szaleńcem.

– Co go obchodzi, kogo poślubisz? Ja chcę poślubić ciebie, nie jego. To od ciebie zależy, czy mnie odrzucisz, czy przyjmiesz.

– Jesteś pagal! – krzyknęłam, zeskakując z konaru drzewa. – To niemożliwe. Jestem dziewczyną z przyzwoitej rodziny. Mój brat jest dla mnie jak ojciec. Jak mogłabym wyjść za mąż bez jego zgody?

Abdul spojrzał na mnie swoimi smutnymi, zranionymi oczami. Jego żal dotknął mnie tak głęboko, że chciałam odpłacić mu tym samym.

– Wszyscy wiedzą, że wy, muzułmanie, nie jesteście dziećmi Boga. Ale moja religia uczy mnie szacunku do starszych – rzuciłam, odchodząc.

Zsunął się z konaru i zaczął mnie gonić, więc krzyknęłam:

– Nie podchodź! Rozumiesz, co ci się stanie, jeśli powiem, jak mnie obraziłeś?

Zatrzymał się.

– Nie chciałem cię skrzywdzić. Proszę, posłuchaj mnie.

Ale nie słuchałam. Ruszyłam do głównej drogi. Biegłam prawie cały czas, aż dotarłam do naszego domu.

Dopiero gdy położyłam się spać, myślami wróciłam do dłoni Abdula. I znów rozmyślałam o tym, co czyni go muzułmaninem. Wyobrażałam sobie, że dotykam wielu dłoni. Skąd miałabym wiedzieć, które są muzułmańskie?

A nawet gdybym wiedziała, czy wybrałabym te hinduskie?

1 Ae Bhagwan! – o Boże!; wykrzyknik używany do wyrażenia zdziwienia, przerażenia, rozczarowania lub frustracji

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Pieśń zbuntowanych serc". Autorka: Thrity Umrigar. Wydawnictwo ZNAK

Pieśń zbuntowanych serc

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg