Islam pro life?

Jacek Dziedzina

GN 24/2012 |

publikacja 14.06.2012 00:15

Premier Turcji nazwał aborcję morderstwem i spiskiem wymierzonym w naród. Czy największy kraj muzułmański wyznaczy nowy trend w ochronie życia dla całego świata islamu?

Islam pro life? PAP/EPA/TOLGA BOZOGLU Demonstracja poparcia dla premiera Erdogana. Szef tureckiego rządu chce ograniczyć liczbę aborcji.

Tak stanowczego głosu w sprawie aborcji w tej części świata dawno już nie było słychać. Szef tureckiego rządu, Re­cep Tay­y­ip Er­do­gan, zapowiedział radykalne zmiany w prawodawstwie dotyczącym warunków przerywania ciąży. A że nie jest to tylko „przejęzyczenie”, świadczy fakt, że wspomniał o tym dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia, wcześniej też podobne deklaracje padały ze strony innych członków rządu, m.in. ministra zdrowia. Rządząca w Turcji Islamska Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) chce dokonać w ten sposób kolejnej społecznej rewolucji. Po zerwaniu z ideą świeckiego państwa, która przez dziesięciolecia blokowała sojusz konstytucji z Koranem, przyszedł czas na kolejny odważny, jak na tureckie przyzwyczajenia, krok. Erdogan nie ukrywa, że walka z aborcją ma być częścią tureckiej polityki demograficznej i wyrazem aspiracji Turcji do tego, by znaleźć się wśród 10 największych potęg gospodarczych świata.

Demografia, głupcze

Od blisko 30 lat w Turcji obowiązuje prawo zezwalające na aborcję do 10. tygodnia ciąży. Jest to możliwe także w późniejszych fazach rozwoju dziecka, ale tylko w sytuacji, gdy zagrożone jest życie matki. W praktyce znalezienie ogłoszeń klinik przeprowadzających „zabiegi” nie jest niczym trudnym. Jednocześnie, mimo tak liberalnego prawa, Turcja wcale nie znajduje się w czołówce pod względem liczby dokonywanych aborcji. Zabija się tam prawie o połowę mniej dzieci nienarodzonych niż w Europie (14,8 aborcji na 1000 dzieci, podczas gdy średnia europejska wynosi prawie 27 na 1000, a na całym świecie 28 na 1000).

Premier Erdogan nie zaproponował jednak całkowitego zakazu przerywania ciąży, tylko obniżenie wieku dziecka „nadającego się” do usunięcia z 10. do 4. tygodnia życia. A minister zdrowia Recep Akgad powiedział nawet podczas jednej z konferencji, że jeśli będzie to konieczne, rząd weźmie pod ochronę również dzieci poczęte w wyniku gwałtu. Później jednak, skrytykowany mocno w mediach, sprostował, że nie wykluczył zupełnie możliwości dokonania aborcji przez ofiary gwałtu. Sam premier Erdogan zaczął używać bardzo jednoznacznych słów na określenie aborcji: to morderstwo i spisek wymierzony w siłę ekonomiczną kraju. Bo w gruncie rzeczy walka Erdogana z aborcją jest podyktowana głównie czynnikami demograficznymi.

Priorytetem jego rządu jest nakłanianie rodzin do posiadania przynajmniej trójki dzieci. Dlatego też częścią nowej polityki demograficznej, równolegle do planowanego zaostrzenia prawa aborcyjnego, jest walka z coraz powszechniejszym porodem przez cesarskie cięcie. Obecnie ok. 40 proc. porodów odbywa się właśnie w ten sposób. Rząd przekonuje, że kobietom po „cesarce” jest trudniej urodzić więcej niż dwójkę dzieci. Dlatego też w planach jest wprowadzenie takich przepisów, które zmuszą lekarzy do rezygnacji z cesarskiego cięcia, jeśli nie będzie ważnych przesłanek medycznych. A szpitale, które wykonują więcej, niż potrzeba, takich zabiegów, będą obłożone karami finansowymi.

120 dni bez duszy?

Trudno powiedzieć jednoznacznie, czy tak stanowczy głos tureckiego premiera w sprawie aborcji jest podyktowany tylko polityką demograficzną, czy również wpływem islamu. Choć oczywiście przekonania religijne i racjonalna ocena konsekwencji demograficznych liberalnego prawa aborcyjnego wcale nie muszą się wykluczać. Trudność jednak polega na tym, że stanowisko islamu nie jest do końca jednoznaczne w ocenie moralnej przerywania ciąży. Z jednej strony duża rodzina jest ideałem, a prokreacja świętym obowiązkiem. Koran mówi też wyraźnie: „I nie zabijajcie waszych dzieci z obawy przed niedostatkiem. My im damy zaopatrzenie, podobnie jak wam. Zaiste, zabijanie ich jest wielkim grzechem!”. Na forum ONZ-owskiej konferencji w Kairze muzułmanie i katolicy wspólnie sprzeciwili się deklaracji wzywającej do większego dostępu do aborcji.

Z drugiej jednak strony w praktyce różne szkoły koraniczne inaczej podchodzą do tego, która faza rozwoju człowieka w łonie matki podlega ochronie, a która jeszcze nie. Teologowie muzułmańscy spierają się o to, w którym momencie zarodek otrzymuje duszę. I ponieważ w islamie przeważa pogląd, że duszę człowiek otrzymuje dopiero w 120. dniu od poczęcia, większość muzułmańskich teologów dopuszcza aborcję aż do tego momentu, ale mimo wszystko dopuszcza ją jako wyjątek. Dlatego też propozycja premiera Turcji z jednej strony mieści się w głównym nurcie islamskim, a jednocześnie idzie trochę pod prąd praktyce. Nawet jeśli najbardziej ostrożne szkoły koraniczne podają, że moment połączenia duszy z ciałem następuje o wiele wcześniej, bo już w 60. dniu życia płodu, to i tak propozycja Erdogana, by zakazać aborcji po 4. tygodniu ciąży (28 dni), jest bardzo radykalna jak na przyzwyczajenia muzułmanów.

Antykoncepcja w islamie

Niejednoznaczność w kwestii oceny i dopuszczalności aborcji w islamie wiąże się również z muzułmańskim stosunkiem do antykoncepcji. Poza sterylizacją wszelkie inne metody są w większości przypadków dopuszczalne. A najbardziej „zalecanym” środkiem jest tzw. stosunek przerywany, który „uświęcił” sam Mahomet. Oczywiście teologowie muzułmańscy w większości dopuszczają tę metodę po warunkiem zgody obojga małżonków. Nie jest jednak tak, że na łonie islamu nie było sporu na ten temat. W XII wieku jeden z teologów uznał zapobieganie ciąży za tożsame z przerywaniem już poczętego życia. Dziś muftowie w wielu krajach muzułmańskich wydają fatwy zezwalające pod pewnymi warunkami na stosowanie antykoncepcji. Świat islamu nie jest jednak monolitem, także pod tym względem. I mimo dostępności środków antykoncepcji w wielu krajach muzułmańskich coraz mocniej słychać głosy potępiające ją jako wymierzoną w islamską rodzinę. Projekt tureckiego premiera z pewnością wpisuje się w ten nurt.