publikacja 31.10.2012 00:15
Muzułmanie dążą do utworzenia na wyspie Mindanao państwa, w którym obowiązywałoby prawo szariatu. Z tego powodu zginęło 150 tys. ludzi. Ponad 2 mln musiało opuścić domy. Rebelianci podpisali właśnie z rządem porozumienie. Co to oznacza dla mieszkających tam chrześcijan?
beata zajączkowska
Jeden z licznych meczetów
na półwyspie Zamboanga nad zatoką Moro
Mindanao, o powierz chni jednej trzeciej Polski, jest drugą co do wielkości wyspą Filipin i jedną z najbogatszych w surowce w archipelagu. Schodzące do morza zalesione góry stwarzają niesamowity klimat. Spoglądam na rybaków zarzucających sieci z prymitywnych łódek. To ich główne źródło dochodu. Ciągnące się wzdłuż brzegu drewniane chaty świadczą o tym, że mieszkańcom się nie przelewa. Skrajna bieda i ogromne bogactwo stykają się tu na każdym kroku, tak samo jak chrześcijanie i muzułmanie. Dialog życia nie zawsze jest łatwy. Jedziemy na półwysep Zamboanga, leżący nad zatoką Moro, co w lokalnym języku oznacza muzułmanów. Z każdym kilometrem krajobraz się zmienia. Krzyże na kościelnych wieżach ustępują miejsca półksiężycowi wzbijającemu się w niebo z minaretów. Widać coraz więcej kobiet ubranych w czarne suknie, niektóre mają zasłonięte twarze. Właśnie na południu wyspy znajduje się największe skupisko wyznawców islamu. Tu „biali” raczej się nie zapuszczają, ponieważ grozi im porwanie dla okupu i wiele innych niebezpieczeństw. Doskonale wiedzą o tym dwaj polscy misjonarze, których przełożeni wycofali z parafii, gdy nadeszły ostrzeżenia, że planowane jest ich porwanie. Trzeci zagrożony to Brazylijczyk, mistrz nowicjatu księży sercanów w Pagadian. Właśnie to miejsce jest naszym celem.
Pracuje na Filipinach od 40 lat, działa w Międzyreligijnym Ruchu na rzecz Pokoju na Zamboanga. MILF nie jest jedynym separatystycznym ugrupowaniem islamskim. Niektóre już zapowiedziały, że będą kontynuować walkę. Kolejnym zagrożeniem są wpływowe klany, które kontrolują pewne obszary na południu i mogą się obawiać utraty wpływów. – Proces przekuwania mieczy na lemiesze może trwać bardzo długo, nawet przez kilka pokoleń, ponieważ nie wszyscy są do niego przekonani – mówi ks. Franciszek Pupkowski, pracujący ćwierć wieku na Mindanao. Już po ogłoszeniu porozumienia na wyspie znów zaczęły wybuchać bomby.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł