Proroctwo Houellebecqa

Joanna Bątkiewicz-Brożek

GN 05/2015 |

dodane 29.01.2015 00:15

Mohammed Ben Abbes zdobywa fotel prezydenta Francji. Bractwo Muzułmańskie wygrywa wybory w Europie. Jest rok 2022. Czy autor takiego scenariusza jest prorokiem? Michel Houellebecq w „Uległości” na pewno zadaje cios ateizmowi i laïcité.

W ciągu trzech dni we Francji sprzedano ponad 200 tys. egzemplarzy najnowszej powieści Houellebecqa, zatytułowanej „Soumission”. DOMINIQUE FAGET /AFP PHOTO/east news W ciągu trzech dni we Francji sprzedano ponad 200 tys. egzemplarzy najnowszej powieści Houellebecqa, zatytułowanej „Soumission”.

Dawno żadna książka nie wywołała tylu kontrowersji i nie rozeszła się w takim tempie (ponad 200 tys. egzemplarzy w ciągu trzech dni!). Okrzyknięta islamofobicznym paszkwilem na Francję „Uległość” ukazała się w przeddzień zamachu na redakcję „Charlie Hebdo” w Paryżu. 7 stycznia na okładce tygodnika widniała karykatura pisarza. Szpetny jak zawsze, naćpany, z czapką maga na głowie. Tytuł: „Proroctwo maga Houellebecqa”, a w dymku: „W 2015 wypadną mi zęby, w 2022 obchodzę Ramadan”. W numerze zamieszczono gloryfikującą książkę recenzję autorstwa Bernarda Marrisa, przyjaciela Houellebecqa.

Rankiem, w dniu zamachu, Houellebecq mówił o książce w telewizji i w radiu France Inter. Dwie godziny później w Paryżu padły strzały. Marris zginął na miejscu. Houellebecq na wieść o śmierci przyjaciela natychmiast zatelefonował do wydawnictwa Flammarion i wycofał się z promocji książki. Budynek wydawnictwa ewakuowano. Dziennik „Le Monde” napisał: „Fikcja Houellebecqa stała się faktem”.
 

Uległość

„Michel Houellebecq prowokuje Francję” – napisał brytyjski „The Guardian”. Zdaniem dziennika pisarz robi to już samym tytułem. „Soumission” po francusku znaczy uległość. A samo słowo „islam” oznacza w języku arabskim uległość wobec Allaha. Dzięki językowemu majstersztykowi Huelle- becq rozprawia się zarazem z francuską uległością wobec przybyszów z krajów arabskich oraz z uległością wyznawców Allaha. W moim odczuciu rozprawia się też z religijną pustką dzisiejszej Europy, która okazuje się łatwym łupem dla islamu.

„Uległość” otwiera cytat z Jorisa-Karla Huysmansa. To ważny szczegół. Pisarz ten jest ikoną francuskiej literatury przełomu XIX i XX wieku, jego dekadenckie powieści szokowały, opisując panoszący się we Francji satanizm. Potem Huysmans się nawrócił i inspirował się w twórczości katolicyzmem. Autor ten pojawia się niemal bez przerwy na 300 stronicach „Uległości”. To bożyszcze głównego bohatera powieści.

François, ateista, jest zgorzkniałym samotnym paryżaninem. Po obronie pracy magisterskiej, z dzieł Huysmansa właśnie, dostaje posadę na Sorbonie. Wykłada literaturę. Wśród jego studentek są pochodzące z krajów Maghrebu Arabki, wyznawczynie skrajnego odłamu salafitów, od stóp do głów przykryte nikabami. W świetle istniejącego prawa we Francji dziś rzecz niedopuszczalna. Ale u Houelle- becqa jest rok 2022. Oznacza to, że sporo się zmieniło. Niebawem nad Sekwaną mają się odbyć wybory prezydenckie. Główny bohater namiętnie ogląda debaty polityczne. To jego oczami śledzimy zmiany i reakcje społeczne. W powieści występują nazwiska znanych dziennikarzy, głównych postaci sceny politycznej Francji, jak obecny premier Manuel Valls, Alain Juppé, François Bayrou, François Hollande. Autor oskarża ich o celowe pchanie kraju w ręce muzułmanów.

W „Uległości” Paryż jest nękany zamieszkami wywołanymi przez dżihadystów. Wieści o tym przysparzają popularności Frontowi Narodowemu. 15 maja (wybór miesiąca też ma znaczenie – to nawiązanie do maja ‘68 r.) w głównym wydaniu dziennika David Pujadas ogłasza, że tuż za FN plasuje się Bractwo Muzułmańskie (na scenie politycznej od 5 lat), wyprzedzając socjalistów i prawicową UMP. „To wstrząs dla Francji” – mówi spiker. Od tej chwili w kraju zapada cisza. Jedno z kluczowych, w moim przekonaniu, zdań pada właśnie tu. Na pytanie François: „Czemu wszyscy milczą?” koleżanka, profesor Sorbony, odpowiada: „Zastanawiam się, czy ktokolwiek obudzi się w tym kraju wreszcie”.

Tymczasem po ogłoszeniu wyników wyborów Żydzi pospiesznie wracają do Izraela, reszta Francuzów kryje się w domach. Zawieszone są zajęcia na Sorbonie. Strach przed utratą pracy paraliżuje kobiety – stracą stanowiska po objęciu władzy przez muzułmanów. François pakuje się i opuszcza stolicę. W wielu miejscach kraju szaleją dżihadyści. François zatrzymuje się w hotelu w Martel. Nazwa miasta pochodzi od nazwiska władcy państwa Franków Karola Młota, (fr. Charles Martel), który w 732 r. zatrzymał tam ekspansję muzułmanów na Północ Francji, po czym wzniósł tu kościół katolicki. „Wokół niego rosło miasto i rozwijało się tutejsze życie. Teraz, po wiekach, chyba nadszedł czas pojednania, zawarcia z nimi przymusowego sojuszu” – mówi jeden z rozmówców Françoisa.

W swojej książce Houelle- becq, posługując się literaturą, dowodzi, że „ateistyczny humanizm, na którym opiera się życie w państwie laickim, jest skazany na rychły upadek”. Cios zada mu islam. Ale między nim a resztą Europy wybuchnie wielki cywilizacyjny konflikt. Stanie się to przed 2050 r. Już w latach 70. podobnie pisała na łamach „Le Figaro” czołówka ówczesnych pisarzy. Tę tezę powtarzała z uporem Oriana Fallaci. Wydaje się, że Houellebecq z sukcesem ją powiela. Pokazuje też, jakie będą konsekwencje długoletniej polityki uległości Francji wobec muzułmańskich imigrantów. Sugeruje – on, ateista – że dopiero islam pokona laïcité i ateizm. Jak? W prosty sposób. Kandydat Bractwa Mohammed Ben Abbes stawia bowiem na formację duchową. Partia muzułmańska zabiera tekę ministra edukacji. Koran jest w szkołach lekturą obowiązkową. Bo „kto kontroluje dzieci, ten kontroluje cały kraj”. Przy czym Ben Abbes jest politykiem dialogu, „najsprawniejszym od czasów Mitteranda”.

Odwiedza Watykan, utrzymuje przyjaźń z Wielkim Rabinem Francji. „Buduje koalicję z państwami Maghrebu, Egiptem, Marokiem i Turcją oraz Algierią, które poszerzają Unię Europejską i pomogą mu odbudować Europę wartości”.
 

Porzucony

Nagrodzony prestiżowym wyróżnieniem Akademii Goncourtów Houellebecq jest autorem rozpoznawanym w świecie. Powieściopisarz, eseista, poeta. Namiętnie zaczytują się w nim Amerykanie, Brytyjczycy. Niemcy zekranizowali m.in. jego „Cząstki elementarne”, najbardziej znaną powieść Francuza nad Wisłą. Houellbecqa czyta się znakomicie, choć momentami z obrzydzeniem. Jest wulgarny, miejscami trąci pornografią, brutalnie rozprawia się z rzeczywistością. Szczególnie z islamem. Houelle- becq jest człowiekiem niezbyt urodziwym i głęboko nieszczęśliwym. Chudy, blady z „podziobaną twarzą ptaka”, zakompleksiony. „Nie mam żadnych poglądów” – deklaruje w odpowiedzi na pytanie o obecną sytuację polityczną, muzułmanów czy nawet o swoją książkę.

„Urodziłem się w 1956 r. albo w 58, nie wiem. Bardziej w 1958, 20 sierpnia o trzeciej nad ranem” – pisze Houellebecq. „Mój syn urodził się 26 lutego 1956 r. na wyspie Reunion, o szóstej rano” – twierdzi Lucie Ceccaldi, jego matka. Która z wersji jest prawdziwa? Pisarz wyjaśnia: – Matka zawsze mi powtarzała, że sfałszowała mój akt urodzenia, po to żeby mnie wypchnąć do szkoły wcześniej. Nie było wtedy przedszkoli. Chciała się mnie pozbyć”. Pisarz nienawidzi matki. W jednej z książek pisze o „głębokiej rysie psychicznej”, jaką mu zadała. „Poszatkowała moje życie i relacje z innymi”.

Lucie Ceccaldi przed wielu laty przeszła na islam. Dziś ma ponad 80 lat i mieszka na wyspie Reunion. Tam napisała książkę pt „Niewinna”, w której z kolei rozprawia się z „nieczułym synem, który nie potrafi kochać nawet psa”. Michel w swoich powieściach skarży się na brak czułości matki, jej stałą nieobecność. „Nikt mnie nie przytulał, nie głaskał. Matka żyła tak, jakbym nie istniał. Podrzuciła mnie babce na wychowanie, sama zdobywała Kilimandżaro” – pisze.
 

Francja ma twarz islamską

Po zamachu na „Charlie Hebdo” Houellebecq oświadczył, że „Francja nigdy już nie będzie taka jak przedtem” oraz że teraz i on obawia się o własne życie. Na 300 stronach jego najnowszej powieści nie znalazłam ani jednego obraźliwego określenia pod adresem islamu. Jest tu kilka dających do myślenia scen. Jak ta, kiedy główny bohater wraca z przymusowej tułaczki po kraju do Paryża. W skrzynce na listy czeka na niego zwolnienie z uczelni. I propozycja 3,5 tys. euro emerytury. Sorbona jest już islamska. Symbol humanizmu w Europie łatwo przechodzi w ręce muzułmanów. Kupuje wykładowców. „Jeśli przekonasz studentów, że Rimbaud nawrócił się na islam, będą ci płacić 10 tys. euro wynagrodzenia” – mówi jeden z kolegów Françoisa. „A co na to studenci?” – pyta główny bohater. „Ze studentkami się żenię. Jedna jest już moją żoną. Druga zostanie za miesiąc” – odpowiada kolega.

Kolejny ciekawy wątek. Bohater spędza kilka tygodni w Rocamadour, gdzie francuski poeta Peguy modlił się przed Czarną Madonną. François kontempluje wizje ponownego przyjścia na świat Chrystusa. A pod koniec książki François tęskniący za miłością, jak Houellebecq, po wielu erotycznych przygodach wpada w depresję. Ucieka więc do klasztoru w Ligugé, miejsca, gdzie ostatnie lata spędził Huysmans. Tam dostaje Biblię. Uczestniczy w modlitwach. Szuka miłości. Ale ostatecznie wybiera islam. To warunek powrotu na Sorbonę. Bo uczelnia nie chce miałkich, niewierzących w nic pracowników…

Z dojściem do władzy muzułmanów zmienia się nie tyko krajobraz paryskich ulic, ubiory, zwyczaje żywieniowe, panuje prawo szariatu. Francja po prostu ulega, zmienia twarz. Bardzo łatwo jej to przychodzi. Swoją książką Houllebecq obnażył bolesną dla potomków Napoleona prawdę: od dekad pracują nad tym, by władzę przekazać wyznawcom islamu i zdradzają chrześcijaństwo.

Tagi: