Światła rozumu i wiary

Jędrzej Rams

dodane 10.10.2017 11:10

- Fanatyzmem religijnym karmi się przecież terroryzm, dlatego wiarę należy poddać kurateli światła rozumu - mówił abp Józef Kupny podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższym Seminarium Duchownym w Legnicy.

Światła rozumu i wiary

Metropolita wrocławski abp Józef Kupny podczas inauguracji roku akademickiego wygłosił prelekcję „Od antropologii do teorii państwa - próba zrozumienia myśli społecznej Benedykta XVI”:

- Temat mojego wystąpienia sugeruje istnienie związku między wizją człowieka a koncepcją państwa. Rodzi się pytanie, czy ten związek na pewno istnieje. Czy nie jest to związek pozorny? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by przeanalizować myśl filozoficzno-społeczną przynajmniej kilku myślicieli, których poglądy znacząco zaważyły na ukształtowaniu typu i formy współczesnego państwa. Ponieważ nie jest to teraz możliwe, dlatego odwołam się do jednego autora zaangażowanego w działalność publiczną i dyplomatyczną, którego dwa największe znane dzieła - „Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Tytusa Liwiusza” oraz „Książę” - zapewniły nieśmiertelność jego imieniu. Mam na myśli żyjącego na przełomie XV i XVI wieku Machiavellego. Współcześni sądzili o nim, że otworzył szkołę dla tyranów ówcześnie żyjących, jak i tych żyjących w przyszłości. Według niego, o ludziach można powiedzieć, że są niewdzięczni, zmienni, kłamliwi, unikający niebezpieczeństw, chciwi, uparci. „Gdy im czynisz dobrze, są ci oddani. Ofiarowują ci swoją krew i mienie, życie i dzieci. Lecz odwracają się, gdy się w potrzebie znajdziesz”. W przekonaniu Machiavellego, istotą człowieka jest zło: „założyciele i prawodawcy państw winni zawsze zakładać z góry, że wszyscy są źli i że niechybnie takimi się okażą, ilekroć będą ku temu mieli sposobność”. Jeżeli są dobrzy, należy przypisać jakiejś ukrytej przyczynie, której z braku doświadczenia nie udało się wykryć. Z pewnością odkryje to jednak czas, który zwany jest ojcem wszelkich prawd. Po czasie się okaże, kto kim jest. Nasuwa się pytanie, jak człowieka złego z natury poskromić i zmusić do posłuszeństwa władzy? Albo przez twarde rządy książęce bądź rządy republikańskie. Ta prosta odpowiedź prowadziła do wniosku, że najskuteczniejszy sposób sprawowania władzy to twarde rządy - mówił arcybiskup.

- 500 lat później Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus napisał, że podstawowy błąd socjalizmu ma charakter antropologiczny: „Rozpatruje on bowiem pojedynczego człowieka jako zwykły element i cząstkę organizmu społecznego, tak że dobro jednostki zostaje całkowicie podporządkowane działaniu mechanizmu ekonomiczno-społecznego; z drugiej strony utrzymuje on, że dobro jednostki można urzeczywistnić, nie uwzględniając jej samodzielnego wyboru. (...) Człowiek zostaje w ten sposób utożsamiony z pewnym zespołem relacji społecznych, a jednocześnie zanika pojęcie osoby jako samodzielnego podmiotu decyzji moralnych, który podejmując je, tworzy porządek społeczny. Skutkiem tej błędnej koncepcji osoby jest deformacja prawa, które określa zakres wolności człowieka, a także sprzeciw wobec własności prywatnej” - cytował metropolita. - Według Jana Pawła II, źródłem błędnej koncepcji natury osoby i podmiotowości społeczeństwa jest ateizm. Pisze tak: „Negacja Boga pozbawia osobę jej fundamentu, a w konsekwencji prowadzi do takiego ukształtowania porządku społecznego, w którym ignorowana jest godność i odpowiedzialność osoby”. Charakterystyczne dla teologii antropologicznej jest poszukiwanie odpowiedzi, kim jest człowiek przed Bogiem. Pytając tylko kim jest człowiek, teologia antropologiczna nie dotarłaby do właściwego sobie tematu. W teologii liczy się tylko człowiek przed Bogiem, a odpowiedzi szuka się w Bożym objawieniu. Z niego wyłania się prawda o miejscu człowieka w stworzeniu, jego upadku i jego związku z Chrystusem. Idąc za nauczaniem II Soboru Watykańskiego, Benedykt XVI przypomina, że „w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”. Papież pisze tak: „Kościół, pouczany przez swego Pana, bada znaki czasu, interpretuje je i ofiaruje światu »to, co jemu jednemu jest właściwe, a mianowicie: uniwersalne spojrzenie na człowieka i na całą ludzkość«”.

- Benedykt XVI, charakteryzując byt ludzki, używa określeń: godność osoby, wielkość człowieka, metafizyczna wielość, nieskończona wartość. Wyrażenia te można uznać za synonimy słowa godność. Jaka jest podstawa twierdzenia, że człowiek ma przymiotnik nieodwracalnej godności? Są dwie racje: pierwszą jest sama konstytucja ludzkiego bytu. O ile Jan Paweł II mocno akcentuje w Fides et Ratio, że natura duchowa stanowi o jego wyjątkowej pozycji w świecie, o tyle Benedykt w Deus Caritas est kładzie nacisk na jedność duszy i ciała w ludzkim życiu. O godności stanowi więc jego konstytucja cielesno-duchowa. Istnieją pokusy akcentowania albo ducha, albo ciała. Jednak akcentując tylko jedną strefę, człowiek traci swoją wielkość - zaznaczał abp Kupny.

- Racją drugą, fundamentalną, najczęściej przytaczaną w chrześcijańskiej antropologii, jest fakt stworzenia człowieka przez Boga na Jego obraz i podobieństwo. Benedykt XVI akcentuje jednak też fakt, że człowiek jest nieskończenie umiłowany przez Boga. W encyklice Deus Caritas est pisze: „Miłość Boga wobec nas jest sprawą zasadniczą dla życia i niesie ze sobą decydujące pytania o to, kim jest Bóg i kim my jesteśmy”. Ta prawda ma praktyczne konsekwencje. Otóż osoba godności powinna być celem działań ze strony innych ludzi. Nigdy zaś nie może być traktowana jako środek. Ratzinger pisze: „Człowiek nigdy nie jest tylko materiałem, z którego buduje się przyszłość. On sam jest celem. Nigdy nie traci swojej indywidualności” - mówił.

- Angażowanie się na rzecz sprawiedliwości i miłości społecznej Kościoła spotyka się z działalnością państwa - kontynuował. - Tłumacząc istotę caritas, dzieła miłości dokonywanego przez Kościół we wspólnocie Kościoła i po za nią, Benedykt XVI w nowy sposób naświetla istotną relację miłości do sprawiedliwości. Na początki XIX w. pojawiły się krytyczne głosy odnośnie działalności charytatywnej Kościoła. Prym wiodła tutaj myśl marksistowska. Jej przedstawiciele uważali, że ubodzy nie potrzebują pomocy charytatywnej, ale sprawiedliwości społecznej. Według nich, prawdziwym rozwiązaniem jest stworzeniem porządku prawnego, w którym wszyscy otrzymaliby część światowych dóbr. Miałoby się to dokonać przez rewolucję, a następnie kolektywizację środków produkcji. Papież uznaje to za początek kształtowania sprawiedliwego porządku prawnego. Jednak równocześnie nie wyklucza to działalności charytatywnej Kościoła. Owszem, centralnym zadaniem polityki jest budowanie sprawiedliwego porządku w społeczeństwie i państwie. To działanie jednak zakłada istnienie wolności i pokoju pomiędzy wyznawcami różnych religii. Kościół jako społeczny wyraz wiary chrześcijańskiej żyje w formie wspólnotowej, którą państwo winno respektować. Mimo że Kościół i państwo są rozdzielone, nadal żyją we wzajemnej relacji.

- Państwo, chcąc realizować sprawiedliwy porządek, staje przed pytaniem, jak realizować sprawiedliwość tu i teraz? To pytanie zakłada inne pytanie: co to jest sprawiedliwość? Benedykt XVI zauważa, że to pytania dotyczy rozumu praktycznego. Aby rozum mógł funkcjonować uczciwie, musi być oczyszczany, gdyż jego zaślepienie etyczne, wynikające z przewagi interesu władzy, która go zaślepia, jest zagrożeniem, którego nie można wyeliminować. To jest bardzo ważne. Z pomocą oczyszczania rozumu przychodzi wiara. Ona ze swoim światłem uwalnia od jego zaślepienia. Pomaga spełniać jego zadania i widzieć rzeczy takie, jakie są w Bożej perspektywie. Rola Kościoła nie polega więc na politycznym zaangażowaniu w kreowanie sprawiedliwych struktur społecznych. Benedykt XVI pisze, że Kościół nie powinien stawiać się na miejscu państwa. Nie powinien jednak zostawać na marginesie walki o sprawiedliwość, ale włączyć się w argumentację rozumową i obudzić siły duchowe, bez których sprawiedliwość domagająca się zawsze wyrzeczeń nie może utrwalić się i rozwijać - dodał metropolita.

- Kościół jest głęboko zainteresowany budowaniem sprawiedliwości. Może się wydawać, że działania polityczne na rzecz sprawiedliwości eliminują potrzebę dzieł miłości. Tak jednak nie jest. To bowiem nie wyklucza działań Kościoła zwanych caritas. Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. Zawsze będzie cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i pomocy. Zawsze będą: samotność, sytuacje, w których będzie potrzebna pomoc materialna. Na obecnym etapie rozwoju społecznego ustrój demokratyczny najpełniej zaspokaja potrzeby i prawa człowieka. Kościół docenia zalety tego sytemu, ale zwraca uwagę na niebezpieczeństwa. Rodzą się one, gdy kwestionowany jest zobowiązujący charakter prawa moralnego. Autentyczna demokracja jest możliwa tylko w państwie praworządnym. Prawo nie może lekceważyć bądź stać w sprzeczności z prawem moralnym. Prawem nie mogą zajmować się tylko prawnicy. Także etycy. Doświadczenie uczy, że samo prawne zagwarantowanie wolności nie zapewnia jeszcze właściwego porządku społeczno-politycznego. Wolność może przerodzić się w swawolę i stać się zaczynem różnorodnych niewoli poszczególnych ludzi, a nawet całych społeczeństw. Prawdziwa wolność zakłada poszukiwanie prawdy. Znajduje spełnienie w poznaniu tego, co jest słuszne i sprawiedliwe. Benedykt XVI pisze: „Prawda zachowuje i wyraża wyzwalającą moc miłości w coraz to nowych wydarzeniach historii. Jest równocześnie prawdą wiary i rozumu, w rozróżnieniu i zarazem zespoleniu dwóch sfer poznania. Prawdy tej potrzebują: rozwój, dobrobyt społeczny i właściwe rozwiązywanie poważnych problemów społeczno-ekonomicznych, trapiących ludzkość. Jeszcze bardziej potrzebują tego, aby prawda ta była miłowana i by o niej świadczono. Bez prawdy, bez zaufania i miłości do prawdy, nie ma świadomości i odpowiedzialności społecznej, a działalność społeczna zostaje uzależniona od prywatnych interesów i logiki władzy, prowadząc do dzielenia społeczeństwa, a tym bardziej społeczeństwa zmierzającego do globalizacji, w trudnych momentach jak obecnie” - cytował abp Kupny.

- Z integralnej wizji człowieka wynikają konsekwencje dla tworzenia porządku społecznego i międzynarodowego. To prowokuje do stawiania pytania o wspólne fundamenty etyczne, które by ukierunkowały wzajemne relacje i byłyby w stanie zbudować funkcjonalnie prawny kształt ujarzmienia ludzkiej władzy. Papież dochodzi do wniosku, że religia może skłaniać do nietolerancji i przemocy. Fanatyzmem religijnym karmi się przecież terroryzm, dlatego wiarę należy poddać kurateli światła rozumu. Wracamy więc do relacji wiary i rozumu. Wiara i rozum mają za zadanie wzajemnie się oczyszczać i uzdrawiać. Potrzebują siebie. Winny to wzajemnie akceptować. Etyka chrześcijańska i zachodnia racjonalność świecka decydują o ogólnej sytuacji w świecie w nieporównywalnie większej mierze niż jakikolwiek inne siły kulturowe. Jednak tak, jak w przypowieści najemnicy przepędzili z winnicy syna gospodarza, tak dzisiaj zachodnia Europa wyrzuca od siebie Jezusa. Wszystkich razi mówienie o dziedzictwie chrześcijańskim. Brak tolerancji dla poglądów chrześcijańskich. Gospodarz jest wyrzucany ze swojej winnicy - zaznaczył.

- Benedykt XVI uważa, że dla wielkich komponentów kultury zachodniej, czyli wiary i rozumu, nader ważne jest wejście w relację autentycznego skorelowania z innymi kulturami. Dzięki temu one same otworzą się na zasadniczą komplementarność jedności rozumu i wiary, przyczyniając się do postępu uniwersalnego procesu oczyszczenia, w którym podstawowe normy rozbłysną pełnym blaskiem - zakończył.