Podatek od muzułmanów?

Andrzej Grajewski

GN 2/2019 |

dodane 10.01.2019 00:00

W Niemczech trwa dyskusja, czy muzułmanie mają płacić podatek na cele religijne, podobnie jak chrześcijanie czy żydzi. Chodzi o odcięcie finansowania meczetów przez ośrodki z Turcji i krajów arabskich.

Podatek od muzułmanów? Caroline Seidel /dpa/pap

Podatek kościelny (Kirchen­steuer) jest w Niemczech ważnym instrumentem finansowania Kościołów oraz gmin żydowskich. W poszczególnych krajach związkowych obowiązuje różna jego wysokość, zazwyczaj jest to ok. 9 proc. wartości podatku dochodowego. Ten model działa jednak wyłącznie w stosunku do wspólnot posiadających osobowość prawną, nie dotyczy więc muzułmanów. Obecna dyskusja nie koncentruje się jednak tylko na aspekcie finansowym, lecz bardziej na implikacjach politycznych, skłaniających polityków do zajęcia się tą kwestią.

Trzecie pokolenie

Tureccy muzułmanie w skali masowej pojawili się w RFN w latach 60., kiedy szybko rozwijająca się niemiecka gospodarka potrzebowała nowych rąk do pracy. Zakładano, że ich pobyt będzie czasowy, a później wrócą do domu. Tak się jednak nie stało. Większość gast­arbeiterów, czyli pracowników gościnnych, została w Niemczech, a później sprowadziła rodziny. Dzisiaj żyje tam już kolejne pokolenie miejscowych Turków albo Niemców o tureckich korzeniach, jak określają się w zależności od tego, w jaki sposób przebiega ich proces integracji oraz samoidentyfikacji. Od początku społeczność muzułmańska chciała praktykować swoją wiarę. Ponieważ meczetów wówczas w Niemczech prawie nie było, spotykali się w prywatnych mieszkaniach, później wynajmowali opuszczone hale fabryczne, podziemne garaże, wreszcie wznosili niewielkie świątynie. Jednak kilkanaście lat temu, kiedy do wspólnot muzułmańskich w Niemczech zaczęły napływać wielkie pieniądze z krajów arabskich, głównie z Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej, meczety stawały się coraz okazalsze, wzbudzając zresztą protesty i spory w lokalnych społecznościach.

Po decyzji kanclerz Angeli Merkel z września 2015 r. o wpuszczeniu do Niemiec fali imigrantów i uchodźców szacuje się, że obecnie w Niemczech mieszka blisko 5 mln muzułmanów, głównie w landach zachodnich. Nie jest to wspólnota jednorodna. Tworzą ją wierni pochodzący z prawie 50 krajów, bardzo często o odmiennej kulturze, tradycji czy rytach religijnych. Wśród nich przeważają tureccy sunnici, stanowiący ok. 75 proc. społeczności muzułmańskiej w Niemczech. Z kolei szyici pochodzą najczęściej z Iranu i tworzą odrębną grupę, nieraz wrogo nastawioną do sunnitów, co stwarza dla państwa dodatkowe problemy.

Inny islam

Wzrostowi liczby wyznawców islamu w Niemczech towarzyszyły także zmiany zachodzące w tej społeczności. Tureccy imigranci przyjeżdżali z laickiego kraju, gdzie islam był kontrolowany przez państwo. Muzułmanie z ostatniej fali uchodźczej i emigracyjnej pochodzą z Bliskiego Wschodu, Afganistanu oraz Maghrebu, gdzie wpływ radykalnych nurtów islamu jest silny. Inna jest także dzisiaj Turcja. Stworzony przez Mustafę Kemala Atatürka model świeckiego państwa wyraźnie się zmienia. Prezydent Recep Erdoğan stale podkreśla rolę religii w życiu publicznym. Instrumentem jego wpływów jest państwowy urząd ds. religii (Diyanet). Od niego meczety w Niemczech otrzymują pieniądze. Otrzymują je także od imamów przyjeżdżających jak do kraju misyjnego, aby obudzić żywą wiarę w kolejnym pokoleniu Niemców o tureckich korzeniach. W ocenie niemieckich dziennikarzy Stowarzyszenie DiTiB (Turecko-Islamska Unia ds. Religijnych), skupiające w Niemczech 896 wspólnot muzułmańskich, jest instytucją otwarcie szerzącą ideologię prezydenta Erdoğana. Ma to znaczenie w sytuacji, kiedy podczas ostatnich wyborów do Bundestagu prezydent Turcji wprost mówił swym rodakom w Niemczech, na jakie partie nie powinni głosować.

Z pewnością islam w młodym pokoleniu niemieckich Turków nadal odgrywa ważną rolę. Są także społeczne i ekonomiczne przesłanki takiej postawy. Sukces materialny gastarbeiterów z Turcji, osiągnięty przez lata ciężkiej pracy i wyrzeczeń, dał tej grupie poczucie awansu i wyrwania się z anatolijskiej biedy. Turcy urodzeni w Niemczech patrzą na to inaczej. Punktem odniesienia dla ich aspiracji nie są krewni w Turcji, ale ich rówieśnicy ze szkoły czy pracy. To porównanie zaś nie zawsze wypada dla nich korzystnie. Przywiązanie do islamu jest więc elementem nie tylko narodowej, ale szerszej identyfikacji: kulturowej czy cywilizacyjnej. Biorąc pod uwagę, że wyborcy pochodzenia muzułmańskiego będą odgrywać coraz większą rolę w niemieckiej polityce (głosy 5 mln wyborców mogą przesądzić o wynikach wyborów), określenie miejsca islamu w państwie jest ważnym wyzwaniem dla tamtejszej klasy politycznej. Niedawna rewizja w jednym z berlińskich meczetów oraz oskarżenie nauczającego tam imama o współpracę z dżihadystami z Syrii uświadomiły opinii publicznej, jak niebezpieczny może być związek pewnego typu religijności z politycznym radykalizmem. W tym kontekście należy postrzegać toczącą się w Niemczech dyskusję o podatku dla muzułmanów.

Podatek czy zakat?

W Niemczech istnieje 2750 meczetów, zarządzanych przez różne instytucje religijne. To nie jest wielka liczba. Dla przykładu – kościołów chrześcijańskich jest w tym kraju ok. 45 tys., natomiast synagog 130. Prawdopodobnie jednak meczetów jest więcej, niż wskazują oficjalne dane, tylko niemiecka administracja nie potrafi ich dokładnie policzyć. Wiadomo, że co najmniej 450 wspólnot nie należy do żadnego z zarejestrowanych w Niemczech islamskich związków wyznaniowych. To nie jest jedyny problem. Większość gmin muzułmańskich nie jest uznawana za podmioty prawa publicznego, w związku z czym nie może zawierać porozumień z lokalnymi administracjami. Wyjątkiem jest sytuacja w kilku landach, m.in. Hamburgu, Bremie i Dolnej Saksonii, gdzie władze krajowe podpisały porozumienia z gminami muzułmańskimi, dając im podobne uprawnienia, jakie mają Kościoły chrześcijańskie i gminy żydowskie. Na tej podstawie organizowana jest m.in. nauka islamu w lokalnych szkołach, a niektóre islamskie święta są dla tej społeczności dniami wolnymi od pracy. Warto jednak dodać, że te umowy były podpisywane głównie z mniejszymi wspólnotami, wywodzącymi się z Indii albo Syrii. Środowiska tureckich muzułmanów bazują głównie na związkach z własnym krajem i stamtąd oczekują materialnego wsparcia.

Sposobem na zmianę tej sytuacji była propozycja wysunięta przez lidera CSU oraz federalnego ministra spraw wewnętrznych Horsta Seehofera, aby wprowadzić podatek na utrzymanie meczetów. Zasada byłaby identyczna jak w przypadku Kościołów i gmin żydowskich, oznaczałoby to jednak zmianę statusu gmin muzułmańskich, które nabywając prawo do pobierania podatku, musiałyby otrzymać status osoby prawnej. Większość środowisk muzułmańskich w Niemczech do projektu odniosła się z rezerwą, wskazując na jego ograniczenia, zarówno prawne, jak i organizacyjne. Samej idei stworzenia alternatywnego finansowania działalności meczetów w Niemczech sprzeciwiło się jednak niewielu. Należy podkreślić, że większość islamskich związków wyznaniowych wyraźnie odcina się od organizacji terrorystycznych bądź promujących radykalny islam. Obawiają się jednak, że rygorystyczne przepisy wprowadzone w ramach opodatkowania pozwolą niemieckim urzędnikom na daleko idącą kontrolę działalności meczetów, a także zakaz przyjmowania jakichkolwiek dotacji z zewnątrz. Tego zaś wspólnoty muzułmańskie chcą uniknąć.

W trakcie dyskusji pojawiła się także propozycja wykorzystania do innego finansowania meczetów instytucji zakatu. To jeden z pięciu filarów islamu – jest on obowiązującym każdego muzułmanina podatkiem od jego osobistego majątku. Wynosi 2,5 proc. i ma być wykorzystywany w celach społecznych, przede wszystkim do wsparcia biednych. Zakat w wielu krajach muzułmańskich jest obowiązującym prawem, a jego wprowadzenie w Niemczech nie wymagałoby przekształcenia związków religijnych w instytucje prawa publicznego. Zwolennicy tego rozwiązania zwracają uwagę, że zakat nie musiałby być pobierany za pośrednictwem urzędów podatkowych, ale fundacji prowadzonych przez poszczególne wspólnoty muzułmańskie.

W sprawie utworzenia alternatywnego systemu dofinansowania gmin muzułmańskich w Niemczech nie chodzi tylko o nowe instrumenty fiskalne. Za tym pomysłem stoi szerszy zamysł zbudowania europejskiej wersji islamu, dopasowanej do europejskiego prawa i tradycji. Czy jest to możliwe? W 2012 r. prezydent Niemiec Christian Wulff powiedział z przekonaniem, że „islam należy do Niemiec”. Wielu jego rodaków już wówczas nie podzielało tego przekonania. Dzisiaj rządzący w Berlinie wolą go nie powtarzać. Dyskusja o podatku dla meczetów pokazuje, jak trudne jest wytyczanie podstawowych norm prawnych mających zastosowanie wobec społeczności wywodzącej się z innej tradycji, zdecentralizowanej, pozbawionej hierarchicznego przywództwa. To jednak ważna dyskusja, której wyniki będą miały wpływ na sytuację w innych krajach. Problem nie straci szybko na aktualności. Liczba muzułmanów w Europie w najbliższej przyszłości raczej nie będzie malała, lecz rosła.•

Tagi: