Religia, polityka, podziały. To, co się dzieje na Ukrainie będzie mieć ogromne konsekwencje dla Polski i regionu

Jarosław Kit*

dodane 15.04.2019 13:53

Zwycięstwo Poroszenki na Ukrainie byłoby najbardziej korzystne z punktu widzenia polskiego biznesu. Zanosi się jednak na wygraną komika Wiktora Zełeńskiego - uważa dr Jarosław Kit.

Religia, polityka, podziały. To, co się dzieje na Ukrainie będzie mieć ogromne konsekwencje dla Polski i regionu Arch J. Kit Jarosław Kit - z wykształcenia historyk, doktor filozofii. Absolwent Uniwersytetu Lwowskiego oraz UMCS. Były pracownik Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie.

W ciągu ostatnich pięciu lat w Europie Środkowo-Wschodniej miało miejsce wiele zmian geopolitycznych. Aneksja ukraińskiego Krymu przez Federację Rosyjską oraz wojna w Donbasie ujawniły szokujące skutki próby odnowienia Imperium Rosyjskiego. Drugim, bardzo znaczącym historycznie wydarzeniem jest usamodzielnienie się ukraińskiej cerkwi prawosławnej, którego początkiem stało się nadanie tomosu przez Konstantynopol. Jednak obecna sytuacja polityczna, tzn. wybory prezydenckie i ogólne zagrożenie suwerenności nie dają konkretnej wizji, do jakiej przyszłości dąży Ukraina.

Wyniszczający ateizm i odrodzenie religijne

Wielkim stereotypem co do określenia religijnej sytuacji jest twierdzenie, że Ukraina jest państwem prawosławnym. Zgodnie z badaniami z 2017 r., ponad 2/3 obywateli uważa się za prawosławnych, 8 proc. za greko-katolików. Obywateli obrządku rzymskiego zalicza się przez socjologów ukraińskich do mniejszości religijnych, w tym także muzułmanów i Żydów. Prawosławni są większością we wszystkich regionach oprócz zachodniego, gdzie ich liczebność wynosi 58 proc., a greko-katolików 35 proc.

Mieszkańcy obwodów zachodnich są bardziej religijni. Oczywiście to skutek wpływu agresywnej polityki władzy radzieckiej, która ostro walczyła z Ukraińcami na wschodzie i południu od lat 30. XX w. Faktycznie, przez Wielki Głód i represje wyniszczono 70 proc. mieszkańców wsi - najbardziej praktykującej religijnie społeczności.

W 1946 r. władze radzieckie przeprowadziły tzw. sobór prawosławny, skutkiem czego zlikwidowano Kościół greckokatolicki. De facto w Związku Radzieckim działała legalnie tylko Cerkiew prawosławna, sterowana przez patriarchat moskiewski. Odrodzenie Kościoła ukraińskiego zaczęło się od 1990 r. Wbrew pozorom nie odbywało się to pokojowo. Wierni Kościoła greckokatolickiego, katolicy obrządku łacińskiego i prawosławni walczyli o mienie kościelne zwracane przez aktualne władze. Na wsiach dochodziło do bójek pośród ludzi, którzy nie zgadzali się na pozostanie bez miejsca modlitwy. Lata 90. ubiegłego wieku to również czas budowy wielu nowych cerkwi we wszystkich bez wyjątku obwodach Ukrainy, to odrodzenie synagog i odnowienie miejsc pamięci. Droga do uznania autokefalii Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (dalej UKP) od 1991 r. tzn. w Ukrainie niepodległej, była otwarta.

Czy aktualne wybory prezydenckie zmienią polaryzację systemu wartości mieszkańców Ukrainy?

W okresie wojny na Bałkanach 1992-1995 ujawnił się ciekawy kulturowy fenomen - kilkukrotne zwiększenie ilości osób wierzących na terenach objętych konfliktem. Utożsamianie się z poszczególnymi grupami religijnymi również wyznaczało narodowość walczących stron. Jednak dla Ukrainy taki przykład jest niezupełnie odpowiedni. Tylko prawosławni patriarchatu moskiewskiego uważają za obowiązek „bronić wartości Russkogo Mira”. Z kolei u migrantów ukraińskich w Polsce nad religijną przynależnością przeważa przynależność językowa. To nie oznacza, że język ojczysty jest dla nich ważniejszy niż obrządek, więc to ciekawe zjawisko z punktu widzenia antropologii kulturowej. W Ukrainie od czasu rozpoczęcia walk na Wschodzie zmienia się ilość wierzących. I tak: w 2014 r. było ich 76 proc, w 2016 r. – 70,4 proc, a w 2017 r. – już 67,1 proc.

Kościół zawsze miał decydujące znaczenie w życiu narodu ukraińskiego. Poniekąd to dzięki Kościołowi udało się przetrwać w czasach grozy. Więc dla władz rosyjskich (carskich, radzieckich, putinowskich) Kościół ukraiński był i pozostaje ważnym celem. Jeśli nie można go zniszczyć, to trzeba go podporządkować.

Czym jest niezależność Kościoła prawosławnego dla Ukrainy?

W latach 2017-2018 władze państwowe Ukrainy zajmowały się działaniami (w tym konspiracyjnymi) na rzecz uznania autokefaliczności UKP. Historycznie ten proces trwał od końca XVII w., kiedy Cerkiew prawosławna ziem ukraińskich trafiła pod moskiewski wpływ. Ogólnie rzecz biorąc, ukraińscy prawosławni będąc pod zaborem rosyjskim nie mieli niepodległej cerkwi. A w okresie radzieckim cerkiew podporządkowana była KGB i organom nadzorującym. Do dzisiaj wśród wielu osób starszego pokolenia chodzą pogłoski o batiuszkach - agentach służby bezpieczeństwa. W wielu wypadkach jest po prawda. 

Dla władzy Federacji Rosyjskiej podjęcie wojny z Ukrainą wiązało się z faktem współpracy ukraińskiej Cerkwi prawosławnej z patriarchatem moskiewskim. Duchowni tegoż patriarchatu nie tylko są narzędziem otwartej antypaństwowej propagandy, ale współpracują z rebeliantami separatystycznych republik Lugańskiej i Donieckiej. Dla prezydenta Putina cerkiew prawosławna stała się ważnym narzędziem wpływu, ingerującym w interesy geopolityczne. Przykładem jest organizacja spotkania zwierzchnika patriarchatu moskiewskiego Cyryla w Hawanie z papieżem Franciszkiem. Wizyta na koszt państwa i przelot samolotem prezydenckim wiele mówi o zaangażowaniu władzy w działalność Cerkwi.

Wszystko, co związane z tomosem (dekretem o autokefalii) podczas pierwszych miesięcy po podpisaniu, oznacza ideologiczne przeformatowanie całej prawosławnej przestrzeni państwa ukraińskiego. Całego terytorium, włączając separatystyczne obwody oraz Krym po aneksji.

Od razu po pierwszej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie, rosyjska cerkiew prawosławna zwróciła się do ekumenicznego patriarchatu Konstantynopola z prośbą o odwołanie decyzji nadania autokefalii UKP. To może świadczyć o sytuacji, w której Federacji Rosyjskiej wygodnie jest podtrzymywać podziały konfesji religijnych Ukrainy.

Południe i Wschód nieufne

Ostatnimi laty na Ukrainie zmniejsza się pozytywny stosunek do prawie wszystkich grup religijnych. Obywatele pozytywnie odnoszą się tylko do Cerkwi prawosławnej. Co ciekawie, katolicy lepiej ustosunkowują się do prawosławnych, niż prawosławni do katolików. Dla przykładu, na zachodzie Ukrainy (w tym byłych Kresach Wschodnich) pozytywnie o prawosławnych mówi 87,1 proc. obywateli. Na wschodnie do katolików pozytywnie nastawionych jest tylko 17 proc. społeczeństwa. Negatywne nastawienie przeważa nad pozytywnym również co do religijnych mniejszości: wobec Żydów, muzułmanów i protestantów. A liderem negatywnego stosunku do wszystkich ruchów religijnych jest ponownie region południowy.

Kijów czy Moskwa? Upolityczniona cerkiew czy szansa na niezależność?

Zwołany na 15 grudnia 2018 r. do Kijowa Sobór Zjednoczeniowy (wierzących prawosławnych) wyłonił 39-letniego Epifaniusza na zwierzchnika niezależnej od Rosji Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej Ukrainy (UKP). Dotychczas jedyną uznawaną za kanoniczną Cerkiew na Ukrainie była Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego. Ona, podporządkowana Rosji wraz z rosyjską Cerkwią prawosławną, sprzeciwiły się autokefalii ukraińskiej Cerkwi, którą rosyjska uznaje za własne terytorium kanoniczne.

Zwierzchnik ukraińskiej Cerkwi prawosławnej został obłożony anatemą przez rosyjską Cerkiew prawosławną w 1992 r., dlatego uważany był za usuniętego z Cerkwi niekanonicznej. Rosyjska Cerkiew uważa za rebeliantów wszystkich prawosławnych ukraińskich, oprócz podporządkowanych sobie. Jednak 11 października 2018 r. Sobór konstantynopolski uznał anatemę za niekanoniczną, faktycznie odrzucając poprzednią decyzję Moskwy. 31 grudnia 2018 r. zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej Cyryl, apelował do patriarchy Konstantynopola o odwołanie działań na rzecz kanonicznego uznania nowej Cerkwi na Ukrainie.

Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego na Ukrainie w 2018 r. posiada ponad 11,9 tys. zarejestrowanych oficjalnie parafii. Dwie inne, nieuznawane za kanoniczne Cerkwie - patriarchatu kijowskiego i wywodząca się z diaspory Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna, które przystąpiły do Cerkwi Prawosławnej Ukrainy, posiadały łącznie ponad 5,5 tys. parafii. Kolejne parafie dołączają do nowej Cerkwi po powołaniu Cerkwi Prawosławnej Ukrainy. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem tomosu zaczęły się do niej powoli przyłączać parafie należące dotychczas do Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego. Prezydent Poroszenko podpisał ustawę w sprawie nazwy Cerkwi. 6 stycznia 2019 r. został wydany na Ukrainie dekret o autokefalii.

Uznanie autokefalii UKP bardzo ostrożnie komentowano w prasie niemieckiej i amerykańskiej. Bez wątpienia uznano to wydarzenie za ważne dla przyszłości Ukrainy, ale uwzględniano ten fakt, że prezydent Poroszenko ubiega się o reelekcję. Wyjście spod wpływu Moskwy na poziomie religijnym jednak nie będzie takie proste, jak to może się wydawać.

Polscy prawosławni poparli Moskwę

Autokefalia UKP nie została uznana przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny. Metropolita Sawa zgadza się z metropolitą moskiewskim Cyrylem, by odrzucić decyzję patriarchy Konstantynopola. Jednak taka decyzja nie ma żadnego wpływu na Ukrainę. Co innego dla ukraińskich prawosławnych w Polsce. De iure, nieliczna (ok. 150 tys. wierzących) Polska Cerkiew Prawosławna zamyka drzwi dla ok. miliona migrantów z Ukrainy. Jest to nie tylko sprzeczne z zasadami ekumenizmu, ale oddala procesy integracji ukraińskich migrantów z polskim społeczeństwem.

Dwie cerkwie w jednej wsi

Wielu sceptyków oczekiwało po przyjęciu tomosu powtórki walk religijnych, mających miejsce na początku lat 90. Wtedy prawosławni walczyli z greckimi katolikami o mienie kościelne. Od tych czasów dużo się zmieniło. Przede wszystkim mamy niespotykane zjawisko istnienia dwóch cerkwi w jednej wsi: prawosławnej oraz greckokatolickiej w zachodnich obwodach Ukrainy, prawosławnej patriarchatu moskiewskiego i kijowskiego w wielu miejscowościach centralnej i wschodniej Ukrainy. Na początku 2017 r. na Ukrainie istniało 34 385 zgromadzeń religijnych. W tym 1 063 bez rejestracji prawnej oraz 854 niedziałające. Na Krymie dominują cerkwie patriarchatu moskiewskiego, dlatego Rosja chce przekonać świat, że nie doszło do żadnej aneksji, ale do działania usprawiedliwionego.

Przed drugą turą wyborów prezydenckich na Ukrainie

Badaczka z UMCS, Marta Drabchuk, zwraca uwagę na fakt, że wydarzenia religijne na Ukrainie wpisują się w okres przedwyborczy. Niezależność Prawosławnego Kościoła Ukrainy to rzeczywiście duża zasługa P. Poroszenki, bo o taką niezależność zabiegali przecież jego poprzednicy. Autokefalia UKP daje Ukrainie w wielu aspektach niezależność od Kremla. Eksperci uznają, że wzmocnienie UKP oznacza także wzrost poziomu wartości kulturowych. Podziały religijne prowadzą do dalszych prób federalizacji terytorium Ukrainy i są wygodne dla ruchów separatystycznych.

Zaskakującym jest wobec powyższego poparcie zwierzchnika ukraińskiej Cerkwi prawosławnej oraz zwierzchnika Kościoła greckokatolickiego obecnego prezydenta w drugiej turze wyborów. Wspólnym głosem na ostatnim Kijowskim Forum Bezpieczeństwa wychwalali religijne osiągnięcia Poroszenki. Jednocześnie wzmacniana jest pozycja języka ukraińskiego, kosztem języków mniejszości narodowych, co spowodowało rozłam w społeczeństwie oraz konflikty z państwami sąsiadującymi: Węgrami i Rumunią.

Program wyborczy P. Poroszenki nie przedstawia wielu działań religijnych. Ale to oczywiste, że będzie kontynuowana dotychczasowa polityka legitymowania od niedawna autokefalicznego UKP. To oznacza również wsparcie Kościoła grecko-katolickiego, mniejszości religijnych, szczególnie muzułmanów i Żydów. Reelekcja Poroszenki to wsparcie od kilku lat odrodzonego kapłaństwa wojskowego, tak ważnego w czasach krwawych walk na wschodzie Ukrainy.

Czy komik może żartować ze wszystkiego?

Natomiast Włodzimierz Zełeński wstrzymuje się od wsparcia UKP, możliwie nawet, że poprze patriarchat moskiewski w jego usiłowaniach nieuznania tomosu. Zełeński pochodzi z rodziny żydowskiej, jak twierdzi jego lobbysta Igor Kołomojski - jest stuprocentowym Żydem. Wiele pytań budzi jego przynależność do judaizmu. Niektóre źródła twierdzą, że Zełeński jest osobą niewierzącą, mimo tego ochrzcił córkę w Cerkwi prawosławnej. A ponieważ kanony nie pozwalają na przystąpienie do chrztu niechrześcijanom, żona aktora przyjęła chrzest kilka dni przed własnym dzieckiem. Drugie dziecko W. Zełeński ochrzcił w 2016 r. w cerkwi św. Ilji w Kijowie, również należącej do patriarchatu moskiewskiego. Zełeński nigdy nie żartuje z rabinów czy holokaustu, jednak wyśmiewa prawosławnych popów, tomos oraz Wielki Głód 1932-1933.

Na Poroszenkę zagłosują zainteresowani kontynuacją dotychczasowej polityki religijnej, zjednoczeniem prawosławnych oraz tolerancją religijną. Różne badania wskazują, że to ważny element programu wyborczego dla 2/3 głosujących. Natomiast Zełeński w żaden sposób nie określa swojej wizji życia religijnego w Ukrainie. Dużo spekulacji budzą dotychczasowe występy satyryczne, kabaretowe Zełeńskiego w różnych programach rozrywkowych. Pokazuje dystans do życia duchowego jako element kultury osobistej.

Przyszłość i rekomendacje

Zwycięstwo Poroszenki na Ukrainie byłoby najbardziej korzystne z punktu widzenia polskiego biznesu. Zanosi się jednak na wygraną komika Wiktora Zełeńskiego. Mógłby on potencjalnie stworzyć rząd z Jurijem Bojko (były minister za kadencji prezydenta W. Janukowycza). Byłby to czarny scenariusz dla Polski. Z innej perspektywy zmiana wewnętrznej polityki społecznej, w tym eliminacja nurtów nacjonalistycznych w Kościele ukraińskim, może pogłębić pozytywne stosunki polsko-ukraińskie. Chodzi tutaj nie tylko o twierdzenie prezesa J. Kaczyńskiego o tym, że „z Banderą Ukraina nie wejdzie w UE”, ale też o polski głos w życiu publicznym Ukrainy, którego zdecydowanie brakuje. Gloryfikowanie Bandery przez niektórych przedstawicieli kościoła greckokatolickiego oraz metropolity Epifaniusza budzą duże zaniepokojenie.

Zełeński jako prezydent nie będzie się wtrącał w życie religijne państwa. Nawet w przypadku deklarowania przynależności do judaizmu, wszystkie pytania dotyczące religii pozostaną w kompetencji odpowiednich ministrów oraz komisji Rady Najwyższej Ukrainy. Duże jest prawdopodobieństwo wznowienia konfliktów religijnych, szczególnie między zwolennikami cerkwi rosyjskiej i UKP.

Ogólnie sytuacja może być korzystna dla Kościoła rzymsko-katolickiego na Ukrainie. Jest to duża szansa na wzmocnienie pozycji katolików na Zachodzie i w centrum kraju, na przywrócenie mienia kościelnego, otwarcie nowych parafii, działalności misjonarzy katolickich. Zapomniano jednak o ogromnym, bezwarunkowym poparciu polskiego Kościoła katolickiego dla Ukrainy w latach 2014-2015 r., o przekazaniu darów, pieniędzy, wsparciu Caritas oraz Polskiego Czerwonego Krzyża, o leczeniu w Polsce ukraińskich ofiar wojny.

Należy zwiększyć aktywność polskich dyplomatów na Ukrainie?

Wielkim wyzwaniem dla polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych będzie teraz reagowanie na zmieniającą się sytuacje kulturową i religijną po wyborach prezydenckich. Ambasada RP w Kijowie mogłaby zaangażować się we współpracę w kwestiach religii i kultury z wieloma byłymi ukraińskimi stypendystami w Polsce. Także w tworzenie sieci i we wsparcie działalności byłych stypendystów różnych polskich programów edukacyjnych, w nawiązanie kontaktów z tymi, którzy mieszkają obecnie w Polsce.

Konieczne jest zaktywizowanie działalności Ambasady RP w Kijowie w kierunku zwiększenia wsparcia inicjatyw o charakterze religijno-kulturalnym środowisk katolickich na Ukrainie. Obecnie widoczny jest kryzys wartości religijnych, który mógłby wykorzystać kościół katolicki na Ukrainie, by wypełnić zaistniałą lukę. Pamięć historyczna związana z religijną sytuacją oraz postawą Kościoła w okresie II wojny światowej musi być nieustannie nagłaśniania. Mimo tego nie powinno się zapominać o sformułowaniu: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Wydaje się również ważne, by polski rząd oraz odpowiednie struktury wypracowały strategię współpracy z poszczególnymi środowiskami religijnymi migrantów z Ukrainy. Ważnym byłby także udział w tym Kościoła katolickiego. Integracja chrześcijan ze Wschodu Europy z polskim społeczeństwem może stać się w niedalekiej przyszłości ważnym wyzwaniem. Wiadomo, iż pracujący imigrant musi zaspokajać swoje potrzeby kulturowe. Czy nie warto wesprzeć w realizowaniu takich właśnie potrzeb pracowników z Ukrainy?


* Jarosław Kit - z wykształcenia historyk, doktor filozofii. Absolwent Uniwersytetu Lwowskiego oraz UMCS ukończył też studia podyplomowe na Uniwersytetach Wrocławskim i Uniwersytecie Warszawskim. Były pracownik Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. Mieszka w Lublinie.