Sąd nad Bogiem

Piotr Drzyzga

dodane 26.06.2019 07:45

Czy to naprawdę wydarzyło się w Auschwitz?

Rabinacki sąd wytoczył w Auschwitz proces Stwórcy mat. prasowy Rabinacki sąd wytoczył w Auschwitz proces Stwórcy
Kadr z filmu "Sąd nad Bogiem"

„God on Trial” – taki tytuł w oryginale nosi ten telewizyjny obraz z 2008 roku, który u nas znany jest jako „Sąd nad Bogiem” lub „Bóg przed sądem”. I to właśnie temu wstrząsającemu zdarzeniu, do którego miało dojść w czasie II wojny światowej, reżyser Andy De Emmony poświęcił niemal cały swój film.

Co prawda jego opowieść zaczyna się we współczesnym Oświęcimiu (wycieczkowe autokary podjeżdżają pod obóz; kolejni zwiedzający po raz pierwszy przekraczają bramę Auschwitz), ale jest wśród nich także starszy mężczyzna, który kiedyś tu już był. Jako więzień, a także jako świadek – świadek procesu wytoczonego samemu Bogu.

Bohater, we wspomnieniach, zaczyna wracać do tamtej bezprecedensowej w dziejach ludzkości chwili, a my, dzięki kolejnym retrospekcjom, przenosimy się do obozowego baraku w którym rabinacki sąd wytoczył proces Stwórcy.   

Powodem był rzecz jasna Holokaust, cierpienia narodu żydowskiego. „Czy nadal jesteśmy jego ludem? Narodem wybranym, skoro przydarzają nam się takie rzeczy?” – pytają kolejni więźniowie. Jedni tracą wiarę, inni gorliwie się modlą. Jedni bluźnią, inni recytują z pamięci fragmenty Tory (przywołują historie biblijnych bohaterów, analizują kary zsyłane przez Boga, grzechy króla Saula, perypetie Mojżesza) – wszystko po to, by udowodnić winę lub niewinność Jahwe...

Można wręcz uznać „Sąd nad Bogiem” za film biblijny. Gęsty od cytatów i oparty na błyskotliwych dialogach, wypowiadanych przez świetnych, przede wszystkim brytyjskich aktorów, takich jak Dominic Cooper, Eddie Marsan, Jack Shepherd, czy Rupert Graves. Ale pojawiają się tutaj także przedstawiciele innych nacji: jest najbardziej chyba rozpoznawalny Stellan Skarsgård, jest André Oumansky, czy Agnieszka Liggett.

Warto także dodać, że autorem zdjęć do filmu jest Wojciech Szepel. Zdjęć oszczędnych, stonowanych – zupełnie innych niż te, których autorem był Janusz Kamiński w słynnej, oscarowej „Liście Schindlera”. U Spielberga estetyzacja - u De Emmony’ego zwykła rejestracja. A jednak ogląda się ją w ogromnym napięciu – zwłaszcza wtedy, gdy wśród żydowskich więźniów pojawia się pokusa zerwania przymierza z Bogiem. Dlatego, że ich zawiódł. Dlatego, że teraz jest z nimi, z nazistami (to oni mają przecież na klamrach swoich pasów napis „Gott mit uns” – „Bóg z nami”).

Podobnych, mocnych scen jest w tym filmie dużo, dużo więcej. Padają w nich pytania: o zło na świecie, o cierpienie, o sens życia, relację Bóg-człowiek… To, po prostu, trzeba zobaczyć (w ostatnim czasie film regularnie pojawia się na antenie BBC First - warto śledzić ramówkę tej stacji). 

*

Tekst z cyklu ABC filmu biblijnego oraz Filmy wszech czasów