Nieśmiertelność

Peter Seewald

publikacja 14.04.2026 08:13

To najwyższy ze wszystkich celów. Osiągalny przez wiarę w jakąś wyższą siłę lub dzięki użyciu cudownych eliksirów i stosowaniu magicznych rytuałów albo przez użycie nagiej przemocy, aby osiągnąć nieśmiertelność chociaż w książkach historycznych.

Nieśmiertelność Roman Koszowski / Foto Gość Dzięki armii z terakoty cesarz Qin Shi Huang przeżył aż do naszych czasów.

Tak jak Aleksander Macedoński, który ogniem i mieczem utorował sobie drogę do nieśmiertelności przez cały kontynent azjatycki. A to oznaczało palenie miast, gwałcenie kobiet, mordowanie kapłanów, bezczeszczenie świątyń, organizowanie pokazowych procesów, inicjowanie morderstw, torturowanie więźniów i eksterminację całych narodów, aby na koniec – jako ukoronowanie dzieła – otrzymać przydomek „Wielki”, jaki nadali mu historycy.

Albo jak Qin Shi Huang, pierwszy cesarz Chin, który w III wieku przed Chrystusem postanowił uzyskać nie śmiertelność, przedostając się do niej poprzez podziemny kompleks grobowy. Qin nakazał niewolnikom w liczbie 700 000, by na powierzchni 56 kilometrów kwadratowych odtworzyli w brązie jego imperium. Do tego projektu należy również armia żołnierzy z terakoty i urzędników z terakoty oraz automatyczne kusze, które miały zastrzelić każdego, kto by się zbliżył do tego kompleksu.

Ten pomysł dobrze się sprawdził. Dzięki armii z terakoty cesarz przeżył aż do naszych czasów. Odkrycie armii żołnierzy z terakoty stało się sensacyjnym znaleziskiem ostatniego stulecia [przypadkowe odkrycie kompleksu nastąpiło w 1974 roku, w pobliżu miasta Xi’an w prowincji Shaanxi].

Innym ludziom nieśmiertelność miały zapewniać potężne bogactwa, dobroczynne fundacje, wyjątkowe budowle lub naukowe odkrycia o wadze przełomowej. Kto nie znalazł miejsca w stowarzyszeniach uczonych takich jak Acedémie Française, której członków do dzisiaj określa się mianem „nieśmiertelnych”, ten mógł mieć nadzieję, że zachowa życie w dzieciach i wnukach, nawet jeśli ślad własnych genów w potomkach dwudziestego pokolenia będzie tylko na poziomie 0,000004%.

Rozważania wokół tego nurtującego pytania, skąd przybywa człowiek i dokąd najprawdopodobniej odejdzie, wędrowały z jednej epoki do kolejnej. Począwszy od kultu przodków w epoce kamienia, do nauki o wędrówce dusz wyznawanej przez brahmanów i buddystów, meandrowały one wokół konceptu Zaratustry o ponownym zmartwych wstaniu, przez spekulatywne myślenie filozofów antycznych o nieśmiertelności, aż do fantazji współczesnych transhumanistów, którzy marzą, by dostać się do wieczności z pomocą high-tech. I rzeczywiście – wyobrażenia o życiu pośmiertnym nie są jakimś przeżytkiem dawnych kultur, tylko stanowią po dziś dzień fundament judaizmu, islamu, hinduizmu, buddyzmu i chrześcijaństwa.

Uwzględniając liczbę 5,7 miliardów wyznawców wspomnianych religii, wypada zauważyć, że życie wieczne, przynajmniej nominalnie, stanowi fundament wiary dla prawie dwóch trzecich ludzkości naszego globu. Przy czym buddyści wierzą w wieczne „koło” reinkarnacji, owo nieskończone powtarzanie śmierci i ponownych narodzin, dopóki ta udręka, dzięki spełnianiu dobrych czynów, nie doprowadzi kiedyś danej osoby do oceanicznych głębi nirwany, a tym samym do całkowitego rozpłynięcia się...

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Odkrywanie wieczności. To, co najlepsze, dopiero przed nami". Autor: Peter Seewald. Wydawnictwo RAFAEL

Nieśmiertelność