Kultura autokreacji - najpoważniejsze wyzwanie dla wolności religijnej?

KAI |

publikacja 29.04.2026 20:28

To swoista alternatywna religia.

Kultura autokreacji - najpoważniejsze wyzwanie dla wolności religijnej? ARC Forum /Wikimedia

„Jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla wolności religijnej jest dziś swoista «kultura autokreacji», którą można uznać za formę alternatywnej religii. Zakłada ona brak obiektywnych wartości moralnych oraz stabilnej natury ludzkiej, sprowadzając wszelkie normy do indywidualnych wyborów” – stwierdza podsumowując swoją pracę w Prezydenckiej Komisji ds. Wolności Religijnej bp Robert Barron.

Szansa na określenie relacji między Kościołem a państwem w USA

Biskup Winona-Rochester wyznaje, że kiedy niecały rok temu otrzymał telefon z Białego Domu z zaproszeniem do udziału w nowo powołanej komisji zajmującej się wspieraniem wolności religijnej w USA uznał, iż powinien w niej wziąć udział, skoro jest to jeden z priorytetów Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych. Podkreśla, że Komisja w ciągu minionego roku ujawniła przypadki naruszeń wolności religijnej w obszarach opieki zdrowotnej, edukacji oraz wojska. Analizowała źródła tej wolności w pismach Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, a także poświęciła szczególną uwagę problemowi antysemityzmu, który wciąż dotyka amerykańskie społeczeństwo. „Jednym z najważniejszych efektów naszej pracy było wyraźniejsze naświetlenie relacji między Kościołem a państwem” – stwierdza bp Barron.

Hierarcha wyjaśnia, iż znaczna część orzecznictwa z ostatnich około 75 lat opierała się na nieprecyzyjnej metaforze Thomasa Jeffersona o „murze” oddzielającym państwo od religii. Jak wielokrotnie wskazywano, nie ma o nim mowy ani w Deklaracji Niepodległości, ani w „Federalistach” - pierwszych komentarzach do Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ani w samej Konstytucji. Przyznaje, że Pierwsza Poprawka zakazuje ustanowienia religii państwowej przez Kongres, nie oznacza jednak eliminacji religii z życia publicznego ani sprowadzania jej wyłącznie do sfery prywatnej.

„Co więcej, ta sama poprawka gwarantuje swobodę praktykowania religii. Wielu świadków, których wysłuchaliśmy, wskazywało, że metafora «muru» bywa cynicznie wykorzystywana do uzasadniania nadmiernych ograniczeń tej wolności. Oczywiście nikt nie powinien być zmuszany do uczestnictwa w praktykach religijnych, ale słyszeliśmy o sytuacjach, w których uczniom zakazywano śpiewania chrześcijańskich pieśni podczas szkolnych występów czy — w skrajnych przypadkach — noszenia w czasie pandemii COVID masek z napisem «Jesus loves me»” – podkreśla bp Barron.

Wyzwanie „kultury autokreacji”

Hierarcha przypomina, że w trakcie prac komisji wielokrotnie podnosił również, iż jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla wolności religijnej jest dziś swoista „kultura autokreacji” (ang. the culture of self-invention), którą można uznać za formę alternatywnej religii. Zakłada ona brak obiektywnych wartości moralnych oraz stabilnej natury ludzkiej, sprowadzając wszelkie normy do wyborów indywidualnych. „W miarę jak ta perspektywa zyskuje na znaczeniu, jej zwolennicy dążą do eliminowania religii z przestrzeni publicznej — zwłaszcza z edukacji i opieki zdrowotnej — ponieważ postrzegają tradycyjne religie jako swoich głównych przeciwników ideologicznych. Wiele świadectw i dyskusji podczas naszych obrad potwierdzało tę tendencję” – stwierdza amerykański biskup.

Podkreśla, że jego współpracownicy w komisji wykazywali się dużą otwartością i szacunkiem. Z zainteresowaniem odnosili się do jego punktu widzenia, gdy przedstawiał nauczanie katolickie w kontekście wolności religijnej. „Nigdy nie próbowano mnie cenzurować ani podważać zasadności mojego udziału. Miałem pełną swobodę wypowiedzi, zadawania pytań świadkom oraz prowadzenia merytorycznych dyskusji” – pisze bp Barron. Dodaje, że nikt nie oczekiwał od niego bezwarunkowej lojalności wobec administracji Donalda Trumpa ani poparcia dla konkretnych decyzji politycznych. „Jestem dumny, że mogłem wnieść swój wkład w końcowe oświadczenie, które wkrótce zostanie przedstawione prezydentowi” - zapewnia.

Praca w komisji nie jest poparciem dla Trumpa

Hierarcha odnosi się ze zrozumieniem do pewnych krytyk jego udziału w pracach komisji powołanej przez administrację Donalda Trumpa. Zapewnia, że gdyby z podobnym zaproszeniem zwrócił się do niego prezydent Joe Biden, również by je przyjął, mimo że nie zgadza się z wieloma jego poglądami politycznymi.

„Udział w pracach komisji doradczej nie oznacza poparcia dla całokształtu polityki urzędującego prezydenta. Podobnie nie zgadzam się z opinią, że duchowni nie powinni angażować się w takie inicjatywy. W tym względzie inspiracją był dla mnie ks. Theodore Hesburgh, wieloletni rektor Uniwersytetu Notre Dame, który zasiadał w szesnastu komisjach prezydenckich powoływanych przez pięciu różnych prezydentów — zarówno demokratów, jak i republikanów. Trudno przypuszczać, by zgadzał się ze wszystkimi ich decyzjami, a jednak służył swoim doświadczeniem. Jeśli przywódcy Kościoła nie będą doradzać osobom sprawującym władzę, głos Kościoła nie będzie obecny w przestrzeni publicznej” – podkreśla bp Barron. Dodaje, iż komisja ta nie służy wdrażaniu polityki prezydenta, ale pełni jedynie funkcje doradcze.

„Udział w Komisji ds. Wolności Religijnej był dla mnie cennym i satysfakcjonującym doświadczeniem. Cieszę się, że przyjąłem to zaproszenie. Krytyka, z którą się spotkałem, była — w mojej ocenie — w dużej mierze nieuzasadniona i wynikała raczej z uprzedzeń niż z rzeczowej analizy”- kończy swoje rozważania bp Robert Barron.