Samobójstwo Zachodu

O źródłach kryzysu Zachodu, zagrożeniach dla naszej cywilizacji i postawie chrześcijan wobec tych zjawisk mówi filozof polityki prof. Zbigniew Stawrowski.

Reklama

Bogumił Łoziński: Z rosnącym natężeniem doświadczamy wojen, terroryzmu, konfliktów cywilizacyjnych czy kryzysów politycznych. Czy świat oszalał?

Prof. Zbigniew Stawrowski: Patrząc na historię ludzkości, można powiedzieć, że świat nieustannie szaleje, choć bywają fazy, gdy to się nasila. To, co obecnie się dzieje, wydaje się wstępną fazą tego, co dopiero nadchodzi. Szczyt jeszcze przed nami.

Które tendencje są szczególnie niebezpieczne?

Oczywiście problem muzułmańskich uchodźców. Można wręcz mówić o wędrówce ludów, która intensywnie zaczęła się w zeszłym roku. Teraz fala jakby została zahamowana, ale znów ruszy, to kwestia czasu. Przypomina to najazd ludów, które ongiś zniszczyły Cesarstwo Rzymskie.

Taka opinia jest bardzo niepoprawna politycznie. Przecież mamy być otwarci na wyznawców islamu.

Wskazał pan na drugie niepokojące zjawisko, które się nasila, a które jest wewnętrznym problemem świata Zachodu. Chodzi o niezdolność rozpoznania, co jest prawdziwym zagrożeniem dla naszej cywilizacji. Podstawową cechą prawdziwego męża stanu – wskazywał na to Carl Schmitt – jest umiejętność identyfikacji wrogów własnej wspólnoty. Nie chodzi tu o to, abyśmy sami w sobie pielęgnowali wrogość wobec innych, ale o zwykły realizm – zdolność dostrzegania, że wokół nas mogą być ludzie, wspólnoty czy państwa, które chcą nas zniszczyć. Kto tej umiejętności nie posiada, staje się bezbronny jak dziecko. Przecież nawet chrześcijanie, żeby móc miłować swoich nieprzyjaciół, muszą najpierw wiedzieć, kto faktycznie jest ich nieprzyjacielem.

Wyznawcy imigranckiej poprawności politycznej, mimo że wokół nich giną ludzie z rąk islamskich terrorystów, nie tylko nie są w stanie uznać zagrożenia ze strony muzułmanów, ale wręcz agresywnie reagują, gdy ktoś twierdzi, że takie istnieje.

Ta hipokryzja jest zatrważająca. Tak zachowują się ludzie niepoczytalni. Jeśli ktoś sam chce myśleć i działać w ten sposób, to jego sprawa, ale jeśli robią to ludzie odpowiedzialni za wspólnotę: politycy, policja czy media, to mamy do czynienia z głęboko samobójczymi tendencjami wewnątrz świata Zachodu.

A więc tendencje samobójcze przejawiają instytucje Unii Europejskiej, które popierają politykę pełnej otwartości wobec uchodźców, jaką zastosowały Niemcy.

Krążą opinie, że polityka wpuszczenia uchodźców do Europy bez żadnych ograniczeń i kontroli może być próbą szerszego projektu ideologicznego. Jego celem jest zburzenie chrześcijańskich fundamentów Europy, zatarcie w ramach Unii wszelkich granic, także granic państw, i zniszczenie tożsamości narodowych, co ma przygotować powstanie jednego europejskiego państwa z jednym europejskim narodem.

W jakim celu ktoś miałby niszczyć tożsamości narodowe?

Ludzie świadomi swej tożsamości, przywiązani do swojej wspólnoty narodowej, do jej kultury, tradycji, mają mocny punkt odniesienia. Nie tak łatwo dadzą się przemienić w podatną na sterowanie masę wykorzenionych jednostek, których łączy tylko materialny interes i prostacka ideologia. Z kwestionowaniem wartości wspólnoty narodowej łączy się też zjawisko totalnego ataku na rodzinę, które wynika z zafałszowanego obrazu jednostki.

Na czym polega to zafałszowanie?

Każdy z nas jest jednostką, wolnym, samodzielnym podmiotem. Ale nasz indywidualny byt będzie pozbawiony sensu, jeśli zapomnimy o jego kontekście wspólnotowym. Żyjemy dzięki innym i dla innych. Natomiast zideologizowana wizja jednostki, jako całkowicie autonomicznej, prowadzi do sytuacji, w której człowiek staje się we własnych oczach „pępkiem świata”. Wszystko ma się kręcić wokół niego. To wizja egocentryków, których sens życia sprowadza się do samorealizacji rozumianej jako zdobywanie coraz większej władzy, bogactwa i wpływów. Inni postrzegani są wyłącznie jako środki do tego celu. Widać tu wyraźnie działanie złego ducha, którego istotą jest stwierdzenie: „non serviam” – nie będę służył. Taki właśnie stosunek do świata przejawiają ludzie żyjący według tej ideologii. Przeciwieństwem takiej postawy jest służebny stosunek do ludzi. Dostrzeganie tych, którym należy pomóc, a także wdzięczność wobec tych, którzy nam nieustannie pomagają. Wyrastamy i żyjemy we wspólnotach. To naszym bliskim, rodzinie, rodakom zawdzięczamy to, kim jesteśmy.

Niektórzy twierdzą, że obecny kryzys na świecie wynika z konfliktu między światem islamskim a chrześcijańskim. Czy to trafna diagnoza?

Spór religijny to jedna z istotnych przyczyn konfliktu islamu ze światem zachodnim. Ważne są też inne czynniki, jak ekonomia czy polityka. Szczególnie ta ostatnia. Gdyby nie krótkowzroczna działalność Stanów Zjednoczonych, a także krajów europejskich, fale uchodźców i konflikty z muzułmanami na naszym kontynencie nie pojawiłyby się.

Na czym ta krótkowzroczność polega?

Na tym, że mierzymy wszystko własną miarą. Zachód ma swoje standardy, które uważa za uniwersalne, i chce je narzucić reszcie świata. Niestety, nie potrafi odróżnić tego, co rzeczywiście uniwersalne, a są to podstawowe prawa człowieka, które wynikają z fundamentalnego dla naszej cywilizacji uznania godności drugiej osoby. Chodzi tu o poszanowanie prawa do życia, własności, wolności, w tym także do właściwie rozumianej zasady wolności religijnej. Standardy są jasne, choć Zachód sam je od dawna wypacza. Z drugiej strony istnieją też wartości utożsamiane ze światem zachodnim, które, choć uchodzą powszechnie za uniwersalne, takimi nie są i na pewno nie powinny być narzucane innym cywilizacjom.

Jakie?

Prowokująco powiem, że zasadą, która najbardziej zaszkodziła światu, jest fałszywe przekonanie, że najlepszym ustrojem politycznym jest zawsze i wszędzie demokracja.

Demokracja jest źródłem kryzysu w wymiarze światowym?

Demokracja to jedno z najbardziej zideologizowanych pojęć. To skrót, pod którym kryją się co najmniej dwa całkowicie odmienne elementy nowoczesnego państwa: państwo prawa chroniące podstawowe wartości, które wymieniłem wcześniej, oraz tzw. demokratyczny ustrój polityczny. Oba te elementy są czymś zupełnie innym. Tymczasem Amerykanie podbijają Afganistan czy Irak i myślą, że rozwiążą problemy tych krajów, wprowadzając ustrój demokratyczny. To wielki błąd. Przede wszystkim należy zadbać o przestrzeganie podstawowych praw człowieka. Natomiast czy zapanuje tam ustrój klanowy, czy władać będzie monarcha, to są sprawy drugorzędne, zależne od danego narodu, jego tradycji i kultury. Jeśli ktoś bardzo upiera się przy kryterium demokratyczności, to przecież monarchia akceptowana przez lud jest w tym sensie demokratyczna. Nie ma potrzeby, by wszędzie wprowadzać pięcioprzymiotnikowe wybory, natomiast Zachód bezwzględnie powinien zadbać o przestrzeganie podstawowych praw człowieka. Sytuacja w krajach Bliskiego Wschodu czy Afryki pokazuje, że wprowadzenie ustroju demokratycznego jest raczej najprostszą drogą do przejęcia władzy przez tych, którzy za nic mają te uniwersalne prawa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    31.08.2016 15:29
    Jako od 20 lat mieszkajaca na tzw. Zachodzie, podpisuje sie pod ta zdroworozsadkowa diagnoza rekami i nogami, niestety.
  • PTaraski
    31.08.2016 19:57
    Stawianie przez Kościół na rozum, używanie rozumu jako środka poznania Boga jest obecne w Kosciele od początku. Widać to w encyklikach szczególnie przedsoborowych. Wielkim orędownikiem opierania się na rozumie był BXVI. Widać to doskonale w bardzo ciekawym wykładzie na uniwersytecie w Ratyzbonie: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/podroze/ben16-ratyzbona_12092006.html

    Jak pewnie niektórzy pamiętają, muzułmanie poczuli się niem urażeni, bo papież wspomniał o powiązaniach islamu z wojną i przemocą.

    Niestety dzisiaj w Kosciele, za obecnego pontyfikatu to odniesienie do racjonalności i prawa naturalnego - niestety w wywiadzie ten ostatni termin nie pada - słabnie. Słabnie też rozumienie prawa naturalnego. Widzimy to wyraźnie w wypowiedziach niektórych duchownych, biskupów i niestety samego papieża. Do tego niesłychanie trafnie pasuje powiedzenie, że ryba ... się od głowy. Dlatego tym większy obowiązek spoczywa na świeckich, jeśli chodzi o obronę racjonalności i prawa naturalnego.
  • Eugeniusz_Pomorze_
    31.08.2016 23:28
    Prof. Stawrowski ma rację. Myślenie, że zmiana dyktatorskich rządów na demokratyczne w świecie islamu zmieni coś na lepsze, jest co najmniej głupotą. Przykład bardziej czytelny: nie da się zmienić niczego w filozofii życia członków np. gangu, tylko dlatego, że władzę nad tym gangiem zabierzemy samozwańczemu bossowi, a damy ją temu wybranemu "demokratycznie" przez gangsterów. A co do przyszłości Zachodu, to dopóki na Zachodzie rozwijać się będzie kult boga - Własnego Brzucha, dopóty będzie coraz gorzej. Po prostu.
  • Anna Panna
    01.09.2016 00:57
    "Podstawową cechą prawdziwego męża stanu (...) jest umiejętność identyfikacji wrogów własnej wspólnoty."

    "Wyznawcy imigranckiej poprawności politycznej, mimo że wokół nich giną ludzie z rąk islamskich terrorystów, nie tylko nie są w stanie uznać zagrożenia ze strony muzułmanów, ale wręcz agresywnie reagują, gdy ktoś twierdzi, że takie istnieje." "Ta hipokryzja jest zatrważająca. Tak zachowują się ludzie niepoczytalni." A teraz pytanie: KTO wciąż nawołuje do przyjmowania uchodźców? Kto przy każdej okazji opowiada o "wykluczonych"? Kto uporczywie powtarza, że ataki terrorystyczne nie mają nic wspólnego z islamem? Kto to taki?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama