Fisher King

Przedziwny to film. Niby jego akcja toczy się w wieku XX, ale tak naprawdę nie byłoby go, gdyby nie dawne, arturiańskie mity. W tym najważniejszy z nich: opowieść o świętym Graalu.

Reklama

Terry Gilliam - reżyser tego powstałego w 1991 roku obrazu - przed laty należał do legendarnej, komediowej grupy Monty Pythona. Stąd też i w „Fisher Kingu” specyficzny, absurdalny humor (w jednej ze scen wygłodniali kloszardzi zachowują się niczym brytyjscy arystokraci, odmawiając jedzenia ciasta, gdyż jest ono… zbyt tuczące). Ale to nie humor jest tu najważniejszy. Najważniejszy jest mit i próba jego uwspółcześnienia. Przeniesienia go w nasze czasy, a to w kinie, teatrze, czy literaturze niezbyt często wychodzi.

Gilliamowi jednak, jakimś cudem, ta sztuka się udała. W jego filmie nic nas nie razi. Nie mamy wrażenia, że coś tu nie pasuje. Nawet demoniczny Czerwony Rycerz, ścigający konno Robina Williamsa po nowojorskim Central Parku, wydaje się być na miejscu (wiemy bowiem, że to tylko urojenia bohatera, wynikające z jego stanów lękowych).

Na pierwszy rzut oka Perry, w którego wciela się Williams, to umysłowo chory bezdomny. Po czasie jednak okazuje się, że ma on w sobie coś z jurodiwych - staroruskich świętych szaleńców. Perry wierzy bowiem, że jest odźwiernym Boga oraz, że otrzymał od Niego misję: odzyskać przedmiot, który Bóg zgubił. Tym przedmiotem jest rzecz jasna Graal. Święty kielich, uleczający wszystkie choroby. Puchar mądrości i życia wiecznego. Naczynie z krwią Chrystusa, symbolizującą cierpienie i przebaczenie.

A życie zarówno Perry’ego, jak i Jacka (drugiego głównego bohatera tej opowieści) pełne jest cierpienia, tragedii, rozpaczy oraz zdarzeń z przeszłości, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Czynów, których nie mogą sobie wybaczyć. Jedyne zaś, co może im pomóc uporać się z tym wszystkim to religia. I właśnie o tym jest ten film.

Jednak w miejscu, w którym toczy się akcja tej opowieści, mało kto jest w stanie to uwierzyć. Dla nowojorskich japiszonów liczą się bogactwo, kariera i władza. Wiara, nadzieja i miłość stały się passe, zaś ci, którzy w nie wierzą, muszą być obłąkani. Czyż nie tak postrzega się dziś ludzi wierzących w zlaicyzowanych społeczeństwach?

Właśnie dlatego Gilliam uczynił bohaterami swej opowieści obłąkanego Perry’ego i popadającego w szaleństwo Jacka. Tytuł filmu oznacza zaś Króla Rybaka – postać z arturiańskich mitów, w której niektórzy widzą samego Jezusa.

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów oraz Religie i popkultura 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FILM, KINO, KULTURA, SZTUKA

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama