Dżihad u świętego Jana

– Police? – zaczepia nas arabski nastolatek stojący w bramie z trzema kolegami. Szybko ustalamy, że oni nie mówią po angielsku, a my – po arabsku. Bluzgają na nas po francusku.

Reklama

Wobec mnie są grzeczni – opowiada Dariusz Kuczab. Przyznaje przy tym, że nie jest po imieniu z żadnym z muzułmańskich sąsiadów. Zamieszkał w dzielnicy Brukseli zwanej Molenbeek-Saint-Jean w 1990 r. Niedawno się wyprowadził, ale nadal ma tu hurtownię wina. Czasem zdarzają się próby włamania, jednak towar nie ginie. Złodziej z Molenbeek nie miałby co zrobić z napojem zakazanym przez Koran. Dużo łatwiej stracić na ulicy telefon lub portfel.

Brukselska dzielnica zaczęła niedawno uchodzić za wylęgarnię europejskiego dżihadu. To tu werbowani są bojownicy wyjeżdżający do Syrii. Stąd pochodzili zamachowcy, którzy zaatakowali Paryż. Tu aresztowano Salaha Abdeslama, uważanego za mózg paryskiej operacji. Belgia nie prowadzi oficjalnych statystyk na temat religijności obywateli, ale prawdopodobnie jedna trzecia ze 100 tys. mieszkańców dzielnicy to muzułmanie. 20 proc. z nich to Turcy. 70 proc. stanowią Marokańczycy i to ich biali brukselczycy obawiają się najbardziej. Od kilkunastu lat dzielnica była znana jako miejsce, gdzie po zmroku można oberwać.

Schowek na ścierki

Niektóre źródła mówią o 14 me­czetach znajdujących się w Molen­beek. Inne – o ponad 20. To na ogół małe budynki. Znacznie większa świątynia stoi przy rynku. Kamienna konstrukcja pochodzi z pierwszej połowy zeszłego wieku. Potężna, 56-metrowa dzwonnica z malutkim krzyżem jest widoczna z daleka. Nad wejściem – płaskorzeźba przedstawiająca chrzest Jezusa w Jordanie. To kościół pw. św. Jana Chrzciciela, patrona dzielnicy. Przed wejściami siedzą bezdomni. Zawieszony z tyłu poszarzały plakat z Dobrym Pasterzem zaprasza na katechezy neokatechumenalne. Odbywały się w 2012 roku. Świątynia wygląda na całkowicie opuszczoną. Drzwi prowadzące zapewne do zakrystii są zamknięte.

W pewnym momencie ktoś otwiera główne wejście. Zaglądamy do środka. Jest tu więcej miejsca niż w niejednym kościele w Polsce. Widocznie w latach 30., kiedy zaczynała się budowa, parafia tętniła życiem. Teraz parafianom wystarcza kilkadziesiąt krzeseł ustawionych wokół ołtarza.

Jest pusto, nie ma żadnego nabożeństwa. Obok tabernakulum nie pali się wieczna lampka. Nie zastajemy też żadnego księdza. Z informacji wywieszonych na tablicy ogłoszeń wynika jednak, że po południu odprawiane są tu Msze. Można też zapisać się na katechezy. Kolorowy plakat informuje z kolei, że w rocznicę zamachów terrorystycznych w Brukseli zaplanowano międzyreligijny koncert. Na środku głównej nawy stoi bezlistne drzewo obwieszone kartkami z dziecięcymi rysunkami i hasłami: „Molenbeek to pokój”, „Dziękuję, Molenbeek”, „Sztuka to narzędzie pokoju”. Podobnie jak koncert, obrazki upamiętniają zeszłoroczne zamachy. Szukam wśród kartek modlitwy za ofiary, jakiejś wzmianki o Bogu albo miłosierdziu. Nie znajduję. Miłosierdzia nie znajdzie też ktoś, kto próbowałby się tu wyspowiadać. Konfesjonały ciągnące się wzdłuż ściany na coś się jednak przydają. Leżą w nich ścierki i butelki z płynem do mycia podłóg.

Małe Maroko

Widziane z drona Molenbeek‑ -Saint-Jean nie różniłoby się pewnie od innych dzielnic Brukseli. Kilkupiętrowe kamienice ciągną się wzdłuż wąskich uliczek. Są tu place z ławkami, szkoły, stacje metra. Próżno szukać kopuły meczetu, choć za minaret łatwo wziąć dzwonnicę kościoła św. Jana. Z ociekającego pieniędzmi centrum mieszczącego unijne instytucje można tu dojść w mniej niż pół godziny, ale turyści nie miewają tego punktu w programie zwiedzania. Próba zrobienia zdjęcia może się skończyć utratą aparatu albo pobiciem.

Spacerowicz nie ma wątpliwości, że trafił do miejsca, w którym króluje islam. Język arabski i turecki słychać równie często co francuski. Tutejsze zakłady oferują mieszkańcom wszystko, co potrzebne do życia. Ktoś obawia się, że w mielonym będzie wieprzowina? Witryna „Islamski sklep mięsny” zaprasza. Wypad na ferie do dziadków? Biuro podróży oferuje wyjazdy do Marrakeszu, Algieru i Agadiru. Europejskie sukienki są zbyt wyzywające? Bez kłopotu można kupić tradycyjne północnoafrykańskie stroje. Tureckie herbaciarnie są oblężone dniem i nocą.

Pierwsi Arabowie zaczęli przyjeżdżać do Molenbeek w latach 50. ubiegłego wieku. Byli zatrudniani przy budowie metra i rozładunku towarów w rzecznym porcie. Belgia miała kilkudziesięcioletnie doświadczenie w sprowadzaniu taniej siły roboczej z zagranicy. Osiedlali się w tym kraju – także w samym Molenbeek – Włosi, Hiszpanie i Polacy. Poszczególne nacje zawsze tworzyły własne środowiska, ale przynajmniej częściowo mieszały się z otoczeniem. Wielu robotników po pewnym czasie wracało zresztą do swoich krajów. Przybysze z Turcji, Algierii, Tunezji czy Maroka różnili się od reszty. Nie asymilowali się i nie chcieli wyjeżdżać, nawet kiedy kryzys w górnictwie spowodował bezrobocie. Zamiast tego ściągali swoje liczne rodziny do Belgii. Dziś dorasta trzecie pokolenie brukselskich muzułmanów, z których wielu nie ma pomysłu na życie.

– To Belgia ich zepsuła – mówi Dariusz Kuczab. – Moja żona w sklepie zarabia 1,5 tys. euro miesięcznie. Muzułmanie dostają 1,2 tys. euro zasiłku i świadczenia na dzieci. Dlatego młodzi uważają, że im się należy. Niektórzy mają po cztery żony. Jedną oficjalnie, a pozostałe trzy zgłaszają się do urzędu jako samotne matki i biorą socjal.

Turcy handlują samochodami i artykułami budowlanymi. Marokańczycy są kierowcami taksówek i maszynistami w metrze. Ale jedni i drudzy często nie mają pracy. Na świetnie płatne posady w unijnych urzędach nikt ich nie zaprasza. Pewnie kiedyś przyjdą po nie sami. Już teraz mają przewagę w radzie dzielnicy Molenbeek.

Aparat? Psy!

Na obrzeżach dzielnicy o Europejczyka nietrudno. Wśród artystów i hipsterów panuje moda, aby tu mieszkać albo przynajmniej odwiedzać tutejsze knajpki i duże centrum kulturalne. W centrum Molenbeek są jednak ulice, gdzie odsetek wyznawców islamu sięga 90 procent.

Kobiety w chustach i mężczyźni noszący galabije to w Brukseli widok codzienny, ale kiedy wchodzimy w głąb dzielnicy, rdzennych Europejczyków po prostu nie widać. Dwóch Polaków od razu rzuca się w oczy. O spokojnym fotografowaniu nie ma mowy. Sam widok aparatu wiszącego na szyi wyraźnie irytuje ludzi, których mijamy. Zdjęcia trzeba robić z biodra. Zatrzymujemy się przed meczetem El Mostakbal. Podobnie jak inne islamskie świątynie w Molenbeek, to zwykła kamienica, którą zaadaptowano na miejsce modlitwy. Nawet tabliczka informująca o tym, co to za miejsce, nie rzuca się zbytnio w oczy. Jesteśmy blisko obrzeży dzielnicy. Jakieś 100 m wcześniej mijaliśmy hipsterską kawiarnię. 120 m dalej znajduje się kościół św. Jana. Jest środek dnia, do meczetu zaczynają się schodzić brodaci mężczyźni. Zwykle w średnim wieku albo starsi. Wielu w tradycyjnych strojach. Szybko orientują się, że próbujemy dyskretnie robić im zdjęcia. Musimy odejść.

Nieprzyjemnie jest przez cały czas. Nawet przy głównej ulicy stoi grupka wyrostków, którzy nie mają co ze sobą zrobić. Rozchodzący się wokoło kwaśny zapach świadczy o tym, że to, co palą, to nie papierosy. Podobne ekipy kręcą się wszędzie, a zapach marihuany czuć nawet z przejeżdżających obok samochodów. Zaczyna zapadać zmrok, kiedy trafiamy na chłopaków, którzy biorą nas za policjantów. Dla nas to koniec spaceru.

Inny świat

W Molenbeek Marokańczycy trzymają ze swoimi, Turcy ze swoimi.

– To jest zupełnie inna kultura, która się nie asymiluje – mówi Adam Snarski, prawnik działający wśród belgijskiej Polonii, który pisze pracę doktorską m.in. o skutkach przynależności wyznaniowej. – Europa stara się szanować tę kulturę, może nawet za bardzo. W drugą stronę to nie działa.

Belgowie niechętnie to przyznają, ale w mieście panuje nastrój zagrożenia. Kiedy prowadzono akcje antyterrorystyczne na terenie Molenbeek, po ulicach jeździły wozy nasłuchowe z antenami na dachach. Służby specjalne namawiały mieszkańców do współpracy. W stolicy cały czas obowiązuje trzeci stopień zagrożenia terrorystycznego. Mieszkańcy mają obowiązek noszenia dokumentów. Koło dworców i siedzib unijnych instytucji stoją wojskowe ciężarówki i żołnierze z bronią maszynową. Mundurowych jest jednak coraz mniej.

– Można zapytać, czy to dlatego, że jest bezpieczniej, czy kończą się środki przeznaczone na operację – mówi Adam Snarski. – Do 2012 r. działała strona sharia4belgium, gdzie nawoływano do zamachów. Po wybuchach w Brukseli wprowadzono prawo nakazujące muzułmanom podpisanie oświadczenia, że akceptują belgijskie wartości. Sam pan może sobie odpowiedzieć, na ile to skuteczne jako zabezpieczenie przed terrorem.

Zdaniem polskiego prawnika nasi rodacy nie są narażeni bardziej niż sami Belgowie, ale często doświadczają ataków ze strony muzułmanów. – Starsze kobiety bywają napadane, kiedy idą rano do kościoła. Złodzieje potrafili zdzierać krzyżyk czy wisiorek z szyi. Jeśli nie było reakcji, to na tym się kończyło, ale jeśli kobieta krzyczała, podbiegał ktoś inny i jeszcze kradł telefon. Młodzi muzułmanie atakują też Polki i nie dzieje się to tylko w Molenbeek. W szkołach muzułmańskie dzieci są pod większą ochroną, bo nauczyciel boi się, że mu zarzucą dyskryminację. Islamscy rodzice zawsze ostro reagują w razie kłopotów. W razie konfliktu z polskim uczniem dziecko muzułmańskie jest w lepszej sytuacji – wylicza Adam Snarski.

Jak dodaje, coraz częściej zdarza się, że Polacy wyjeżdżają z Belgii, bo po prostu się boją. Molenbeek od dawna z tego samego powodu opuszczają biali Europejczycy. Do dziś stoi tam na przykład opustoszały pałacyk, w którym kiedyś mieszkała angielska hrabina. Jednak to nie muzułmanie wypędzili wiernych z kościoła św. Jana. Na widok opuszczonej świątyni trudno oprzeć się refleksji, że największym kłopotem dżihadystów jest to, że niewiele mają do zniszczenia. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Awa
    24.04.2017 14:04
    W Warszawie HGW pozwoliła na meczety i dzielnice arabskie...o tym się nie mówi.Za to chętnie się mówi o konieczności przyjęcia ,,naplyńców" z Afryki
  • Gość
    24.04.2017 14:42
    muzułmanie mają zakaz integracji z "niewiernymi"nasza wiara też nie pozwala się integrować z nimi ("nie sprzęgajcie się z niewiernymi"św Paweł) więc jaki jest sens sprowadzania do Polski wyznawców islamu? czy zwolennicy sprowadzania do kraju wyznawców Mahometa chcą by Polska miała dzielnice islamskie do których Polacy nie mieliby wstępu?jak integrować imigrantów skoro ich religia jest znakiem sprzeciwu wobec Trójcy Św. ("nie masz Boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem")?mam też pytanie do duchownych którzy uważają że Polska powinna przyjąć uchodźców bez względu na wyznanie ( wyznawców islamu) czy im jako pasterzom jest obojętne że muzułmanie będą brali Polki za żony które będą przechodziły na islam i będą dokonywały aktu apostazji (jedna Polka po poślubieniu Egipcjanina wypisała się z Kościoła)?czy będzie im obojętne że dzieci z tych związków będą nieochrzczone? czy troska o islamskich uchodźców nie przesłania nam zagrożeń duchowych związanych z osiedlaniem się w kraju Mahometan? nasi przodkowie nie mieli takich dylematów i plemion Arabskich do Europy nie wpuszczali,niestety Europa wyrzekła się Boga i....otworzyła drzwi na ekspansje islamu,Europejczycy nie chcą już klękać przed Chrystusem to będą musieli zgiąć kark przed islamskim mieczem...
  • Gość
    25.04.2017 07:38
    Byłem w Molenbeek kilka razy. Opis, który jest w tym tekście nie jest prawdziwy. Od razu widać, że autor jest uprzedzony i chciał napisać jak straszne to miejsce. Owszem, jest tam dużo muzołmanów ale nie oznacza to, że chcą Cię tam od razu napaść i okraść. Zresztą aktor niejednokrotnie uzasadniał, że lubi zmanipulować fakty w swoim tekście aby tylko udowodnić swoją tezę.
  • Anna Panna
    25.04.2017 12:25
    A KTO nawołuje przy każdej możliwej okazji do przyjmowania nachodźców? No KTO?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama