Towarzysze drogi

Rozmowa z o. Symeonem Stacherą OFM

Reklama

Andrzej Kerner: Chrześcijanie w krajach islamskich przeżywają trudne chwile. Jak wygląda sytuacja w Maroku?

o. Symeon Stachera OFM : –Maroko jest bardziej otwarte na inne kultury niż inne kraje muzułmańskie. Decyduje o tym bliskość z Europą i historia – były tu mocne wpływy hiszpańskie, francuskie. Także 800 lat obecności franciszkańskiej w Maroku sprawia, że relacje z islamem są dość pozytywne. Inne kraje muzułmańskie mogłyby od Maroka czegoś się nauczyć: jak współistnieć i współpracować. Nie przydarza się nam nic z tych rzeczy, które dzieją się w Egipcie, Iraku, Afganistanie. Ludzie nam współczuli po tych zamachach. Jesteśmy też dość pilnowani przez policję. Są kościoły, w których ochrona policyjna trwa 24 godziny na dobę, jak np. w Marrakeszu. Ma to tę złą stronę, że nikt z Marokańczyków nie może się nawet zbliżyć do kościoła. Natomiast w Tangerze w wielkie święta policja oficjalnie pilnuje naszych nabożeństw, ale często są obecni w cywilu na co dzień i nam towarzyszą.

To bardziej kontrola czy ochrona?

– Jedno i drugie. Ale relacje między nami a policją są, powiedziałbym, braterskie.

Czy Ojciec obawia się ataku fundamentalistów islamskich?

– Wydaje się, że w chwili obecnej takie zagrożenie nie istnieje. Jednak kraj jest coraz bardziej zmobilizowany policyjnie, co oznacza, że napięcie rośnie. Maroko chce pokazać światu, że kontroluje swój system państwowy, swój islam. Po zamachu w Casablance w 2005 r. większych sygnałów o niebezpieczeństwach nie było. Być może Al-Kaida maghrebska (północno-zachodnioafrykańska) jest skutecznie powstrzymywana przez mocno rozwinięte służby bezpieczeństwa Maroka. Trzeba pamiętać, że Maroko dobrze prosperuje i stawia na turystykę. Tu inwestuje i osiedla się wielu Europejczyków. Państwu zależy na spokoju i dobrej opinii.

Czy szanuje się wolność religijną?

– Magicznym, odmienianym na wszelkie sposoby słowem jest tolerancja. A jednak na przykład rok temu wyrzucono stąd 200 chrześcijan. M.in. mojego współbrata Egipcjanina, który dostał 15 minut na spakowanie walizki. Nawet nie postawiono mu zarzutów. Mamy wolność kultu, ale nie ma wolności sumienia. Poza kościołami nie możemy głosić słowem naszej wiary w Jezusa Chrystusa, bo to podpada pod prawo o zakazie prozelityzmu. Nie mogę nawet opowiedzieć muzułmanom, czym jest Boże Narodzenie, bo ktoś może to uznać za prozelityzm.

A Ojciec często pisze, że kocha i czuje się kochany przez muzułmanów…

– I wciąż czuję się kochany. Jednak to bulwersuje, kiedy wyrzucają stąd chrześcijan. Albo tysiąc młodych uchodźców, Afrykanów, których obecnie mamy tu, w Tangerze. Przewędrowali całą Saharę, żeby przedostać się jakoś do Europy, która wydaje im się rajem. A tu są wyłapywani i wywożeni z powrotem na pustynię, czasem w kajdanach, a dziewczęta gwałcone. Próbujemy się jakoś opiekować, pomagać, ale to nie jest dobrze widziane. Mieliśmy już 2 wizyty policji w tej sprawie, a jutro znowu przyjdą badać naszą parafialną Caritas, w której działalność angażują się także muzułmanie.

Gdzie jest sens tej misji, skoro nie można liczyć na jej efekty?

– To niełatwa misja. Brak ludzkiej satysfakcji, często spotykamy przeszkody. Nasza obecność wśród muzułmanów jest jakąś niesamowitą tajemnicą. Jest mu potrzebna. A nam też – bo z jakichś powodów islam jest potrzebny Bogu. Od nich również możemy się uczyć: np. wielkiego oddania Bogu czy obrony własnych wartości. Wprawdzie ta obrona jest zniekształcana przez małą grupę ludzi stosujących przemoc, ale cała rzesza zwykłych muzułmanów tak nie myśli. Chcą żyć prosto, z Bogiem. Jedyną i całą motywacją do bycia tu jest Ewangelia, jej wezwanie do miłości. Nie powiem, że do miłości nieprzyjaciół. Nigdy nie powiem o muzułmanach nieprzyjaciele. Biorę ich za towarzyszy drogi. Po 9 latach pobytu tutaj myślę, że system państwowości związanej z islamem trudno zmienić. Ale mam wspaniałych przyjaciół muzułmanów, z którymi mogę wszystko. Jednak oni żyją w określonym systemie i muszę się z tym liczyć, nie mogę ich narażać. Potrzeba naszej obecności w islamie jest kwestionowana, bo widzimy islam powierzchownie, przez media. Ktoś, kto przyjeżdża do kraju muzułmańskiego i będzie wyłapywał elementy negatywne, nie jest w stanie uchwycić istoty chrześcijańskiej obecności tutaj. Ja nie chcę być cierpiętnikiem. Chcemy w Maroku nieść pokój i dobro.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama