Religia w szkołach w oczy kole

W Sejmie ma się odbyć pierwsze czytanie obywatelskiego projektu zmian w ustawie o edukacji.

Reklama

W Sejmie ma się odbyć pierwsze czytanie obywatelskiego projektu zmian w ustawie o edukacji, które to zmiany miałyby zakazać finansowania religii w szkołach. Prawnicy z Instytutu Ordo Iuris wskazali szereg wad tego projektu. Warto o nich wspomnieć jeszcze przed tym, jak rozpocznie się dyskusja w Sejmie.

Debaty bowiem, jakie ostatnio się toczą, sprowadzają się coraz częściej do ideologizowania, a coraz mniej się odnoszą do sedna sprawy. Tymczasem Instytut Ordo Iuris odnosi się do konkretnych propozycji zawartych w projekcie. M.in. do tej zasadniczej, by nie finansować nauki religii w szkołach ze środków publicznych. Zdaniem prawników jest to niemożliwe, gdyż w myśl Konstytucji nauka w szkołach publicznych ma być bezpłatna. Jeśli zatem jakiś przedmiot jest włączony do programu szkolnego, nie może być płatny.

W zgodzie z Konstytucją zaś, Kościół lub inny związek wyznaniowy o uregulowanej ma prawo do tego, by jego religia była przedmiotem nauki szkolnej. Jeśli zatem trzymać się statystyk, które wciąż podają, że chrześcijan w Polsce jest najwięcej, to trudno odbierać im prawo do tego, by przecież właśnie z podatków tej największej grupy społecznej finansować nauczanie wyznawanych przez nich religii.

Można się zastanawiać, czy jest sensowne wydawanie pieniędzy zbieranych od całego społeczeństwa, na cele, które tak szerokiego poparcia nie mają. A przecież i tak bywa. I to budzi zrozumiały opór. Jednak w sytuacji, gdy chodzi o wolę większości społeczeństwa, niezrozumiałe wydają się próby jej marginalizowania czy wręcz lekceważenia. Prawda, że marginalizowanie większości brzmi jak paradoks? A tym właśnie jest ten prezentowany przez "Świecką szkołę" projekt.

Jak wskazują eksperci z Ordo Iuris, jest on czymś jeszcze - bublem prawnym. Bublem, w myśl którego to uczniowie mieliby decydować o organizacji nauczania religii w szkołach ponadgimnazjalnych. "Postulat ten budzi zaskoczenie w kontekście obowiązującej w polskim prawie granicy pełnoletności, która została ustalona na 18. rok życia. Uczniowie szkół ponadgimnazjalnych uzyskują ją najczęściej w klasie 2 i 3, a roczniki, które w wyniku reformy zaczęły edukację w wieku 6 lat – nawet później" - przypominają prawnicy Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej.

Naprawdę trudno tego rodzaju propozycje, jak uniemożliwienie nauczania religii w szkołach, traktować inaczej niż atak na wartości chrześcijańskie. I nie uważam tak wcale z perspektywy wielkiego fana nauczania religii w szkole. Ta sytuacja nie jest idealnym rozwiązaniem. Wiadomo że jeśli korzysta się z pieniędzy państwowych, trzeba się też pogodzić z tym, że państwo będzie pewne własne zasady narzucać. Dlatego nauka religii w szkole jest właśnie nauką, a nie wychowaniem do wartości. Przynajmniej tak powinno być w teorii. Nauka czyli przyswajanie wiedzy. Bez emocji, bez tej głębi, którą powinno być wyznawanie religii rozumiane jako budowanie trwałej, stabilnej relacji z Bogiem.

Nauka to przede wszystkim poznawanie reguł i zasad. Równie dobrze można by się zatem uczyć religioznawstwa czy nawet astrologii. Państwu w zasadzie jest obojętne, na co wydaje pieniądze.

Natomiast nie jest to obojętne ludziom, którzy państwo tworzą. Jeśli już składamy się na pewne wspólne cele, to oczywistym jest, że zależy nam na tym, by jak najwięcej z tych pieniędzy było wydawanych zgodnie z naszym sumieniem. Dlatego też mam nadzieję, że ten projekt przepadnie i że zostanie uczciwie oceniony przez pryzmat jego merytorycznej zawartości, a nie zakrzyczany w debacie przez tych, którzy będą utrzymywać iż to zamach na wolność, ucisk i dyktatura.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maciek
    27.01.2016 17:56
    a ja jako świecki teolog zadaje pytanie z "zupełnie innej beczki" a mianowicie: czy nauczanie religii w szkolenie nie jest eklezjalnym błędem? Wspominam własna katechezę w "przy parafialnej salce" i wiem, że tej atmosfery nie ma w szkolnych salach. Wiem, bo miałem okazje uczyć się religii i w kościele i w szkole. Religia w szkole to tylko jeden licznych przedmiotów. co więcej w myśl zasad nauczania tego przedmiotu katecheci nie przekazują tam żywiej wiary lecz wiedzę o wierze. Nie sposób ocenić aktywności religijej uczniów ba nawet nie wolno tego oceniać. religie w szkole to taka "teologia dla uczniów szkól podstawowych" teologia dla gimnazjalistów itp. To zwykłe katechizmoznawstwo. Ateista może mieć szóstkę z religii w szkole i może z niej zdawać maturę. tylko czy o to chodziło nam wierzącym? Czy naprawdę Kościól Instytucjonalny nie widzi, że religia w szkole zrywa naturalną więź młodego człowieka z kościołem parafialnym? Że religia przy kościele tworzy pierwszą naturalną wspólnotę począwszy od faktu iż to ja jako młody chłopak/dziewczyna wybieram sam grupę z którą chodzę a w późniejszym okresie wybieram sam fakt chodzenia? Że skoro idę na religię to idę do kościoła? Że razem z kapłanem / katechetą modlę się przy żywej obecności Jezusa w Tabernakulum? Religia w szkole i to w takim wydaniu w jakim jest a więc w wersji katechizmonawstawa to prosta szeroka droga kościoła do wyprodukowania nowej jesieni lub zimy kościoła to prosta droga do tego, że gdy umrą ostanie osoby z naszego pokolenia to nawet juz nie będzie komu zgasić światła ... no chyba że kustoszowi. Z kościoła pozostanie tyle co z Klasztoru w Wigrach lub staroobząedowego w Wojanowie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama