Słowiańskie Delfy

Czyli rzecz o Arkonie, Świętowicie i jeziorze Świteź.

Reklama

Według Tatiany (...) żeby zrozumieć Białoruś, trzeba sięgnąć znacznie głębiej.

Na Rugii – opowiada – dziś niemieckiej wyspie – kiedyś wznosiła się pogańska świątynia nazywana Arkoną. Dla pogan było to centralne miejsce kultu – takie słowiańskie Delfy. Przez stulecia kapłani strzegli tam świętego ognia, palonego przed figurą Świętowita.

W 1168 roku duński król Waldemar zdobył Arkonę, posąg Świętowita obwiązano sznurami i przewrócono. O odbudowie świętego miejsca nie było mowy, po ataku Duńczyków rozpoczęła się chrystianizacja. Kapłani z Arkony uciekli przed chrześcijańskimi krzyżami na wschód. Schronili się w Połocku. Tam, na wzgórzu nad Dźwiną, zbudowali swoją świątynię.

Przez krótki czas w Połocku poganie współistnieli z chrześcijanami, ale jak to zawsze bywa między wyznawcami różnych wierzeń, zaczęły się konflikty. Zmuszeni do ucieczki, kapłani zdecydowali się przenieść ośrodek kultu w rejon Nowogródka, nad jezioro Świteź, które miało dla nich mistyczne znaczenie. Kiedyś stała na nim pogańska świątynia. Trudno powiedzieć, jak wyglądała, prawdopodobnie była symboliczną bramą wystającą z tafli wody.

– Rozumiesz? – pyta Tatiana. – Ostatni z pogan schronili się nad Świtezią. Kilka lat temu wynajęłam płetwonurków, którzy wykonali podwodne zdjęcia. Z tego, co udało się ustalić, wiadomo, że od brzegu szło się po kamiennej ścieżce ułożonej na dnie jeziora. O jej istnieniu wiedzieli tylko wtajemniczeni. Kiedy dno jeziora opadało głębiej, pojawiały się pale, po których prawdopodobnie można było dojść do bramy. Stała na podwodnym wzniesieniu, płetwonurkowie je sfilmowali, mniej więcej w jednej trzeciej długości zbiornika. Widziałem ten film: bulgot z reduktorów, silikonowe maski, ruchy płetw podrzucające w mętnej wodzie drobiny mułu.

– Dokąd prowadziła ta brama?

Tatiana zawiesza głos, a po chwili odzywa się:

– Wielu mówi, że Białorusini pochodzą od Krywiczów. W słowie Krywia kryje się słowo „krzywy”. Wiesz dlaczego? Świętowit w Arkonie miał w dłoniach róg. Zakrzywiony róg, stąd Krywicze. Od krzywego rogu. I jeszcze jedno. Wiesz, co było świętym zwierzęciem w Arkonie? Biały koń. Taki, jakiego mamy w naszym starym herbie: jedzie na nim rycerz. Nazwa herbu to Pogoń. Od pogan. Nasze godło to transformacja arkońskiego konia.

Innym razem Tatiana opowiada:

– Na ulicy podeszła do mnie stara szeptucha. Pomimo śniegu zalegającego na chodnikach była boso. Chwyciła ją za rękę, coś sobie powiedziały. Było to coś ważnego, jakieś sformułowanie, które potrafi zmienić cudze życie. Od tamtej chwili obie kobiety spięły się niewidzialnym łańcuchem, trwały w nim tak długo, aż zdaniem szeptuchy Tatiana była gotowa na inicjację.

Tatiana nie chce o tym za wiele opowiadać, zresztą tak jak o tych pierwszych słowach, mówi tylko, że Świteź ma dla niej kluczowe znaczenie. Jako właśnie narodzona do życia czarownica pływała nocą po jeziorze. Leżąc w całkowitej ciszy, mając pod sobą ukryte resztki pogańskiej bramy kosmicznej, patrzyła w gwiazdy.

Nie wiem, ile jest prawdy w jej opowieściach o arkońskim koniu i kapłanach nad Świtezią. To, co opowiadała, było piękne. Nawet jeśli musiała to wszystko wymyślić, żeby będąc pozbawioną prawdziwego miejsca na ziemi, ratować siebie.

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Koliste jeziora Białorusi". Autor: Mateusz Marczewski. Wydawnictwo: Czarne, 2017 r.

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama