Vodoun

Wyznawcy vodoun oddają cześć setkom loa, wierzą bowiem, że wszystko co żywe, wszystkie przedmioty, a nawet abstrakcyjne zjawiska to przejawy Boga.

16 lipca 1843 i 1881 roku Maryja objawiła się na szczycie palmy niedaleko wioski Ville Bonheur w górach w środkowym Haiti, by obwieścić, że nadchodzi koniec świata. Było to bardzo na rękę Kościołowi katolickiemu, palma rosła bowiem blisko podnóża urwiska, z którego spływa wodospad Saut d’Eau uważany przez wyznawców vodoun za święte miejsce, cel pielgrzymek. Księża od zawsze pragnęli wyplenić „pogański kult”, więc natychmiast postanowili wykorzystać szczęśliwy traf. Wzniesiono kaplicę, władze kościelne potwierdziły autentyczność objawienia i odtąd co roku na jego pamiątkę obchodzono specjalne święto.

Wkrótce w kaplicy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Coraz częściej księża znajdowali tam niewielkie naczynia z jedzeniem ustawione obok świec wotywnych. Gdy pojęli, co się za tym kryje, ich początkowy entuzjazm mocno ostygł. Liczyli, że uda im się przejąć święte miejsce vodoun, a tymczasem stało się coś wręcz przeciwnego. Miejscowi chłopi uznali, że Maryja to Erzulie Freda, bogini miłości, jej objawienie zaś było nie tyle cudem, ile błogosławieństwem, które dodatkowo rozsławiło wodospad.

Maryja ukazała się ponownie podczas amerykańskiej okupacji Haiti. Tym razem duchowni byli lepiej przygotowani. Miejscowy ksiądz oznajmił, że nie doszło do żadnego objawienia, a pogłoski o Maryi to tylko głupie przesądy. Zwrócił się do dowódcy marines stacjonujących w okolicy, by pomogli wyplenić kult, dowódca z kolei polecił haitańskiemu sierżantowi, by strzelił w kierunku oślepiająco jasnego światła otaczającego Dziewicę. Ta natychmiast przeniosła się na inną palmę, potem na jeszcze inną, aż wreszcie poirytowany ksiądz kazał ściąć wszystkie drzewa. Wówczas Maryja zmieniła się w  gołębia.

Ksiądz niedługo cieszył się ze swojego triumfu: wyruszywszy w  drogę powrotną, dowiedział się, że jego dom doszczętnie spłonął. Był to dopiero początek. Niespełna tydzień później księdza zabił udar. Amerykański oficer poniósł podobną karę, a sierżant Haitańczyk oszalał i odtąd błąkał się samotnie po lesie opodal wioski. Miejscowi opowiadali, że gołąb przez kilka dni nie opuszczał Ville Bonheur, potem zaś odleciał w stronę Saut d’Eau i zniknął w połyskującej mgle spowijającej wodospad.

***

W wapiennej skale wypłukanej przez Saut d’Eau utworzył się duży basen. Gdy dotarłem tam krótko po północy, był on skąpany w łagodnym świetle tysiąca świec. Pielgrzymi – dziesiątki dziesiątek ludzi – nurkowali i wynurzali się z wody, gromadzili się na skałach lub przed ołtarzami, śpiewali pieśni vodoun. Choć przez całe życie chłonęli promienie gorącego słońca, teraz trzęśli się z zimna i energicznie masowali dłońmi nagą skórę. Wysoko w górze inni pielgrzymi oddalali się ścieżką, którą tu dotarłem, szli w stronę horyzontu, wędrowali razem z nocnymi chmurami. Nad koronami strzelistych drzew mapou rozpościerało się niebo, gwiazdy zaś były gęste jak płatki wiosennych kwiatów.

***

Max Beauvoir wyjaśnił mi, że vodoun nie jest religią animistyczną. Zgodnie z haitańskimi wierzeniami drzewa, rośliny i kamienie nie mają duszy, lecz służą loa, te zaś są różnorodnymi reprezentacjami Boga. Istnieją choćby Agwé, duchowy władca morza, i Ogoun, duch ognia i metali. Są też Erzulie, bogini miłości, Guede, bóg zmarłych, Legba, który umożliwia komunikację między ludźmi a loa.

Wyznawcy vodoun oddają cześć setkom loa, wierzą bowiem, że wszystko co żywe, wszystkie przedmioty, a nawet abstrakcyjne zjawiska to przejawy Boga. Bóg jest najwyższą istotą, lecz trzyma się z dala od ziemskich spraw i w ogóle w nich nie uczestniczy.

Na co dzień Haitańczyk ma do czynienia wyłącznie z loa. Duchy żyją za wielką wodą, dzielą swój czas między Haiti a Gwineę, mityczną ojczyznę. Wyłaniają się z dna morza, zamieszkują rozległe równiny, schodzą kamienistymi drogami z górskich szczytów. Gnieżdżą się we wnętrzach głazów, w wilgotnych jaskiniach, w studniach. Wierni udają się do takich miejsc, tak jak my udajemy się do katedr. Nie oddajemy czci kościołom – uczęszczamy do nich, by zaznać obecności Boga. Na tym właśnie polega pielgrzymka...

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Wąż i tęcza. Voodoo, zombie i tajne stowarzyszenia na Haiti". Autor: Wade Davis. Wydawnictwo: Czarne.

Haiti 223

«« | « | 1 | » | »»