Drabina z nieba

Religie pomagają człowiekowi dojść do Boga – mówią religioznawcy i filozofowie. Bóg nie czeka, aż sam zdobędę niebo, sam schodzi na ziemię, by zabrać mnie do nieba – głosi chrześcijaństwo. To wielka różnica.

Kim jest Bóg? Jaki jest Jego stosunek do ludzi? Interesuje Go mój los, czy jestem Mu obojętny i tylko karze, gdy nie zachowuję Jego nakazów? Na te podstawowe ludzkie pytania od wieków próbują odpowiedzieć wszystkie religie świata. I wszystkie widzą w Bogu doskonałą Istotę, która jest ponad tym, co ziemskie i materialne, Siłę całkowicie różną od ludzkiego świata i panującą nad nim. Zamieszkując niedostępne dla śmiertelnika zaświaty, Bóg w różny sposób może wpływać na los ludzi. Nie zawsze Jego działanie jest przyjazne. Najczęściej jednak, wzywając Boga, wyznawcy różnych religii oczekują od Niego pomocy, a ostatecznie, w obliczu nieuchronnej śmierci, różnie rozumianego zbawienia. Co wyjątkowego jest zatem w przesłaniu, jakie głosi chrześcijaństwo? Spośród wszystkich religii świata chrześcijaństwo wyróżnia niesłychana zażyłość Boga z ludźmi. W żadnej innej religii Bóg nie jest tak bliski człowiekowi. W żadnej innej religii Bóg nie tęskni za człowiekiem tak bardzo, że sam się nim staje.

Zawsze miękkie lądowanie
Zacząć zdanie od „już w Starym Testamencie”, to zniechęcić czytelnika do dalszej lektury. Ale w tym wypadku trzeba tak zrobić. Bo Bóg Izraela to ktoś, kto będąc całkowicie ponad światem jest mocno zaangażowany w sprawy tego świata. Interweniuje, gdy Egipcjanie uciskają Jego lud i sam wyprowadza go z niewoli do Ziemi Obiecanej. Często walczy po stronie narodu wybranego, narażając się po wiekach na zarzuty, że ośmielił się wspierać jeden naród przeciwko drugiemu. Pokazał jednak przez to, że nie jest jak bogowie pogan, którzy „mają oczy, a nie widzą; mają uszy, a nie słyszą”. Potrafi tu i teraz obronić swoich wybranych. Ale nie waha się posłużyć innymi ludami jak biczem, by skarcić swój wybrany naród wtedy, gdy zapomina, kto jest jego Bogiem. Zawsze jednak pozostaje ponad światem. Przemawia z obłoku, przez swoich posłańców, i tylko jednemu człowiekowi, Mojżeszowi, pozwala zbliżyć się do siebie tak bardzo, że może on obcować z Nim „twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem”.

Bez wyjścia awaryjnego
W najśmielszych swoich oczekiwaniach judaizm, podobnie jak inne religie, nie spodziewał się jednak tego, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu: Bóg stał się człowiekiem. Nie tylko zamieszkał między nami, ale stał się jednym z nas. To prawda tak niesłychana, że – jak śpiewamy w jednej z kolęd – można ją porównać do paradoksów w rodzaju krzepnięcia ognia, ciemnienia blasku czy wyznaczenia granicy nieskończoności.

Człowiek mógł Boga dotknąć, ułożyć do snu, uśmiechnąć się do Niego, rozmawiać z Nim i zasiąść z Nim przy jednym stole. W Jezusie, prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku, Nieskończony tak bardzo zbliżył się do ograniczonego człowieka, że przyjął ludzkie obyczaje i ludzki los. Doświadczył ludzkiej codzienności, radości i cierpienia. I nie wycofał się z tego wyboru nawet wtedy, gdy ludzka złość zaprowadziła Go na krzyżową mękę.

Po schodach w dół
Drabina czy strome schody – to w dobie eleganckich wind anachronizm. A jednak w czasie Adwentu ten prosty rekwizyt stanowi dekorację wielu kościołów. U jej podnóża żłóbek. Na górze Dzieciątko, schodzące każdego dnia jeden stopień niżej. Do ludzi. Na ziemię.

W tym prostym symbolu kryje się więcej niż tylko uświadomienie, że z każdym dniem zbliżają się święta – te najbardziej oczekiwane w roku – Bożego Narodzenia. To prosta ilustracja prawdy, że Odwieczny Syn Boży naprawdę opuścił szczęśliwe niebo i zniżył się do zwykłych ludzkich spraw.

Jego przesłanie o miłości, sprawiedliwości i pokoju nie jest tylko pobożnym gadaniem ani utopijnym programem dla słabego człowieka. Bóg do tego stopnia wyszedł do człowieka, że zdecydował się zrealizować te ideały w twardej rzeczywistości ubogiego dzieciństwa, potem w zwykłej fizycznej pracy, a w końcu w trudzie publicznej działalności, zakończonej haniebną śmiercią.

To jedna z podstawowych różnic między chrześcijaństwem a innymi religiami. Większość z nich proponuje: jeśli chcesz osiągnąć niebo, wejdź na drabinę, którą szczodrobliwy Bóg w postaci przykazań czy obrzędów postanowił ci zesłać. Jeśli się po niej wespniesz, czeka cię szczęście.

Chrześcijaństwo stawia sprawę inaczej. Bóg chrześcijan sam schodzi na ziemię, do człowieka, podaje mu rękę, a słabego bierze nawet na ramiona, by zabrać do siebie. Człowiekowi pozostaje tylko mocno się trzymać swego Zbawcy. Nasze wyzwolenie ze skutków grzechu lub jego brak, czyli ostateczny los człowieka, nie wynika z kaprysu Boga.

On nie zamknął przed nami bram raju bez powodu. Zło jest czymś tak diametralnie przekreślającym zasady autentycznej miłości, że dla prawdziwego szczęścia nie może go w człowieku pozostać nawet odrobina. Na szczęście w swoich wysiłkach osiągnięcia nieba, słabi i niedoskonali, nie jesteśmy zdani tylko na własne siły. Jest z nami dobry Bóg. Schodzi na nasz poziom, aby wynieść nas na poziom nieba.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Autopromocja