W miasteczku Sejny

W Sejnach, jak dawniej, słychać litewski przeplatający się z polskim. Staroobrzędowcy mówią po polsku. Tylko Żydzi milczą. Za to przychodzą w muzyce klezmerskiej granej wieczorami w Białej Synagodze.

Ruszyliśmy do granic (na szczęście nie wytrzymałości), by sprawdzić, czy hasło „Polska jest jak obwarzanek – to, co dobre, jest na obrzeżach” ma wciąż rację bytu. Doskonale wiemy, jak zmieniły się granice od czasu, gdy Józef Piłsudski wypowiadał tę słynną dewizę, dostosowaliśmy się więc do dzisiejszych miejsc pogranicza. Wybraliśmy krainy na krańcu mapy, na styku. Przestrzenie, w których mieszają się języki, narodowości, kultury, wyznania. Urzekające pięknem krainy, gdzie Wschód spotyka Zachód, Bizancjum – Rzym, a Tomasz z Akwinu – Mikołaja Cudotwórcę. Tygiel kultur i religii. Miasteczka, w których po brukowanych uliczkach spacerowali ramię w ramię Polacy, Litwini, Niemcy, Żydzi, Cyganie, staroobrzędowcy. W tym odcinku zapraszamy do Sejn, na spotkanie z Litwinami, staroobrzędowcami i Polakami wspominającymi swoich dawnych żydowskich sąsiadów.

Od 20 lat koncerty tej muzyki daje Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego, założona przy Ośrodku „Pogranicze”. Kiedy czekam na wakacyjny występ, w oknach dawnej szkoły naprzeciw synagogi widzę młodych Żydów, wydaje się, że z pejsami. Obok przystojnych chłopaków stoją ładne dziewczyny, jak na archiwalnych zdjęciach sprzed wojny. Dopiero kiedy idą grać, przekonuję się, że to członkowie zespołu.

Helena Okulanis w 1939 r. miała dziewięć lat. Urodziła się we wsi Michnowce, gdzie mieszkali sami Polacy, graniczącej z litewskimi Kleiwami, z jedną tylko polską rodziną. W tym, jak mówią, kącie suwalskim wydaje się, że wioski stanowią naturalne przedłużenie przygranicznego miasta. – Albo przyjeżdżałam z rodzicami, albo my same szli piechotami, a zimą sankami – opowiada, jak pokonywała 6 km do Sejn. – My sporo pieszo chodzili na bosaka, buty wiatróweczki niosąc w ręku. Przy koszarach my obuwali się, bo tak w mieście trzeba. U panów Żydów w sklepikach jednego cukiereczka Raczka zwykle sobie kupowałam. Papierek był gruby z pięknym raczkiem, a w cukierku więcej krochmalu, ale nigdy lepszego smaku już nie czułam. Jak był odpust, to dwa, trzy cukierki kupowałam, a tak to jeden. Bo my byli chowani w innym życiu, nie jak teraz. (śmiech) Ni jednego tego bloku wtedy nie było – pokazuje panoramę osiedla. – Tylko „biskupa mur”, co wyłazi zza krzaków, synagoga, szkoła i kilka żydowskich domków zostało. My z żydowskim narodem i z Litwinami całe życie zgodnie przeżyli. Wcześniej mieszkali tu jeszcze Niemcy, Rosjanie, Tatarzy. Uważam, że między nami było grzecznie, bez „rozrubów”, nienawiści, my się dobrze rozumieli. Dzisiaj już mojego pokolenia nie ma. Z mojej wioski zostały cztery dziewczyny, ale z żadną się nie dogadam, bo mają zaniki pamięci, nie poznają mnie. A z chłopców żaden już nie żyje – opowiada. Do Sejn przeprowadziła się w 1964 r. Mieszka na nowym osiedlu i przyznaje, że ceni tu sobie spokój.

Nie takie małe

– Zanim zje się kajzerkę, można obejść całe miasto – śmieje się pani Helena z tego, co dawniej mówili o Sejnach, podkreślając, że są takie małe. Ale z czym ta kajzerka? Z samymi smakowitościami. Wszystko, co najpiękniejsze, miasteczko zawdzięcza dominikanom. Według przekazów to oni zbudowali w nim pierwszą bożnicę. W XVIII w. sprowadzili tu żydowskich kupców i rzemieślników, żeby ożywić handel. Otrzymali miasto od jego założyciela, bezdzietnego Jerzego Grodzieńskiego. Przekazanie fundacji potwierdził król Zygmunt III Waza. Dziś w centrum wznosi się okazała bazylika mniejsza pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Dominikanie zbudowali ją w latach 1610–1619, a potem przebudowali w stylu baroku wileńskiego. Pielgrzymi przybywający do świątyni modlą się przed cudami słynącą Matką Bożą Sejneńską. Madonna szafkowa z Dzieciątkiem pochodząca z XV w. to unikatowy zabytek. Podobne do niej Matki Boże można zobaczyć tylko w Paryżu i Norymberdze.

Uwagę przyjezdnych przykuwa wyłaniający się zza świątyni klasztor z 1706 r. w stylu fortecy – jedyna taka budowla w północno-wschodniej Polsce. Przy wąskich uliczkach dużo sklepików zaopatrzonych lepiej niż w wielkich miastach. Zwłaszcza te z artykułami kosmetycznymi dla przyjeżdżających na tańsze zakupy Litwinów. Nie trzeba jechać za granicę, żeby w knajpkach zjeść litewskie kartacze, bliny, wypić kwas. Na deser kuszą sękacze, przypominające pień drzewa z sękami, i słodkie mrowiska. Niedaleko Białej Synagogi znajduje się siedziba „Pogranicza” Małgosi i Krzysztofa Czyżewskich, którzy organizując życie kulturalne w mieście i w regionie, nieustannie zaznaczają obecność instytucji w wielkim świecie. Przyroda wchodzi do miasta z bujnie zarośniętą rzeką Marychą. – To nią polskie bobry od lat bez zezwolenia przekraczały granicę z Litwą – śmieje się Krzysztof Palewicz, znakomity fotograf przyrody ze wsi Półkoty, nazywany tutejszym Puchalskim.

Chwasty

– Język litewski, z grupy języków indoeuropejskich, to jeden z najstarszych języków świata – mówi Olgierd Wiaktor, szef Litewskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego św. Kazimierza, starającego się podtrzymywać litewską tradycję, będąc blisko Kościoła. Siedziba towarzystwa mieści się obok konsulatu Republiki Litewskiej. Jest pewien, że w prawie 6-tysięcznych Sejnach mieszka 20 proc. Litwinów, choć spis ludności wykazał, że jest ich 9 proc.

Na ścianie jego biura zwraca uwagę ogromne zdjęcie tonącego Titanica. W Sejnach szczególnie obchodzono setną rocznicę katastrofy, bo na legendarnym statku zginął młody ksiądz Juozapas Montvilla, który kształcił się w sejneńskim seminarium. Nie przyjął propozycji zejścia do łodzi ratunkowej, ale został na statku i pełnił posługę.

Pan Olgierd jest też redaktorem naczelnym kwartalnika „Saltinis”, co znaczy „źródło”. Opowiada z dumą, że w latach 1906–1915 pod tą nazwą funkcjonowały w Sejnach cenione wydawnictwo i drukarnia, zaopatrujące w książki całą Litwę. Wydano w nim 368 tytułów po polsku, litewsku, łacinie, rosyjsku, esperanto, a nawet publikacje nutowe. – Tu była centralna drukarnia Litwy, nasze wydawnictwo jest jej kontynuatorem – podkreśla. – Nasza mniejszość ma obywatelstwo polskie, a narodowość litewską – przyznaje, mówiąc, że sam ma podwójne obywatelstwo. – Płacimy podatki, pracujemy, jesteśmy wartościowymi obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej – zaznacza. Ubolewa, że konflikt polsko-litewski rozpoczęty w 1918 r. ciągnął się latami: – Tak się te niesnaski zakorzeniły, że do tej pory chwasty wychodzą – mówi. Przyznaje, że są cechy odróżniające nasze nacje. Skądś się przecież wzięło powiedzenie „Uparty jak Litwin”. Ale ostatnimi czasy to się zmienia. – Pod sklepami słychać mowę litewską, bo z Litwy masowo przyjeżdżają na zakupy. Gdy idę przez miasto, mówię po polsku albo po litewsku.

Skłóceni

Od lipca 1919 r. granica polsko-litewska została wyznaczona na tzw. linii Focha. Kiedy oddziały niemieckie opuściły te ziemie, Polacy 23 sierpnia 1919 r. zainicjowali powstanie przeciw litewskiej administracji na Sejneńszczyźnie. – 11 razy Sejny przechodziły z rąk do rąk – opowiada pan Olgierd. 13 września przyjechał marszałek Piłsudski i zakończył konflikt. Ostatecznie na mocy ugody w Suwałkach w 1920 r. Sejny i północna Suwalszczyzna zostały przyłączone do Polski. Od tej pory, według niego, zaczęła się wzajemna niechęć. Na ścianach sejneńskich domów nieraz pojawiały się napisy: „Dobry Litwin to martwy Litwin”. – W latach 40., na podstawie porozumienia między Sowietami a Hitlerem, doszło do wymiany ludności – opowiada Sigitas Birgelis. – Niemcy z Litwy przyjeżdżali tu, a Litwini jechali na ich miejsce. Zmuszono do wyjazdu połowę z 15 tys. Litwinów z regionu. Potem Niemcy zasiedlali ich pod Wilnem w gospodarstwach Polaków. Udało im się nas skłócić – Hitlera nie ma, a nienawiść trwała lata – dodaje. Pan Sigitas jest znanym litewskim poetą, tłumaczem, fotografikiem, autorem filmów dokumentalnych. Przed 25 laty założył wydawnictwo „Aušra” (jutrzenka). Dokumentuje też ślady walecznych Jaćwingów, którzy ponad tysiąc lat temu zamieszkiwali te tereny. Mieszka i pracuje w pobliskim Puńsku, gdzie społeczność tworzy 80 proc. Litwinów. Przyznaje, że do 10. roku życia mówił wyłącznie po litewsku. Dopiero w szkole zorientował się, że mieszka w Polsce. Przypomina, że miejscowy samorząd przez lata nie reagował na działania tzw. nieznanych sprawców. Kiedy w Sejnach powstał konsulat Republiki Litewskiej, na początku ktoś ustawicznie znieważał litewską flagę. Gdy otwarto litewską szkołę – na drugi dzień wybito szyby w siedmiu oknach.

Zmiany

Podobny problem pojawił się w sejneńskiej bazylice, gdzie długie lata nie było Mszy św. w języku litewskim. – Po soborze chcieliśmy się modlić w swoim języku – opowiada pan Olgierd. – Przez dziesięć lat w niedzielę po Sumie w bazylice zbierała się grupka Litwinów, prostych odważnych rolników, którzy śpiewali litewską pieśń „Maryja”. Wreszcie zebrano 2,5 tys. podpisów i przez duchownych z Zachodu wysłano do Jana Pawła II prośbę o uregulowanie problemu. 1983 rok był graniczny. Po interwencji papieża miejscowi duchowni zaczęli odprawiać Mszę po litewsku. – Teraz mamy swoje Msze, chór, ale maleje liczba chodzących do kościoła – zamyśla się pan Olgierd. – Spotykamy się w Domu Litewskim, dzieci chodzą do szkoły litewskiej Ziburis (źródełko). Mamy wszystko, a młodzieży chętnej do działania coraz mniej. – Teraz wiele się zmieniło, nikt nie boi się rozmawiać po litewsku – pan Sigitas pamięta, że kiedy jako dziecko jechał z rodzicami do Sejn, ci mówili wyłącznie po polsku. – Dziś wójtem gminy Sejny jest Litwin, a wybrali go głównie Polacy – uśmiecha się.

Ojczyzna

Anna Moskalow jest starowierką, nie tak praktykującą – mówi – jak rodzice Grzegorz i Anastazja. W kuchni bloku modli się przed ikoną w staro-cerkiewno-słowiańskim: „Gospodie, pomiłuj nas…”. – Zaczynam się żegnać dwoma palcami od lewej strony, żeby Bóg od tej złej strony sprowadził mnie do prawej – pokazuje. W soboty i niedziele jeździ do cerkwi w Suwałkach, gdzie sprawuje liturgię pop dojeżdżający z Rygi. Urodziła się we wsi Sztabinki, nazywanej wioską staroobrzędowców. Pracuje jako intendentka w Centrum Kształcenia Rolniczego w Sejnach. Przyznaje, że w okresie przedświątecznym oraz w środy i piątki praktykuje ostry post. Tradycyjnie kobiety starowierskie powinny ubierać się po kobiecemu, a mężczyźni – zapuszczać brody. Modlitwy w ich cerkwi zwykle trwają ponad dwie godziny. – Nikt nigdy mnie nie atakował dlatego, że jestem starowierką, chyba że jakieś jednostki patologiczne – mówi. – Sąsiedzi z innych wsi, Polacy i Litwini innej wiary, uznawali nasze święta, a my ich. Mój ojciec napominał, że prawo i zasady kraju, w jakim się żyje, trzeba szanować. U nas w rodzinie mówiliśmy prostym rosyjskim, ale kiedy przychodzili polscy sąsiedzi, to przechodziliśmy na polski. To samo było w pracy. Kiedyś z siostrą rozmawiamy po polsku, a koleżanka Litwinka podchodzi i pyta, czemu mówimy w obcym języku. No to trzeba się zapytać: „Gdzie żyję?”. W Polsce, bo to moja ojczyzna. I już masz dobrą odpowiedź.

Wóz „poduszków”

– Starsze pany Żydy sobie przypominam – Perkal, Zoroch, gospodarne, oszczędne – opowiada Helena Okulanis. – W sklepach mieli zapałki, cukier, worek soli, śledzie, materiały na garnitury, sukienki. Najładniejsze były te w gęsią skórkę – w drobne, ładne kwiateczki. I ładny kreton, po parę sztuk. Nieraz nam na krecha dawali, bo ojca Stanisława znali i wiedzieli, że nie oszuka. Od nas gęsi zakupywali, żeby z piór robić pierzyny. Żyd sejneński, jak brał ślub, to wycinał drzwi w ścianie, robił osobne wejście i nie mieszkał z rodzicami, ale sam, nie jak u nas. Przed czystką jeden przywiózł na naszą wieś drabiniasty wóz „poduszków”. Leżeli tam i czekali. Aż kiedyś przyjechał i znów je wziął do miasta, a następnego dnia Niemcy Żydów zabrali. I został po nim wóz białych poduszek – opowiada. Według spisu w 1931 r. Sejny zamieszkiwało 819 Żydów. W listopadzie 1939 r. deportowano ich na Litwę, gdzie w 1941 r. zostali zamordowani. „Minęło tyle lat,/ harmonia znów gra,/ obłoki płyną w dal,/ znów toczy się świat” – mogłaby zaśpiewać pani Helena, parafrazując żydowską piosenkę „W miasteczku Bełz”. Ale woli wyjść na spacer ulicami miasta, gdzie duchy spacerują z żywymi. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.