Turecki sen o Wiedniu

Turcja, Iran, Arabia Saudyjska, Egipt, Izrael. Te kraje od dawna rywalizują o miano najważniejszego mocarstwa na Bliskim Wschodzie. Wygrywa zdecydowanie Turcja. Czy dla cywilizacji zachodniej to na pewno dobra wiadomość?

Reklama

Szablonowe depesze agencji prasowych przyzwyczaiły nas już do zdań w rodzaju: „Iran jest największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa międzynarodowego”; „Należy powstrzymać Iran”; „Silny Iran zagrożeniem dla stabilności w regionie” itp. Oczywiście kraj rządzony przez ajatollahów trudno nazwać najbardziej przewidywalnym, zwłaszcza gdy stanie się mocarstwem nuklearnym. W gruncie rzeczy jednak ten czarny PR, jaki Iran ma na Zachodzie, jest wynikiem nie tylko potencjalnego zagrożenia, jakie może stworzyć dla sąsiadów, zwłaszcza dla Izraela, ale również efektem rywalizacji o miano regionalnego mocarstwa innych krajów, w tym cenionych na Zachodzie, jak Arabia Saudyjska czy właśnie Turcja.

Ta ostatnia wydaje się właściwie obiektem westchnień wszystkich wierzących w to, że demokracja na wzór zachodni jest możliwa w kraju muzułmańskim i że wobec tego należy otworzyć jej szeroko drzwi zachodnich struktur.

Wielbiciele nie zdążyli jednak zauważyć, że „świecka republika” (która też nie była dobrym rozwiązaniem, bo tępiła wszelkie publiczne, i nie tylko, przejawy religijności) w międzyczasie przeszła zasadniczą przemianę. Sami zainteresowani nie ukrywają, że celem jest nie tyle integracja z Europą, co jej opanowanie. Znamienne są słowa Necmettina Erbakana (byłego premiera oraz ideologicznego guru obecnego prezydenta i premiera Turcji), wypowiedziane w Niemczech w 1989 r.: „Europejczycy są chorzy. Podarujemy im lekarstwo. Cała Europa stanie się islamska. Podbijemy Rzym”. Ponieważ zaś ani Arabia Saudyjska (bogata, ale słabo zaludniona), ani Egipt (gęsto zaludniony, ale biedny), ani Iran (słaba gospodarka i międzynarodowa izolacja), ani tym bardziej Izrael (mały i otoczony wrogami) nie są w stanie w najbliższym czasie zagrozić pozycji Turcji (imponujący wzrost gospodarczy, silna armia, szybki przyrost naturalny), warto przyjrzeć się bliżej prawdziwym aspiracjom obecnych tureckich elit rządzących.

Turcja antyreligijna…

Zacznijmy od przypomnienia tła historycznego. Po upadku Imperium Osmańskiego i przejęciu władzy przez Mustafę Kemala (znanego jako Atatürk – ojciec Turków) na początku XX w. rozpoczęła się prawdziwa rewolucja kulturalna. Tak zwani Młodoturcy, do których należał Atatürk, chcieli m.in. zerwać z prymatem religii nad życiem społecznym. Ale świeckość państwa nie oznaczała bynajmniej wiernego naśladowania zachodniego modelu. Chodziło raczej o odwrócenie ról i przejęcie przez państwo kontroli nad religią. A dokładnie przez wojsko, które miało stać na straży laickości państwa. Generałowie kilka razy musieli interweniować, kiedy pojawiało się zagrożenie, że do władzy, w wyniku wyborów, mogliby dojść islamiści. W ciągu kilkudziesięciu lat miało miejsce kilka udanych zamachów stanu, którymi kierowali czujni wojskowi. Młodoturcy rozwijali także ideę „panturkizmu”, tzn. zjednoczenia wszystkich ludów posługujących się językiem tureckim. Wiązało się to również z „wyczyszczeniem” Turcji z wszelkich „wielonarodowościowych naleciałości”.

To m.in. było źródłem pierwszego w XX w. ludobójstwa, jakiego tureccy nacjonaliści dokonali na Ormianach. Czystki objęły również Greków, którzy zostali zmuszeni terrorem do opuszczenia swoich domów. Prof. Roberto de Mattei, włoski historyk, w książce „Turcja w Europie” przytacza opinie innych badaczy, potwierdzających wyraźnie antychrześcijański charakter deportacji Greków. W ten sposób nowe władze tureckie pozbywały się starożytnych mieszkańców tych ziem. Świadkiem rzezi, jaką Atatürk urządził Ormianom i Grekom w Smyrnie, był m.in. amerykański konsul. Powiedział potem, że był to ostatni akt „konsekwentnej polityki eksterminacji chrześcijan na ziemiach byłego Imperium Osmańskiego”. Do dziś mówienie w Turcji o tych wydarzeniach uznawane jest za zdradę, którą niektórzy niepokorni przypłacili życiem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • wierny
    30.06.2013 11:10
    Jeszcze cztery lata, może siedem i islam będzie tylko wspomnieniem. Jeśli muzłmanie się nie nawrócą, w co wątpię to zostaną zmiecieni przez Boga w wyniku kar dla ziemi jakie nadeją wskutek naszych grzechów.
  • M.R.
    30.06.2013 20:19
    Nie sądzę, by Turcja miała takie ambicje. Ja nie wiem, czy autor artykułu był kiedykolwiek w Turcji, rozmawiał z tymi ludźmi. Wątpię. Owszem, oni mieli i może dalej mają aspiracje przystąpienia do Unii Europejskiej. Takie same jak miała Polska, potem Bułgaria, Rumunia, teraz Serbia. To się bierze z różnicy w poziomach bogactwa, rozmaitych świadczeń, poziomu wolności, dostępu do demokracji w takim sensie jak my to rozumieliśmy będąc w sowieckiej niewoli. Każdy emigrant, a Turcja ma ich sporo, potęguje ten pęd na Zachód, tą potrzebę osiągnięcia osobistego szczęścia i zamożności. A jednocześnie Turcja, niezależnie od stopnia laicyzacji JEST krajem muzułmańskim. A jakim ma być? Katolickim? Ostatni cesarz, padł zabity podczas obrony Konstantynopola, ortodoksja przegrała w zderzeniu z islamem i stąd tego konsekwencje. Gdyby Sobieski zdobył Konstantynopol, no to by była inna rozmowa. Turek idzie się modlić do meczetu, nie do Kościoła, ale jednocześnie ten sam Turek, choć tego nieświadomy, ma w swoim kraju większą wolność i osobista i gospodarczą niż inwigilowany na wszystkie sposoby Europejczyk. Co ważniejsze Turek ma autentyczną radość życia i bezpośredniość zachowania, na która poprawny politycznie Europejczyk już sobie nie może pozwolić. Turcy, dopiero dzięki kryzysowi gospodarczemu odkrywają, że to oni, ze swoim liberalnym systemem są potęgą gospodarczą, a nie Unia Europejska. I na tym terenie są w stanie spokojnie pokonać Unię. To tylko kwestia czasu. To nie będzie tak, że tureccy muzułmanie zaleją Europę, nie oni ja wykupią. A o swobody polityczne też potrafią walczyć, jak dowodzą ostatnie zamieszki. Przeciętny Turek wcale nie chce żyć w kraju, którym będą rządzili imamowie. Europa jak zwykle boi się nie tego czego powinna. Gdy się okaże, że właścicielem BMW, czy Brauna jest Turek i to on daje zatrudnienie i Niemcom i niemieckim Turkom, nikt mu nie zabroni postawić meczetu, gdzie tylko będzie chciał, a europejczycy będą musieli szanować obca sobie kulturę, skoro nie potrafią własnej, a o rozwój własnego kraju dbają tak jak rząd Tuska. Ja rozumiem, gdyby go wstawiono do reprezentacji Polski w piłce nożnej, już gorzej by nie było niż jest, ale do rządzenia krajem?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama