Emirat kontra kalifat

Samozwańczy kalifat, ogłoszony przez Państwo Islamskie na części terytorium Iraku i Syrii, rozprzestrzenia się na inne regiony i ogłasza je swoimi wilajetami, ale jego pojawienie się na Kaukazie zamiast wzmocnić raczej skłóci i osłabi tamtejszych dżihadystów.

Reklama

Od 2007 r. zbrojne powstanie na Kaukazie, wywołane w połowie lat 90. przez domagających się niepodległości Czeczenów, toczy się pod sztandarami Emiratu Kaukaskiego. W czeczeńskiej partyzantce górę wzięli wówczas komendanci przedkładający solidarność wiary nad pokrewieństwo narodowościowe i uważający, że od niepodległej Iczkerii ważniejsze jest przekształcenie całego Kaukazu w muzułmański kalifat. Doku Umarow - następca czeczeńskich przywódców Dżochara Dudajewa i Asłana Maschadowa - wyrzekł się wtedy tytułu powstańczego prezydenta Czeczenii na rzecz emira Kaukazu.

Rozłam wśród Czeczenów na zwolenników emiratu i niepodległości, a także rozszerzenie powstania na cały Kaukaz było początkiem końca czeczeńskiej dominacji w partyzantce, do której przyłączały się oddziały z innych kaukaskich republik, przede wszystkim Dagestanu, Inguszetii i Kabardyno-Bałkarii. Proces ten zwieńczyła śmierć Umarowa, otrutego przez Rosjan jesienią 2013 r., i wybór na jego następcę dagestańskiego Awara Alego Aschaba Kebekowa, noszącego powstańcze imię Ali Abu Muhammed. Już wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że czeczeńskim komendantom nie podoba się, iż przywództwo wywołanego przez nich powstania przeszło w ręce innych, a młodsi i radykalniejsi dowódcy narzekali na brak doświadczenia bojowego nowego emira (u Umarowa był najwyższym sędzią) i jego umiar.

Emir zakazał bowiem wykorzystywania kobiet do przeprowadzania samobójczych zamachów bombowych, a także wszelkich operacji zbrojnych, w których mogłaby ucierpieć ludność cywilna. Kaukaskie powstanie, które gasło już za czasów Umarowa, pod rządami Alego Aschaba Mohammeda praktycznie zamarło. Partyzantom nie udało się zakłócić zimowej olimpiady w Soczi, a walki ograniczały się niemal wyłącznie do górskich regionów Dagestanu i kilku zamachów bombowych w Czeczenii.

Główną przyczyną niepowodzeń partyzantów stała się przeprowadzona przez Rosjan pacyfikacja Kaukazu, mająca zapewnić spokój podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi. Rosjanie zabili i aresztowali wielu komendantów, dziesiątkując i tak już nieliczne partyzanckie oddziały. Rosyjskie obławy oraz narastająca, wynikająca z poczucia bezsilności frustracja kaukaskich partyzantów sprawiły, że już latem 2013 r. zaczęli masowo wyjeżdżać z Kaukazu do Syrii, by zaciągać się na tamtejszą wojnę. Szacuje się, że w partyzanckich armiach w Syrii walczy 2-3 tys. Czeczenów - połowa z Kaukazu, połowa z czeczeńskiej diaspory w Europie i na Bliskim Wschodzie.

Już Umarow krytykował tych, którzy porzucali służbę w jego armii i wyjeżdżali do Syrii. Wtedy jednak nie kwestionowano jego przywództwa. Pod rządami Alego Aschaba Muhammeda pielgrzymki kaukaskich partyzantów na Bliski Wschód nie tylko przybrały na sile, ale doszło do otwartego konfliktu między tymi, którzy przystawali do kalifatu i Państwa Islamskiego, oraz tymi, którzy walcząc w Syrii, pozostawali wierni Emiratowi Kaukaskiemu.

Pod koniec zeszłego roku spór między zwolennikami kalifatu i emiratu przeniósł się z Syrii na Kaukaz, gdzie kilkunastu tamtejszych komendantów partyzanckich, głównie Czeczenów, ale też wielu Dagestańczyków z tamtejszych ludów rywalizujących z Awarami (ci pozostają póki co wierni rodakowi emirowi), wypowiedziało posłuszeństwo emirowi i przysięgło wierność kalifowi. Emir ogłosił ich zdrajcami, a kalifa - uzurpatorem. Buntownicy odparli, że wolą walczyć, zwyciężać i żyć jak w 5-gwiazdkowym hotelu (kalifat uważany jest za najbogatszą na świecie partię dżihadystów), niż "chować się po górach i jeść liście".

Kaukaski emirat od początku swego istnienia opowiadał się za Al-Kaidą. Póki żył Osama bin Laden, kierowane do niego prośby o uznanie tamtejszego powstania za kaukaską filię Al-Kaidy pozostawały bez odpowiedzi. Osama nie był zainteresowany Kaukazem. Był on za to dużo bliższy Ajmanowi al-Zawahiriemu, który po śmierci Saudyjczyka w 2011 r. przejął przywództwo Al-Kaidy. W połowie lat 90. Zawahiri osobiście odwiedził Kaukaz, a nawet został aresztowany przez Rosjan i odsiedział pół roku w rosyjskim więzieniu.

W bratobójczym konflikcie dżihadystów między Al-Kaidą i kalifatem kaukaski emirat jednoznacznie opowiada się za Al-Kaidą. Poza częścią partyzantów, którzy już wyjechali i walczą w Syrii i Iraku, na Kaukazie po stronie kalifatu są ci, którzy rywalizowali z obecnym emirem o schedę po Umarowie i liczą na finansowe wsparcie kalifatu. Jednak kalifat, podobnie jak niegdyś Osama bin Laden, tocząc wojnę przede wszystkim z Zachodem, nie uważa Kaukazu za obszar, którym należy się pilnie zainteresować i narażać tym samym na konflikt z Rosją.

Wątpliwe też, by kaukascy partyzanci, którzy wyjechali do Syrii i Iraku, mieli wrócić na Kaukaz i sami utworzyć tam nowy wilajet kalifatu. Wszystko wskazuje raczej na to, że mając zamkniętą drogę powrotną, już na stałe pozostaną na Bliskim Wschodzie lub w Turcji.

Exodus partyzantów na Bliski Wschód, brak pieniędzy i rosyjskie represje osłabiły kaukaski emirat, a schizmy wywołane przez jego spór z iracko-syryjskim kalifatem raczej go dalej wyczerpią, niż wywołają na Kaukazie nową wojnę. Mairbek Waczagajew, były sekretarz Maschadowa, a dziś jeden z najbardziej cenionych ekspertów od spraw Kaukazu, wieszczy nawet, że spór między emiratem i kalifatem może wskrzesić pogrzebaną już Iczkerię, o której mogą sobie przypomnieć czeczeńscy partyzanci, rozczarowani tak emirem, jak kalifem.

Wojciech Jagielski

 

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama