Nożami chcą otworzyć drogę do świątyń

Od początku października rośnie napięcie w Jerozolimie i na terytoriach Autonomii Palestyńskiej; uzbrojeni w noże palestyńscy zamachowcy atakują Żydów. Zginęło ponad 40 osób. Zdaniem szefa instytutu Izropa dra Jerzego Wójcika jest to początek kolejnej intifady.

Reklama

Nowa fala przemocy w Jerozolimie i na terytoriach Autonomii Palestyńskiej jest już na tyle niepokojąca, że pod koniec tygodnia z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu i prezydentem Autonomii Mahmudem Abbasem ma się spotkać sekretarz stanu USA John Kerry.

Iskrą zapalną, która doprowadziła do nowych ataków, jest kolejna odsłona sporu o dostęp wyznawców islamu i judaizmu do obiektów sakralnych na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Według eksperta International Crisis Group Nathana Thralla, który powołuje się na źródła w Izraelu, "dostęp do Al-Aksa stanowi dla Palestyńczyków czerwoną linię (...), ludzie nie pozwolą na to, by Izraelczycy ograniczali dostęp muzułmanów do okupowanego świętego miejsca (islamu), zwłaszcza że rośnie liczba izraelskich aktywistów, którzy mogą je odwiedzać pod zbrojną ochroną" - pisze Thrall na łamach "New York Timesa".

W pobliżu Wzgórza Świątynnego, gdzie znajduje się święty dla muzułmanów meczet Al-Aksa, doszło już do kilku ataków palestyńskich nożowników. Mają one odstraszyć Izraelczyków od odwiedzenia tej części miasta. Palestyńczycy obawiają się utraty wyłącznej kontroli nad Wzgórzem Świątynnym mimo wyraźnej deklaracji premiera Benjamina Netanjahu, że w przypadku meczetu Al-Aksa zostanie zachowane status quo.

Według dra Wójcika z think tanku Izropa, który specjalizuje się w relacjach izraelsko-europejskich, do eskalacji napięć przyczyniły się też inne względy. Palestyńczycy są sfrustrowani nieefektywnymi działaniami Abbasa, który zabiega o państwo palestyńskie na forum ONZ.

"W tej kwestii panuje zastój, nie ma wystarczającego poparcia międzynarodowego dla sprawy Palestyńczyków, brak zainteresowania dla ich wysiłków" - mówi Wójcik.

"To jest kolejna przyczyna narastającego konfliktu, który nie będzie szybko rozwiązany i potrwa zapewne dwa, trzy lata" - uważa ekspert.

Napięcie rośnie po obu stronach konfliktu. "W ubiegłym tygodniu izraelski minister wezwał do zburzenia wszystkich palestyńskich domów, które zostały zbudowane bez stosownych pozwoleń we Wschodniej Jerozolimie (...). Burmistrz Jerozolimy wezwał izraelskich cywilów do noszenia przy sobie broni. Tłumy skandujące »Śmierć Arabom« przemaszerowały przez ulice" - pisze Thrall.

"Sondaż przeprowadzony wśród Palestyńczyków wykazał, że intifadę popiera 57 proc. respondentów, ale wśród mężczyzn w wieku od 18 do 22 lat poparcie to wynosi 71 proc." - podaje NYT.

"Jednego możemy być pewni: reakcja Netanjahu będzie ostra, aby stłumić konflikt w zarodku" - prognozuje Wójcik.

Uważa on jednak, że ta intifada nożowników nie przerodzi się w zorganizowane ataki lepiej uzbrojonych zamachowców. "Palestyńczycy po prostu nie mają na to środków" - dodaje. Według NYT perspektywa nowego konfliktu jest jednak bardzo niepokojąca: "ataki zataczają coraz szersze kręgi; (izraelskie) retorsje również; panuje trwożliwe przekonanie, że to, co się dzieje, to dopiero początek" poważniejszej konfrontacji.

"Być może najbardziej znaczącym sygnałem jest to, że niezależnie od intencji ich przywódców Palestyńczycy w Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu nie mają zamiaru zapewnić Izraelowi spokoju, jeśli nie dojdzie do ograniczenia okupacji" - pisze Thrall.

Dr Wójcik nie widzi przy tym szans, by spotkania szefa amerykańskiej dyplomacji z przywódcami Izraela i Autonomii Palestyńskiej mogły przynieść jakieś rozwiązanie. "Amerykanie nie rozumieją teraz sytuacji Palestyńczyków. Kerry nie cieszy się poważaniem (w tym regionie) i nie ma żadnej szansy na załagodzenie narastającego konfliktu" - uważa szef Izropy.

Sytuację w Izraelu - jak i ocenę jego obecnej polityki - komplikuje wojna w Syrii i zaangażowanie militarne Rosji w ten konflikt. Izraelczycy jak dotąd nie popierali reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Jednak odkąd Moskwa wysłała tam swoje siły ekspedycyjne, Tel Awiw podjął w pewnych obszarach współpracę z Rosjanami.

Izrael będzie dostarczać Rosji informacji wywiadowczych o syryjskiej opozycji, by ułatwić Moskwie operacje wojskowe; izraelska telewizja Channel 2 poinformowała o tym 10 października. W Izraelu wizytę złożyła delegacja z wiceszefem sztabu generalnego Rosji gen. Nikołajem Bogdanowskim. Spotkał się z nim jego izraelski odpowiedniki gen. Jair Golan, a także przedstawiciele izraelskiego wywiadu wojskowego, sił powietrznych i Mosadu.

"Nie wiadomo, o co w tym wszystkim chodzi Netanjahu. Trudno przewidzieć, jakie będą dalsze konsekwencje podjęcia tej współpracy. Izrael chce teraz dobrze żyć z Rosją, ale dziś jeszcze nie wiemy dlaczego. Jeden z możliwych scenariuszy jest taki, że Izraelem powoduje obawa przed Państwem Islamskim" - mówi Wójcik.

Waszyngtoński think tank Brookings Institution zwraca uwagę, że konflikt syryjski doprowadził do zacieśnienia współpracy między Rosją a Iranem, który również wspiera w tej walce siły Asada. Z tej sytuacji "wyłonił się sojusz rosyjsko-irański, który może się okazać stabilny i trwały" - ocenia Brookings i prognozuje, że przy dodatkowym wsparciu Bagdadu Teheran może stać się "dominującą siłą w regionie" i właśnie dzięki aliansowi z Irakiem uzyskać łatwy dostęp do granic Izraela. Tel Awiw, który obawia się Iranu, może więc grać na pewne porozumienie z jednym z popleczników Teheranu.

Henry Kissinger napisał na łamach "Wall Street Journal", że odkąd Rosjanie pojawili się w Syrii, "cała struktura geopolityczna (regionu), która utrzymywała się od czterech dekad, legła w gruzach". Na Bliskim Wschodzie mogą się rodzić nowe sojusze.

"Bliski Wschód będzie tym egzaminem (dla polityki zagranicznej) USA, który będą one musiały zdać jak najszybciej i który może się okazać najtrudniejszy" - prognozuje Kissinger.

Jerozolima. Wzgórze świątynne   Roman Koszowski /Foto Gość Jerozolima. Wzgórze świątynne

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama