Rabin, który pokochał Jezusa

Naczelny rabin Rzymu, gdy usłyszał głos Chrystusa w swoim sercu, zostawił wszystko, co miał, i poszedł za Nim.

Reklama

Konwersja na katolicyzm Eugenio Zollego, wybitnego żydowskiego duchownego i profesora biblistyki, była jednym z największych skandali dla jego środowiska. Rabin Izrael Zoller, stając się Eugenio Zollim, zapłacił za swój wybór utratą dobrego imienia, zabezpieczeń materialnych, ostracyzmem i fałszywymi oskarżeniami.

Jak zachowałby się Człowiek na krzyżu?

Po ludzku to wszystko może wydawać się bez sensu. Izrael Zoller miał wszystko. Udaną karierę uniwersytecką na uczelniach w Wiedniu, Florencji, Padwie. Jego książki z dziedziny egzegezy i historii Izraela weszły do klasyki. Był szanowanym rabinem. Miał szacunek i sympatię, którymi darzyli go pobratymcy.

On szukał jednak zawsze Prawdy. Odnajdywał ją w starych manuskryptach Tory, Miszny, a w końcu Nowego Testamentu. Od dziecka interesowały go odpowiedzi na pytania fundamentalne. Dlaczego Bóg stworzył świat? Mieszkając w galicyjskich Brodach, gdy odwiedzał swojego przyjaciela Stanisława, często wpatrywał się w wiszący krucyfiks. Kim On był w rzeczywistości? Dlaczego nie bronił swojego życia, mimo że był bez winy? – zastanawiał się.

Odpowiedź na to pytanie znalazł kilkadziesiąt lat później, publikując swoje opus magnum „Nazarejczyk”. W osobie Jezusa Nazarejczyka rozpoznaje postać Cierpiącego Sługi Jahwe z ksiąg proroka Izajasza. Tego, który nie opiera się złu, podaje swój grzbiet bijącym, nie zasłania twarzy przed zniewagami i opluciem. Tego, który nie złamie trzciny nadłamanej, ani nie zgasi tlącego się knotka. Tego, który zostanie oszpecony i wywyższony na krzyżu, a potem zmartwychwstanie, zwyciężając śmierć.

W rozdziałach o żydowskiej Pesach udowadnia, że tylko Chrystus wypełnił ją i przeszedł ze śmierci do życia, z ciemności do światła. W końcu uznaje Jezusa nie tylko za Mesjasza, ale także za Tego, który Jest. „Chrystus jest Mesjaszem i Mesjasz jest Bogiem: czyli Chrystus jest Bogiem” – wyznaje. Zapewne nie spodziewa się, że wydaje na siebie wyrok.

Mój przyjaciel papież

Książka „Nazarejczyk” ukazuje się w 1938 roku (w Polsce dopiero w 2015 r.). Rok później wybucha wojna. Faszystowski rząd zamyka Kolegium Rabinackie w Rzymie i wyrzuca z posad profesorskich wszystkich przedstawicieli narodu wybranego na katedrach w Mediolanie, Bolonii czy Padwie. Pracę traci także Zolli, któremu gmina oferuje stanowisko naczelnego rabina Rzymu. Ta trudna funkcja przynosi wiele wyzwań, ale także cierpienia. Faszyści prześladują mniejszość żydowską. Zolli odważnie wstawia się za rodakami.

W 1943 r. Włochy kapitulują, a Hitler nakazuje inwazję. Niemcy pojawiają się w Rzymie z początkiem września. Rozkaz Himmlera jest jednoznaczny. Wszyscy Żydzi mają być deportowani do obozów zagłady. Tymczasem szef SS w Rzymie Herbert Kappler rozgrywa swoją partię. Żąda od społeczności 50 kg złota, w zamian za co obiecuje zachować mężczyzn do budowy okolicznych umocnień.

Gminie udaje się zebrać jedynie 35 kg drogocennego kruszcu. Działając w porozumieniu z rodakami, Zolli prosi o pomoc Watykan. Papież Pius XII odpowiada natychmiast. Za pośrednictwem strażnika papieskiego skarbca jest gotowy przekazać brakujące 15 kg złota. Żydom udaje się jednak zebrać kruszec przy pomocy parafii i organizacji katolickich i Zolli powiadamia o tym fakcie papieża.

Nie zmienia to losu rzymskich Żydów. Hitlerowcy organizują łapanki. Zaczynają się egzekucje, wywózki, tworzy się getto. Część społeczności ucieka, część ukrywa się na miejscu. Zolli staje się świadkiem tego, co oznacza bycie chrześcijaninem w praktyce. Widzi, jak wiele katolickich rodzin ukrywa wyznawców judaizmu z narażeniem swojego życia.

Papież Pius XII nakazuje otwarcie dla Żydów klasztorów klauzurowych. Zakonnicy i zakonnice oddają żydowskim rodzinom swoje łóżka, a sami przenoszą się do piwnic. Ojciec Święty interweniuje u wojskowego gubernatora Rzymu i żąda uwolnienia Żydów uwięzionych w czasie obławy w październiku 1943 roku. Zolli czuje ogromną wdzięczność i zobowiązanie wobec papieża Piusa XII.

Pójdź za Mną!

Żydom nie podoba się jednak bliska współpraca rabina Rzymu z Watykanem. W lutym 1944 r. rada gminy pozbawia Zollego stanowiska. Ten trafia do małego pokoiku na peryferiach, bez pieniędzy i jedzenia. Przeżywa ciężkie chwile. Opiera się wyłącznie na Bogu. W czerwcu przychodzi jednak wyzwolenie. Do miasta wkraczają Amerykanie. Dla Zollego to także okres intensywnej walki duchowej.

W październiku, w święto Jom Kippur, uczestniczy w nabożeństwie w synagodze, któremu przewodniczy. Kontemplując palący się płomień świecy, czuje, jak ogień ogarnia jego duszę, sprawiając mu ból. Oczami duszy widzi Chrystusa odzianego w białą szatę, kroczącego po zielonej łące. Zbawiciel mówi do niego: „Jesteś tu ostatni raz. Odtąd pójdziesz za Mną”. Tę samą wizję ma jego żona Emma.

Po tym wydarzeniu sprawy toczą się błyskawicznie. W lutym 1945 r. małżeństwo przyjmuje sakrament chrztu świętego. Rok później to samo uczyni ich córka. Zolli na chrzcie przyjmuje imię Eugenio. Miesiąc wcześniej otrzymuje propozycję kierowania Włoskim Kolegium Rabinackim. Odmawia.

„Konwersja jest odrodzonym światłem, odmłodzoną miłością Bożą. Konwertyta jest człowiekiem, który umarł i zmartwychwstał. Człowiek poznaje Stworzyciela poprzez stworzenia, Boga – poprzez moc Jego dzieła” – zapisuje. Sam czuje, że w jego życiu wypełnia się obietnica Nowego Przymierza. Po latach udręczenia czuje się naprawdę wolny.

„Pełnia lata. Obfitość owoców bolesnego i wiecznie kwitnącego drzewa Chrystusowego. Jezus powiedział: »Pójdź za Mną«. Było to wezwanie Boga. Poszedłem za Nim” – wspominał.

Po wojnie płaci jednak za to najwyższą cenę.

prześladowanie

Pretekstem stało się złoto. Gmina zaczęła negować, że upoważniła Zollego do reprezentowania jej interesów w kontaktach z Watykanem. Zaczęła także kwestionować jego zaangażowanie na rzecz ratowania zagrożonych z rąk Niemców. Zolli przeżywa ów fakt bardzo boleśnie. Publikuje obszerne wyjaśnienia, powołuje się na świadków. Większość przyznaje rację profesorowi, który w tym czasie podupada na zdrowiu.

Jednak największe ataki, które spotykają prof. Zollego, dotyczą współpracy, jaką podjął z papieżem Piusem XII, notorycznie oskarżanym przez wpływowe kręgi żydowskie o niedostateczne wstawianie się w ich obronie. Drugi zarzut dotyczy konwersji z judaizmu na chrześcijaństwo.

Odnośnie do pierwszego problemu Zolli zawsze odpowiadał przecząco, jakoby jego konwersja była gestem oportunizmu wobec Ojca Świętego. Konsekwentnie bronił Piusa XII jako wrażliwego na ludzką krzywdę duszpasterza, także wobec innowierców.

„Pius XII, wskazując drogę do pokoju, nie zaniedbuje żadnej okazji, by wejść między walczące strony, by powstrzymać ich zmagania, jeżeli już nie dla pokoju Chrystusowego, to dla pokoju ziemskiego. (…) Grube tomy można by napisać o wielorakiej pomocy niesionej przez Piusa XII. Nie ma już prawie miejsca boleści, gdzie nie dotarłby duch miłości papieża. Kapłaństwo katolickie całego świata, diecezjalne i zakonne, mężczyźni i kobiety oraz laikat katolicki na skinienie papieża stają w gotowości. Czy ktoś będzie mógł kiedykolwiek powiedzieć, jak dużo zostało zrobione? Łamią się zasady reguł najbardziej surowych klauzur. Wszystko zostało postawione w stan posługi miłości” – wyznaje.

Po tym spadają na jego głowę jeszcze większe gromy. Tuż po ceremonii chrztu w kaplicy Santa Maria degli Angeli, w największej synagodze Rzymu Tempio Maggiore rabini zbierają się, aby symbolicznie opłakiwać jego apostazję.

Następnie oskarżają go o oportunizm i tchórzostwo, które nakazywało mu schronić się pod skrzydła Watykanu. Przedstawiano go jako frustrata, chcącego przy błysku fleszów zemścić się na dawnych współpracownikach za swoje rzekome niepowodzenia. Nazywano go żmiją, zdrajcą, kolaborantem reżimu faszystowskiego, w dodatku łasym na pieniądze. Tymczasem ostatnie lata życia Zolli spędza w samotności i ubóstwie. Mieszka w niewielkim mieszkanku, wykłada na Uniwersytecie Gregoriańskim, a potem w Papieskim Instytucie Biblijnym. Zostaje franciszkańskim tercjarzem. Po Soborze Watykańskim II zakłada Zgromadzenie Matki Bożej z Góry Syjon, które ma nieść pomoc nawróconym Żydom.

Choruje na serce, umiera na zapalenie płuc. „Umrę w pierwszy piątek miesiąca o godzinie piętnastej, tak jak Pan Jezus” – mówi. Bóg spełnia jego ostatnią wolę. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama