Stany wyznaniowe Ameryki

Czy wolność wyznania oznacza również wolność angażowania się w politykę przez związki wyznaniowe? W Stanach Zjednoczonych dotąd było to… finansowo ryzykowne. Donald Trump chce zmienić prawo w tym zakresie. Czy odtąd liderzy religijni w USA będą mogli legalnie „wtrącać się” do polityki?

Reklama

Skąd te pieniądze w kasach Kościołów? Po pierwsze, co naturalne, z ofiar i składek wiernych (członków). Uniwersytet Waszyngtona oszacował, że rocznie związki wyznaniowe tą drogą gromadzą blisko 120 mld dolarów! I dla jednych są to źródła dochodów, które po prostu, jak wszędzie na świecie, zapewniają utrzymanie. Dla innych zaś – to środki pozwalające inwestować i pomnażać pieniądze. Efekt jest taki, że zyski i stan majątkowy wspólnot wyznaniowych w USA jest większy niż kilku największych gigantów rynkowych, m.in. Google’a czy Apple’a (to również dane Uniwersytetu Waszyngtona). Patrząc na sprawę pod tym kątem, można właściwie dziwić się, że przez 60 lat nikt nie pokusił się, by poprawkę Johnsona znieść, skoro Kościoły, dysponujące takimi środkami i często chętne, by za ich pomocą wpływać na rzeczywistość społeczno-polityczną, są gotowe finansować poszczególnych polityków.

Gdy pastor mówi, na kogo głosować

Nie da się zrozumieć w pełni znaczenia ruchu Trumpa (którym zdziwieni byli sami zainteresowani), pomijając właśnie ten nietypowy w świecie zachodnim, a specyficznie amerykański, wpływ wspólnot religijnych na politykę. Szczególnie żywe jest zaangażowanie wszelkich możliwych nurtów wspólnot protestanckich, zwłaszcza wspomnianych już ewangelikalnych (nie mylić z ewangelickimi). Pod koniec lat 70. XX wieku pastor Jerry Falwell tworzył ruch zwany Moralną Większością, który później stał się jednym z silniejszych ramion Partii Republikańskiej i bez którego poparcia praktycznie było niemożliwe zdobycie nominacji na kandydata na prezydenta. Ruch ten stawiał sobie za cel m.in. delegalizację aborcji, stąd też w naturalny sposób w jego łonie wyrosło wiele organizacji pro life. Pastorzy, ale również – zwłaszcza w późniejszych latach – coraz aktywniejsi pod tym względem katolicy zwyczajnie korzystali ze swoich obywatelskich praw, domagając się poszanowania konstytucji i prawa do życia. W sytuacji gdyby ktoś z liderów religijnych oficjalnie poparł i finansowo wsparł z kasy Kościoła konkretnego polityka, który podziela na przykład takie postulaty, teoretycznie mógł liczyć się z utratą ulg podatkowych. Teraz taki szantaż nie będzie już możliwy. Tyle tylko, że Donald Trump musi zdawać sobie sprawę, że z czasem może to obrócić się przeciw niemu samemu. Nie brak przecież jego decyzji, które budzą sprzeciw różnych grup religijnych. I choć dekretem, który ma zatrzymać stosowanie poprawki Johnsona, z pewnością chce zjednać sobie jeszcze bardziej tzw. religijną prawicę (która długo opierała się z poparciem dla Trumpa), to przecież równie dobrze może tym gestem „zalegalizować” swoich potencjalnych przeciwników. Ale to może akurat świadczyć o uczciwości ruchu prezydenta, który dając pełną swobodę Kościołom, kiedyś sam może stać się obiektem ataku ze strony liderów religijnych. Możliwe, że Trump wie, co przesądziło o wyborze na prezydenta Johna F. Kennedy’ego: poparcie ze strony pastora Martina Luthera Kinga. Trumpowi w staraniach o drugą kadencję jakiś znany i głośny pastor będzie mógł zarówno pomóc, jak i przeszkodzić. Teraz już bez obaw… o konsekwencje podatkowe.•

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama