Niksy

W mitologii germańskiej to wodne demony, zazwyczaj przybierające postać kobiecą lub zwierzęcą.

Reklama

Oto jak opisuje je Nathan Hill w swojej powieści zatytułowanej "Niksy":

"O niksach opowiedziała Samuelowi mama. Były to kolejne zjawy z opowieści jej ojca. Te najbardziej przerażające. Niksy, tłumaczyła, to duchy wodne grasujące na wybrzeżu w poszukiwaniu dzieci, zwłaszcza tych zuchwałych, wędrujących w pojedynkę. Znalazłszy takie dziecko, niksa ukazywała mu się pod postacią dużego białego rumaka. Nieosiodłanego, lecz przyjaznego i obłaskawionego. Przyklękał tak nisko, jak to tylko możliwe w przypadku konia, żeby dziecko mogło się wdrapać na jego grzbiet.

Początkowo dzieci się wahały, ale ostatecznie, jak mogły się oprzeć? Własny koń! Dosiadały go i gdy rumak wstawał, znajdowały się dwa i pół metra nad ziemią i były wniebowzięte – nic tak dużego nigdy wcześniej nie zwracało na nie uwagi. To je ośmielało. Spinały rumaka, żeby przyspieszył kroku, zaczynał więc biec lekkim kłusem i im bardziej dziecko się cieszyło, tym szybciej biegł.

Potem chciały, żeby ktoś je zobaczył.

Chciały, żeby koledzy patrzyli z zazdrością na tę nową zdobycz. Na ich konia.

Schemat był zawsze taki sam. Dzieci, które padały ofiarą niks, zawsze najpierw odczuwały lęk. Potem szczęście. Potem zaborczość. Potem dumę. Wreszcie trwogę. Spinały konia piętami, żeby biegł szybciej, aż przechodził w galop, a one zaplatały mocno ręce wokół jego szyi. Nic wspanialszego nigdy im się nie przytrafiło. Nigdy nie czuły się tak ważne, tak przepełnione radością. I dopiero wtedy – w kulminacyjnym momencie pędu i szczęścia, gdy czuły, że mają nad zwierzęciem pełną kontrolę, gdy czuły najmocniej, że jest w ich władaniu, i pragnęły najbardziej, żeby je z tego powodu wychwalano, folgując swej próżności, arogancji i dumie – rumak skręcał z gościńca do miasta i zaczynał galopować ku skałom nad morzem. Pędził co sił w nogach w stronę wysokiego urwiska nad spienioną, wzburzoną wodą. I dzieci uderzały w krzyk, szarpały konia za grzywę, płakały i zawodziły, ale nic to nie dawało. Rumak zeskakiwał w przepaść. Lecąc w dół, dzieci przywierały do jego szyi i jeśli nie roztrzaskiwały się o skały, tonęły w lodowatej wodzie.

Taką wersję Faye usłyszała od swego ojca. Wszystkie znane jej historie o duchach pochodziły od dziadka Franka, który był wysokim, chudym i nadzwyczaj zamkniętym w sobie mężczyzną o dziwacznym akcencie. Jego milczenie przeważnie budziło w ludziach lęk, ale Samuel zawsze przyjmował je z ulgą. W czasie tych rzadkich okazji, gdy odwiedzali go w Iowa na Święto Dziękczynienia lub Boże Narodzenie, rodzina zasiadała przy stole i posilała się bez słowa. Trudno było prowadzić rozmowę, gdy reagował jedynie kiwnięciami głową lub zbywającym „Hm”. Zazwyczaj zjadali indyka i dziadek Frank po posiłku wychodził do drugiego pokoju oglądać telewizję.

Ożywiał się tylko w chwilach, gdy snuł opowieści ze starego kraju – dawne mity, legendy, historie o duchach, które poznawał tam, gdzie dorastał, na dalekiej północy w Norwegii, w niewielkiej wiosce rybackiej w strefie polarnej, skąd wyjechał w wieku osiemnastu lat. Opowiadając Faye o niksach, mówił, że morał brzmi następująco: Nie ufaj temu, co wygląda zbyt pięknie, by mogło być prawdziwe. Ale potem Faye dorosła i doszła do nowego wniosku, którym podzieliła się z Samuelem miesiąc przed porzuceniem rodziny. Opowiedziała mu tę samą historię, ale dodała własny morał: To, co kochasz najbardziej, kiedyś zrani cię najmocniej.

Samuel nie rozumiał".

*

Powieść "Niksy" Nathana Hilla pojawi się w naszych księgarniach 13 września. Jej wydawcą jest Znak. Więcej o książce tutaj

 

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama