Imam kazał zabijać

Gdyby europejskie elity myślały poważnie o bezpieczeństwie, większość salafickich meczetów już dawno zostałaby zamknięta. Salafizm jest zagrożeniem nawet dla samych muzułmanów.

Reklama

Kiedy w czerwcu 2015 r. doszło do zamachu w Tunezji (zamachowiec otworzył ogień do turystów na plaży w pobliżu hotelu w Sousse), tamtejsze władze niemal natychmiast podjęły decyzję o zamknięciu 80 meczetów należących do salafitów. Argument był prosty: w tych meczetach nawołuje się wprost do przemocy wobec „niewiernych”. Tymczasem w Europie, choć służby specjalne znały działalność wielu imamów i radykalnych grup działających wokół niektórych meczetów, nie zdobyły się na takie rozwiązanie. A w przypadku salafizmu nie powinien być nawet rozważany inny scenariusz. Ten religijno-polityczny nurt islamu jest ze swojej natury nie tylko niemożliwy do pogodzenia z tradycyjnym europejskim systemem wartości (nawet jeśli dziś coraz trudniej określić, co właściwie kryje się pod tym terminem), ale stanowi również śmiertelne zagrożenie dla zwykłego bezpieczeństwa. Również bezpieczeństwa muzułmanów.

Kazania imama

Mózgiem niedawnego zamachu w hiszpańskiej Katalonii okazał się pochodzący z Maroka imam Abdelbaki As-Satty. Nie był postacią nieznaną hiszpańskim służbom. W 2014 r. sąd nakazał wydalenie go z Hiszpanii tuż po zakończeniu odsiadywania przez niego wyroku za przemyt narkotyków. Mimo tej decyzji As-Satty pozostał w Hiszpanii nietknięty. Co więcej – jak doniosły niedawno media hiszpańskie – w 2015 r. inny sąd nakazał cofnięcie tamtej decyzji o wydaleniu. Mógł więc przebywać w Hiszpanii legalnie. Co wcale nie znaczy, że nagle stał się osobą bezpieczną dla otoczenia. Przeciwnie. Po wyjściu z więzienia As-Sa- tty zamieszkał w Katalonii, w mieście Ripoll. Tam, aż do czerwca tego roku, głosił swoje nauki w meczecie i próbował werbować dżihadystów. Hiszpańska prasa, powołując się na dane służb, doniosła, że z kandydatami na bojowników Państwa Islamskiego (z którym związki imama zostały udowodnione) spotykał się potajemnie… w jednej z furgonetek. Sam został zwerbowany podczas pobytu w więzieniu, gdzie poznał niejakiego Raszida Aglifa, skazanego za współudział w atakach terrorystycznych w Madrycie w 2004 r. To odsłania kolejny absurd hiszpańskich metod „prewencyjnych” – brak kontroli nad relacjami, jakie skazani za terroryzm nawiązują w więzieniu, choć sposób tworzenia siatki terrorystycznej jest znany wszystkim służbom.

Gazeta „El Mundo”, która jako pierwsza wytknęła wymiarowi sprawiedliwości, że nie wyegzekwował decyzji o wydaleniu imama z Hiszpanii, a potem cofnął ten nakaz, przywoływała m.in. relacje sąsiada salafickiego duchownego, który potwierdził, że autor zamachów wyjeżdżał do Maroka nawet dwa razy w miesiącu. Po czym bez żadnych przeszkód spokojnie wracał do Hiszpanii. Z kolei dziennik „El Pais” udowodnił, że imam nie ukrywał swoich radykalnych przekonań i próbował werbować w Ripoll sympatyków dżihadyzmu. Jakby na potwierdzenie tego, już po zamachach, członkowie rodzin zamachowców z Ripoll przyznali, że As-Satty zachęcał ich do rozmów, które „miały służyć radykalizacji postaw”. Twierdzą, że imam miał siłę przekonywania i „zrobił dżihadystów samobójców z osób dobrze zintegrowanych z otoczeniem, które wcześniej nie wykazywały się dużą religijnością”. Tworząc siatkę, wzorował się na swoim przyjacielu z więzienia, który przez lata przygotowywał grunt pod zamachy w madryckim metrze. Mając w głowie te wszystkie fakty, trudno zrozumieć, czym kierował się sędzia Pablo de la Rubia w 2015 r., który cofnął wyrok nakazujący imamowi opuszczenie Hiszpanii, mówiąc, że skazany „nie stanowi zagrożenia dla porządku publicznego”.

Nie drażnić Saudów

Dopiero zamach, który można było i przewidzieć (Amerykanie ostrzegali Hiszpanów), i w miarę skutecznie mu przeciwdziałać (np. rozbijając siatkę tworzoną przez marokańskiego imama, łącznie z wydaleniem go z kraju), sprawił, że władze zajęły się meczetami. Hiszpańska policja zapewniła, że kontroluje 90 najbardziej radykalnych meczetów w kraju. Aż 80 z nich znajduje się na terenie Katalonii, gdzie w tym roku – jak podaje policja – ujęto największą liczbę dżihadystów. Okazało się też, że od 2012 r. zatrzymano w tym rejonie – który najwyraźniej stał się bastionem salafickich dżihadystów w Hiszpanii – największą liczbę podejrzanych o terroryzm. Dlaczego jednak nie zrobiono kroku dalej i nie aresztowano lub przynajmniej nie wydalono znanego z działalności imama, a jego meczetu nie zamknięto? Sami muzułmanie (nie tylko w Hiszpanii, ale i w Niemczech czy Francji), należący do innych odłamów islamu, będący nierzadko w konflikcie z salafitami, wskazują na ogromny wpływ Arabii Saudyjskiej i Kataru oraz coraz bardziej Maroka na radykalizację wielu muzułmanów w Europie. Dwa pierwsze kraje prowadzą jednocześnie bardzo sprawną i biznesowo umocowaną dyplomację z krajami Zachodu. A te oczywiście nie chcą psuć relacji z bogatymi i kluczowymi dla Bliskiego Wschodu państwami. W tym klimacie wzajemnej współpracy finansowanie budowy salafickich i wahabickich meczetów, w których powstają tzw. centra kultury muzułmańskiej, wydawało się początkowo niewiele znaczącą działalnością kulturalną. W praktyce to stosowana od lat metoda najbogatszych krajów arabskich, by pozyskiwać wpływy kulturowe i polityczne w Europie. Było to możliwe ze względu na całkowicie różne postrzeganie podobnej działalności przez Europejczyków i Arabów. Dla pierwszych to element mozaiki kulturowej w ramach projektu multi-kulti. Dla drugich, zwłaszcza dla wahabickich Saudów, to świadoma i przemyślana działalność misyjna. I właśnie z powodu tego jednostronnego niezrozumienia intencji, fakt, że meczety salafickie i wahabickie często stają się wylęgarnią terrorystów, przez długi czas było tabu w debacie publicznej. Poprawność polityczna nie pozwalała nazywać radykalnych imamów po imieniu, bo wiązało się to z narażeniem się na oskarżenie o islamofobię. Tymczasem sami muzułmanie, należący do innych odłamów islamu, nie tylko czują się zagrożeni przez salafitów i wahabitów, których radykalizm uderza nierzadko we współwyznawców, ale też uważają, że ich działalność szkodzi chcącym żyć w pokoju muzułmanom. „W Hiszpanii salafitów nie jest zbyt wielu w porównaniu z resztą muzułmanów, ale ich oddziaływanie jest bardzo duże i szkodzi tutejszemu wizerunkowi muzułmanów” – mówił Mohamed Alami, szef Stowarzyszenia Przyjaciół Narodu Marokańskiego, po niedawnych zamachach.

Mają dokąd wrócić

Z podobnym problemem od lat zmagają się m.in. Niemcy i Francja. Przy czym słowo „zmagają” jest stanowczo na wyrost – w Niemczech na przykład dopiero w 2012 r. zdelegalizowano kilka organizacji salafickich, które były odpowiedzialne za zamachy terrorystyczne i werbowanie dżihadystów. Działalność tych organizacji, z których część swobodnie rozwijała się przy salafickich meczetach, była w miarę dobrze rozpoznana przez niemieckie służby. Sponsorowane od co najmniej 40 lat przez Arabię Saudyjską ośrodki miały na celu szerzenie ideologii, która ma charakter totalitarny: wcale nie chodzi w niej o demokrację, o poszanowanie prawa innych do własnych przekonań, celem jest najpierw ideologiczna propaganda, a w sytuacji „bez wyjścia” również przemoc w postaci zamachów. Arabia Saudyjska, która u siebie zakazuje budowy jakichkolwiek świątyń, poza wahabickimi meczetami, wydała dziesiątki miliardów dolarów na cele „misyjne” w Europie. Jednym z efektów jest powstanie na tyle silnych ośrodków salafickich, że są zdolne werbować rekrutów do walki pod szyldem tzw. Państwa Islamskiego. Z samych Niemiec – według szacunków tamtejszych służb – na wojnę do Syrii wyjechało około tysiąca bojowników, zwerbowanych m.in. w salafickich meczetach. Jeszcze większą liczbą rekrutów może „pochwalić się” Francja, w której salafici przez dłuższy czas mieli prawdziwą „wolność, równość, braterstwo” do projektowania i prowadzenia terrorystycznej działalności. Tylko rozpoznanych w pełni, jako ośrodki dżihadyzmu, meczetów we Francji jest – według służb – aż 90. Można wprawdzie powiedzieć, że na ok. 2500 meczetów to niewiele. Ale jakie to ma znaczenie dla ofiar zamachów, które giną na skutek działania właśnie „nielicznych” terrorystów. Zazwyczaj w jeden zamach zaangażowanych jest kilka osób bezpośrednio plus ewentualne centrum dowodzenia. Nawet jeden meczet, który jest wylęgarnią gotowych na wszystko dżihadystów, jest powodem do jego zamknięcia i powinien postawić na baczność wszystkie służby. Dopuszczenie do sytuacji, w której podobnych ośrodków jest co najmniej 90 w jednym kraju (a liczba ta rośnie we Francji z roku na rok), świadczy o jakimś samobójczym genie w zachodnioeuropejskiej mentalności.

Pytanie o przyszłość salafickich i wahabickich (ale też innych radykalnych odłamów) meczetów w Europie staje się tym bardziej ważna, że wracający z Iraku i Syrii bojownicy Państwa Islamskiego ciągle mają… dokąd wracać. Ośrodki, które ich w Europie zwerbowały i wyszkoliły, w większości przypadków ciągle spokojnie działają. Co jeszcze musi się stać, by zostały wpisane na nieodwołaną żadnymi petrodolarami z Kataru i Arabii Saudyjskiej listę ośrodków do likwidacji? 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • wołający na puszczy
    09.10.2017 14:06
    Arabia Saudyjska chciała sfinansować budowę dwustu meczetów w Niemczech , ale po tym gdy się przewrócił dźwig budowlany od wiatru w Mekce i pozabijał setki pielgrzymów , wyraźnie ich zapał ostygł.
  • PTaraski
    11.10.2017 09:20
    > Gdyby europejskie elity myślały poważnie o bezpieczeństwie, większość salafickich meczetów już dawno zostałaby zamknięta.

    Sprawa jest naprawdę bardziej złożona, niż to sugeruje powyższe zdanie. Ta postawa wynika z przyjętej ideologii Karla Poppera tzw. "społeczeństwa otwartego", które to z zasady musi być otwarte na wszystkich i wszystko, nie tylko na religie, których celem jest dominacja za cenę zbrodni i terroru, ale także na wszelkie patologie.

    Niestety my katolicy jesteśmy dokładnie takiej samej sytuacji, a może nawet znacznie gorszej. Na SWII została niestety wykrzywiona Doktryna Kościoła, w wielu punktach, między innymi w punkcie dotyczącym innych religii oraz tzw. wolności religijnej. Kościół zgodnie z PŚ i Tradycją naucza od dwu tysięcy lat, że jest jedna prawdziwa religia - katolicyzm, a wszelkie inne religie są fałszywe. To zostało na tym nieszczęsnym Soborze podważone, i mamy dialog religijny, a nawet sformułowanie w Nostra Aetate, jednym z najgorszych dokumentów soborowych, mówiące, że my [katolicy] modlimy się wspólnie z muzułmanami do Boga, jakby muzułmanie wyznawali Boga Trójjedynego.

    Kościół od dwu tysięcy lat naucza, że tzw. wolności religijnej być nie powinno, bo Prawda nie może być traktowana na równi z fałszem, a prawdziwa religia, katolicyzm, na równi z fałszywymi religiami (więcej na temat tego nauczania jest tutaj: http://www.bibula.com/?p=69770). Dlatego fałszywe religie, w tym oczywiście islam, mogą być co najwyżej tolerowane, ale muszą działać w określonych ramach. Przy dzisiejszym stanie doktryny, takie podejście ze strony hierarchii kościelnej jest jednak niemożliwe.

    Ja bym powiedział tak, gdyby elity kościelne poważnie myślały o zbawieniu duszy wiernych, to by nigdy nie dopuściły do takiego dokumentu, jak Nostrae Aetate i nie forsowały "wolności religijnej", jak to niestety robił JPII i jego poprzednicy.
  • Gosc
    11.10.2017 09:55
    Sadze, ze polskie sluzby powinny bardzo dokladnie przyjrzec sie muzulmanom w Polsce a wnikliwa analiza powinna objac przede wszystkim meczet w Warszawie przy ul. Wiertniczej oraz jego podejrzane uklady i powiazania.
    Wielokrotnie apelowal o to dziennikarz Witold Gadowski. Czy cos sie zaczelo dziac wokol tej sprawy?
    W Polsce problem radykalnego islamu tez juz istnieje.
  • JJ
    13.10.2017 03:55
    No nie badzmy dziecmi i nie oszukujmy sie falszywa wizja ekumenizmu i "pokojowego/milosciwego" Islamu. Islam nakazuje zabijac i sa na to niepodwazalne dowody - tysiace "niewiernych" zginelo z inicjatywy, badz bezposrednio z rak Machometa i taka polityke nakazuje prowadzic Islam w stosunku do innowiercow - w samym Koranie i Hadisach sa na ten temat setki niepodwazalnych dowodow. Tak wiec nie bojmy sie o bezpieczenstwo Muzulmanow - bojmy sie o wlasne bezpieczenstwo, o zbawienie dusz ludzi, ktorzy dostali sie pod wladanie Islamu oraz o wlasne sumienia, bo oklamywac bez konca sie nie bedziemy mogli.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama