Francuski wyjątek

Nie ma bardziej pokręconego modelu rozdziału państwa od Kościoła niż francuska laïcité. Alergia na obecność krzyża w miejscu publicznym nie przeszkadza, by prezydent przyjmował tytuł honorowego kanonika kapituły laterańskiej.

Reklama

W demokratycznym świecie rozdział państwa od Kościoła jest standardem, więc nie rozumiem, o co ten hałas… Takimi wątpliwościami podzielił się niedawno w radiu jeden z publicystów. Chodzi oczywiście o „hałas” wokół pomnika Jana Pawła II we francuskim mieście Ploërmel. Francuska Rada Stanu uznała, że krzyż wieńczący pomnik papieża musi definitywnie zostać zlikwidowany, bo „narusza zasadę laickości państwa”. Otóż problem polega na tym, że francuska wersja rozdziału państwa od Kościoła wcale nie jest żadnym standardem w świecie demokratycznym. Przeciwnie, Francja jest absolutnym wyjątkiem. Większość krajów demokratycznych stosuje bowiem model przyjaznego rozdziału państwa od Kościoła, a nie – jak we Francji – wrogiego. Ba, w świecie demokratycznym są jeszcze państwa, gdzie nie ma żadnego rozdziału państwa od Kościoła – jak Grecja czy Wielka Brytania, które są formalnie państwami wyznaniowymi. A i sama Francja, jak się okazuje, nie jest do końca konsekwentna. Oto bowiem po paru latach przerwy obecny prezydent Emmanuel Macron przyjmie tytuł honorowego kanonika kapituły laterańskiej…

Święta laickość

Jeśli ktoś śledził sprawę krzyża z pomnika, zapewne pamięta, kto w ogóle wywołał temat. Gdy 11 lat temu pomnik stanął w Ploër- mel, niemal natychmiast skargę złożyła Federacja Wolnomyślicieli. Jako podstawę prawną do skargi przywoływała obowiązującą od 1905 roku ustawę, która określa zasadę rozdziału Kościoła i państwa. Sąd w 2005 roku przyznał im rację, a obecnie Rada Stanu tylko to potwierdziła. Nie da się tego sporu o krzyż zrozumieć w pełni bez zrozumienia roli, jaką w tym promowaniu radykalnej laickości odgrywają właśnie środowiska francuskiej masonerii. Podstawową misją tamtejszych masonów jest stanie na straży laickości państwa. To absolutnie największa „świętość” w dogmatycznie laickim państwie. Warto przypomnieć, że właśnie masoneria z Wielkiego Wschodu Francji (GOF – Grand Orient de France) głośno protestowała, gdy prezydent Nicolas Sarkozy zbyt przyjaźnie, jej zdaniem, przyjmował Benedykta XVI. A gdy zaczął głosić „herezje” o tzw. laickości pozytywnej – wolnomularze uznali to za zdradę stanu.

Sam fakt istnienia wpływowej masonerii we Francji to jednak za mało, by zrozumieć różnicę wobec krajów, gdzie również jest obecna masoneria i gdzie również działa rozdział Kościoła od państwa, ale w wersji przyjaznej. Istnieje bowiem – przy wszystkich elementach wspólnych wolnomularstwa – zasadnicza różnica między masonerią frankońską a anglosaską. Wielki Wschód Francji odseparował się od anglosaskiej masonerii, bardzo mocno akcentując ateizm.

Skok na Kościół

Ustawa z 1905 roku o rozdziale państwa od Kościoła również była owocem działalności francuskiej masonerii. Ustawa w praktyce zapędziła Kościół do kruchty. Jeszcze przed jej wejściem w życie zakony zostały pozbawione prowadzenia jakiejkolwiek działalności edukacyjnej. Celem była bowiem całkowita laicyzacja szkolnictwa. Dlatego też jednym z pierwszych owoców ustawy było natychmiastowe usunięcie duchownych nie tylko ze szkół państwowych, ale również z wojska, szpitali i ośrodków opieki. Równolegle usuwano też wszelkie symbole religijne z miejsc publicznych. Cały majątek Kościoła przechodził na własność państwa, które odtąd łaskawie „udostępnia” Kościołowi świątynie (nie dotyczy to tych wybudowanych po 1905 roku).

Jest inny świat

Przykład wielu państw pokazuje, że da się inaczej. W Niemczech konstytucja z 1919 roku mówi o rozdzieleniu państwa i Kościoła, ale gwarantuje też współpracę między nimi. W praktyce ten przyjazny rozdział pozwala na kooperację m.in. na polu działalności społecznej – okazje się na przykład, że Kościół jest tam największym pracodawcą, prowadząc większość instytucji charytatywnych i edukacyjnych. Nauka religii w szkołach jest standardem. Czymś naturalnym jest także obecność przedstawicieli Kościołów w radach nadzorczych mediów publicznych i tym samym stała obecność odpowiednich audycji na antenach.

Podobny system działa w Austrii i do pewnego stopnia również we Włoszech i Hiszpanii. Jeszcze inaczej wygląda to w USA, gdzie rozdział Kościoła od państwa jest jedną z konstytucyjnych świętości, ale rozdziału tego chciały… same związki wyznaniowe. To one bowiem w dużej części położyły fundamenty pod amerykańską demokrację, wspólnie zresztą z anglosaską masonerią, która wypracowała model religii obywatelskiej, wprowadzając ideę Boga łączącego wszystkie religie. Z punktu widzenia teologii chrześcijańskiej jest to oczywiście jakąś formą herezji, jednak w praktyce organizacji życia społecznego w Stanach Zjednoczonych okazało się, że takie rozwiązanie cementuje zróżnicowane kulturowo społeczeństwo. W każdym razie amerykański model rozdziału państwa od Kościoła jest całkowicie obcy temu, co reprezentuje model francuski.

Autonomia, nie separacja

Wydaje się, że problem stanowią same słowa „rozdział” czy „separacja” – jednoznacznie negatywne. – Zgadzam się z lordem Johnem Actonem, XIX-wiecznym historykiem, który pisał, że „separacja jest złym słowem” – mówi GN prof. Jan Kłos z KUL, specjalizujący się etyką społeczno-polityczną. – Kościół, powiada Acton, jest od państwa ODRÓŻNIONY. Dlatego nie da się uniknąć konfliktu tam, gdzie relację Kościół–państwo będziemy rozumieli jako oddzielenie, a nie odróżnienie – uważa prof. Kłos. – Jeśli bowiem Kościół i państwo siedzą na tej samej ławce, czyli w sytuacji oddzielenia, to rozrastanie się uprawnień państwa siłą rzeczy spycha Kościół z ławki (albo wchłania go w siebie). Kiedy zaś Kościół i państwo siedzą na swoich własnych ławkach, czyli są odróżnieni, to mogą się indywidualnie rozwijać we właściwy sobie i niezakłócony sposób. Wówczas wracamy do znanej dychotomii opisanej przez św. Augustyna: państwo Boże i państwo ziemskie. Przy „oddzieleniu” (separacji) każda wypowiedź Kościoła jest traktowana jako ingerencja w politykę. No bo skoro siedzą na tej samej ławce, to państwu się wydaje, że Kościół się rozpycha i wchodzi w kompetencję państwa. Natomiast przy odróżnieniu Kościół nie tylko ma prawo, ale i obowiązek wypowiadać się na tematy polityczne, ganić i pouczać. Robi to bowiem „ze swojej ławki” – dodaje profesor KUL.

Jest to zgodne z tym, czego naucza Sobór Watykański II w konstytucji „Gaudium et spes”: „Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne. Obydwie jednak wspólnoty, choć z różnego tytułu, służą powołaniu jednostkowemu i społecznemu tych samych ludzi. Tym skuteczniej będą wykonywać tę służbę dla dobra wszystkich, im lepiej będą rozwijać między sobą zdrową współpracę, uwzględniając także okoliczności miejsca i czasu”. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gut
    11.12.2017 21:05
    «SuperInterlinia» ... Czy także, też - poszukiwanie - jej. ;-) ∫Paul Johnson∫ ⊌ ⊍ ⊎ ∫W świecie bez Boga brak podstaw do jakiegokolwiek altruizmu.∫ 🌐 :->
  • Gość
    12.12.2017 14:20
    Nie widzę tutaj zupełnie problemu. Skoro kościół i państwo mają być rozdzielone, to normalne, że nie ma krzyży w oficjalnych miejscach. A że prezydent przyjął tytuł, to bardzo miło z jego strony. To nie jest tak, że o niego prosił.
  • nika
    13.12.2017 07:17
    Faktem jest, że takie tytuły jako honorowy kanonik laterański należałoby znieść, bo ten konkretny przykład pokazuje, do jakich absurdów dochodzi... Jak kanonik to ma być kanonik, jak laterański, to ma być papieski - katolicki...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama