Stolica Boga

Pewnie dopiero przy końcu czasów dowiemy się, dlaczego akurat Jerozolimę Bóg wybrał na „swoje miejsce na ziemi”. Dziś wiemy tylko, że właśnie z tego powodu skupiają się tutaj największe emocje tego świata. Odczuliśmy je na własnej skórze.

Reklama

Nie mogę was wpuścić – Husam próbuje bezskutecznie zamknąć przed nami drzwi swojego sklepiku przy Via Dolorosa. Wraz z grupą pięciu muzułmanów wpadam do jego lokalu w ostatniej chwili, krztusząc się od gazu łzawiącego użytego przez izraelską policję. Jestem jedynym obcym w tym palestyńskim gronie. Nie wyglądają na aktywnych uczestników rozpędzonej właśnie spod Bramy Damasceńskiej antyizraelskiej demonstracji. Są równie wystraszeni jak ja. Podobnie jak tysiące innych muzułmanów właśnie wracali z porannej piątkowej modlitwy wokół meczetu Al-Aksa i Kopuły na Skale. Pod jedną z siedmiu otwartych bram jerozolimskich ich rodacy skandowali: „Nie zachodnia, ani wschodnia – cała Jerozolima palestyńska!”.

Ponad tydzień od uznania przez USA, że Jerozolima jest odwieczną stolicą Izraela, znaleźliśmy się w samym środku napięć, których nie da się zrozumieć tylko w kategoriach politycznych. Z faktu, że skosztowałem izraelskiego gazu, nie wynika jeszcze, że jestem w stanie przyjąć wyłącznie palestyńską narrację. Strona izraelska, choć nie jest bez winy, ma również swoje racje, których niemal nikt w Europie nie próbuje zrozumieć. Ale na miejscu utwierdziłem się w przekonaniu, że nawet najbardziej uczciwe wyważenie racji jednej i drugiej strony nie pozwala w pełni zrozumieć istoty tego napięcia, które jest odczuwalne w niemal każdym zaułku Jerozolimy. Jeśli tutaj, jak wierzą Żydzi, Bóg z gliny ulepił człowieka, skoro tutaj dokonało się odkupienie całego rodzaju ludzkiego przez Jezusa Chrystusa i jeśli tutaj, jak wierzą niemal wszyscy, odbędzie się sąd ostateczny, to nic dziwnego, że z długich rozmów, jakie odbyłem w Jerozolimie, najmocniej przebija się to zdanie: – To jest walka duchowa, nie tylko polityczna, bo Jerozolima należy do Boga.

Słuchaj, Izraelu

Pod Ścianą Płaczu jak co dzień tłumy. Jedyna ocalała część dawnego muru drugiej świątyni jerozolimskiej, zniszczonej w 70 roku przez Rzymian, jest zarazem jedynym miejscem wokół Wzgórza Świątynnego, gdzie Żydzi mogą się publicznie modlić. Nawet mniej religijni czy wprost niewierzący Żydzi (którzy stanowią większość mieszkańców Izraela) traktują to miejsce jako narodową świętość. Na rozstawionych w pobliżu muru stołach odbywają się ceremonie bar micwy – uroczystości związane z ukończeniem przez chłopca 13. roku życia, co czyni go pełnoletnim wobec Prawa – wtedy też po raz pierwszy może odczytać fragment Tory. – Jerozolima to najbezpieczniejsze miasto na świecie, uwierz mi, że nikt tu nie chce wojny, a moimi najlepszymi przyjaciółmi są Arabowie – Eliasz, kuzyn jednego ze świętujących chłopców, przekonuje mnie, że problem jest tylko na poziomie polityków, a nie zwykłych ludzi. Tuż obok w ciasnej uliczce od dłuższego czasu rozmawia ze sobą dwóch rabinów. Nie mają nic przeciwko, gdy włączam się w dyskusję, obaj mają już bardziej sprecyzowane poglądy. – Bóg dał nam tę ziemię, to nasza stolica, dlaczego więc kogoś w Europie to tak bardzo boli, że odmawia nam do tego prawa? – rabbi Jozue Weiss mówi spokojnie, ale z przekonaniem. – Popatrz na nasz kraj – jest nowoczesny, mamy znakomite autostrady, rozwijamy się i komuś to ewidentnie przeszkadza. My się nie obwieszamy bombami i nie wysadzamy wśród Palestyńczyków – dodaje rabin z Jerozolimy. Jednak dla najbardziej ortodoksyjnych odłamów chasydzkich współczesne państwo Izrael nie jest spełnieniem Bożych obietnic dla narodu wybranego. – Izrael jest zsekularyzowanym krajem, świątynia nie jest odbudowana, więc nie jesteśmy blisko czasu Mesjasza – usłyszałem od jednego z nich w Mea Szearim, dzielnicy jakby żywcem przeniesionej z innej epoki.

Plan Boga

Eyal Friedman ma podwójną perspektywę w tej kwestii. Jest Żydem, który uwierzył w Jezusa jako Mesjasza (w samym Izraelu żyje ok. 15–20 tys. tzw. Żydów mesjańskich). Jest przekonany, że Bóg posługuje się także niewierzącymi Żydami w realizacji swoich obietnic. – Jerozolima zawsze była w sercach wszystkich Żydów. Jedno z życzeń, jakie przekazywali sobie w diasporze, brzmiało: „Za rok w Jerozolimie”. To było pragnienie Żydów, by tu wrócić i odbudować Jerozolimę – mówi. – Theodor Herzl, twórca i główny ideolog współczesnego syjonizmu i państwa Izrael, był prorokiem, który jednak nie miał wiary w Boga. A jak było z królem Cyrusem? On też nie wierzył w Boga, ale mimo to Pan posłużył się nim, by Żydzi wrócili i odbudowali świątynię. To jest plan Boga – przekonuje Eyal. – Decyzja Trumpa jest właściwa nie z powodu samego Izraela i samych Żydów, ale dlatego, że Jerozolima jest miejscem, które Bóg wybrał dla siebie. Wierzę, że Bóg odzyskuje. To, co należy do Niego. To Żydzi są suwerenami w Jerozolimie, mają tutaj swój rząd. To nie dlatego, że jesteśmy kimś wyjątkowym lub że jesteśmy wyjątkowo dobrymi ludźmi, to ze względu na Niego. Wierzę, że Mesjasz powróci przez Jeruzalem i dlatego jest taka walka o to miejsce. To jest walka duchowa. Nie tylko polityczna. Jerozolima należy do Boga, została dana Żydom, jesteśmy tutaj, by przygotować drogę na Jego powrót. Może nie robimy tego zbyt dobrze, ale to powód, dla którego wróciliśmy do Jerozolimy. I dlatego cały świat jest przeciwko Izraelowi. Bo świat jest zasadniczo w stanie buntu przeciw Bogu – ciągnie opowieść Eyal.

Poranione miasto

Bardziej sceptyczny wobec takiej interpretacji ostatnich wydarzeń – jako części spełniających się proroctw – jest o. Nikodemus Schnabel, benedyktyn, administrator opactwa i kościoła Zaśnięcia NMP na górze Syjon. Jego zdaniem to miasto, które jest prawdziwym arcydziełem, jest jednocześnie tak pełne krwawiących ciągle ran, że dokładanie kolejnych politycznych zapałek jest zwyczajnie niebezpieczne. – Wszyscy liderzy tutejszych Kościołów są przeciw takiej perspektywie, charakterystycznej dla różnych amerykańskich nurtów ewangelikalnych. Jerozolima ma szczególne powołanie do pokoju. W Księdze Izajasza czytamy, że wszystkie narody przybędą właśnie tutaj. I to jest pozytywne powołanie. Trzeba więc szukać tego, co jest pomocne dla Jerozolimy, dla promocji sprawiedliwości, pokoju, dialogu, pojednania. Jerozolima jest pełna ran, dlatego potrzebuje uzdrowienia, to bardzo jasna wizja. To miasto jest zbyt wielkie i uniwersalne, by sprowadzać je do wąskiej, prymitywnej i nacjonalistycznej drogi walki o swoje – mówi z przekonaniem. I dodaje: – Chrześcijanie zawsze byli – i są również dzisiaj – gdzieś pośrodku tych konfliktów. Mają tutaj poczucie, że nie znajdują się na stole rokowań między stronami. W Strefie Gazy domy chrześcijan były zniszczone przez rakiety izraelskie. – Ludzie, którzy są bardzo proizraelscy, zapominają, że tutaj są też arabscy chrześcijanie, którzy nie czują żadnej solidarności ze strony chrześcijan zachodnich, którzy popierają Izrael. Co z naszą wspólnotą chrztu? Jesteśmy razem ochrzczeni i nie obchodzi nas los naszych braci w wierze? Nie można mylić umiłowania narodu żydowskiego i jego wybraństwa przez Boga z popieraniem wszystkiego, co tutaj robią. Ja też doświadczałem aktów przemocy ze strony żydowskich hejterów. W 2015 roku połowa mojego monasteru spłonęła po podpaleniu przez radykalnych Żydów w Galilei. Mieliśmy też napisy na tutejszym kościele Zaśnięcia w rodzaju: „Chrześcijanie, idźcie do piekła”. Owszem, potem inni żydowscy przyjaciele i rabini organizowali zbiórkę na odbudowę czy odmalowanie, to są cudowni ludzie. Ale jak chrześcijanie mogą wspierać radykalne grupy żydowskie, które nienawidzą także nas, chrześcijan – benedyktyn nie kryje irytacji.

Miasto niepamięci

Dzielnica chrześcijańska, czwartkowy wieczór. Na piętrze jednej z kamienic arabscy katoliccy skauci ćwiczą przed bożonarodzeniowym występem. Decybele bez żadnego nagłośnienia dają po uszach. Po próbie rozmawiamy o bieżącej sytuacji. – Nie wydaje mi się, żeby decyzja Trumpa była dobra dla nas – Hanan, katolicki Palestyńczyk, ucina temat. – Ja przyznaję, że nie wiem, co o tym myśleć i jak jest lepiej dla wszystkich. My tak naprawdę znajdujemy się gdzieś pośrodku tego konfliktu – Nicole potwierdza to, co usłyszałem od o. Nikodemusa. Już za murami Starego Miasta, w audytorium znajdującym się przed Papieskim Instytutem Notre Dame, tłumy młodych i starszych chrześcijan zbierają się na bożonarodzeniowym koncercie. Valine, katolicka Palestynka, pracuje w jednej z izraelskich instytucji kulturalnych. – Chyba jednak trzymam bardziej stronę Żydów, choć też mam z ich strony problemy w pracy. Jako chrześcijanie czujemy niechęć ze strony i żydów, i muzułmanów, ale prawdę mówiąc, wolę być w nienawiści u tych pierwszych. Mamy przynajmniej zapewnioną swobodę wyznania. Gdyby to muzułmanie rządzili Jerozolimą, chrześcijanie mieliby o wiele trudniej – mówi otwarcie.

Przy Lwiej Bramie w piątek izraelscy żołnierze pilnują, by nikt poza wyznawcami islamu nie dostał się w pobliże meczetu Al-Aksa. Będzie to możliwe dopiero w niedzielę w określonych godzinach. Nikt inny nie ma w Jerozolimie zapewnionych takich przywilejów. Ale też o żadne inne miejsce nie toczy się tutaj tak zażarta walka jak o Wzgórze Świątynne. – To Żydzi tak to nazywają, dla nas to po prostu Al-Aksa – Amir w sklepiku przy bramie uśmiecha się wyrozumiale. – Dobrze, rozumiem, że Żydzi mieli tu swoją świątynię, ale kiedy to było? A muzułmanie mają tu od wieków meczet i Izrael chce nam to odebrać? Wzięli nam ziemię i zbudowali kraj – w porządku, niech mają. Zabrali wschodnią Jerozolimę i ją kontrolują – mówię: OK, niech mają. Ale oni chcą więcej – przekonuje. W niedzielę jesteśmy już w miejscu, gdzie do 70 roku znajdowała się druga świątynia jerozolimska. Dziś to złocista Kopuła na Skale stała się rozpoznawalnym symbolem tego miasta. Achmed, 17-letni chłopak, od dłuższego czasu siedzi na schodach pod meczetem. – Zajęcia w szkole zostały odwołane, nie dojechała większość mojej klasy, bo zwolnili kierowcę, Palestyńczyka, który zawołał głośno: „Wolna Palestyna!”. Pozostali kierowcy w proteście powiedzieli, że nie będą jeździć. Przyszedłem więc tutaj, bo mieszkam w Starym Mieście. Połowę mojego domu zajęli Izraelici. Co byś zrobił, gdyby twój dom zajął ktoś obcy? Walczyłbyś – mówi. Im więcej słucham – każdej ze stron – tym bardziej widzę, jak nierozstrzygalny po ludzku jest to konflikt. I jak każdy pielęgnuje własną pamięć, zacierając pamięć drugiej strony. – Tutaj nigdy nic nie było przed Mahometem, żadnej świątyni żydowskiej – przekonują mnie zgodnie i Ahmed, i pilnujący wejścia do Al-Aksa mężczyzna. Przypominam sobie słowa benedyktyna Nikodemusa: – Jerozolima jest nie tylko miastem pamięci, ale tez miastem demencji, braku pamięci, zacierania pamięci o innych – mówił mi dwa dni wcześniej na Syjonie.

Chodzi o Boga

– Żyjemy w bardzo humanistycznych społeczeństwach, które mówią, że Izrael jest okupantem, a Palestyńczycy są ofiarami, więc trzeba być po ich stronie. I ja nie mówię, że to nieprawda – zaznacza Eyal Friedman. – Wiem, że konflikt jest okropny dla obu stron. Co tydzień chodzę do wspólnoty arabskich chrześcijan. Mam tam wielu przyjaciół, wiem, że cierpią, nie twierdzę, że Izrael jest bez winy. Na check-pointach Palestyńczycy są często upokarzani, poniżani. I tego nie da się obronić. Kiedy jednak ktoś pyta, po której stronie jestem, odpowiadam tą historią biblijną: Jozue, który przyprowadził Żydów do Ziemi Obiecanej, pod Jerychem spotkał mężczyznę z mieczem w ręku. Jozue zapytał – jesteś z nami czy z wrogami? A on odpowiedział: „Jestem wodzem wojska Pana”. I powiedział Jozuemu, żeby zdjął sandały, bo stoi na świętej ziemi. Tu nie ma kwestii: ich strona, nasza strona. Chodzi o stronę Boga. Bo to On jest właścicielem tej ziemi i tego miasta. To jest ziemia święta, bo Bóg jest święty, a to jest Jego ziemia. Czuję się czasem zawstydzony postępowaniem moich rodaków, ale tu nie chodzi o to, kim my jesteśmy, tylko o to, kim jest Bóg i czego On chce.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • kskiba19
    25.01.2018 21:25
    " My się nie obwieszamy bombami i nie wysadzamy wśród Palestyńczyków" - już nie. Ale w początkach Państwa Izrael i tuż przed to bywało, bywało. Niemcy by się nie powstydzili.
  • as
    26.01.2018 01:13
    Takich stolic Boga, w świecie, jest mnóstwo... ..tylko że Żydzi, to krzykliwy naród, zresztą w całej Syrii jest podobnie, bo Syria, to nie państwo, tylko tak jak słowiańszczyzna, region, zamieszkały przez ludy semickie - azjatyckie. To nie Grecy tłumaczyli ich Biblię, tylko 70-ciu wysoko postawionych uczonych żydowskich, robiło to na zlecenie, przez długi czas, za sowite wynagrodzenie. Słowo "Bóg" - należy tłumaczyć raczej jako geniusz... ..herosi zakładali miasta. Królowie - to wodzowie. ..a słowo Pan, raczej , w powiązaniu z Bogiem, to wytwór fantazji ludzi, którym w głowie się nie mieści pojęcie Stwórcy. Pan Bóg, to synonim bałwana... prawidłowo raczej Pan, Bóg twój, ale "pan" - raczej w rozumieniu władzy nad wszystkim... ..czytaj Biblię powoli i ze zrozumieniem.... .nie śpiesz się...jak ją masz, to ci jej nikt nie zabierze.. ..i nikt ci jej nie pomoże zrozumieć.
  • proroknapustyni
    29.01.2018 16:54
    Świetny artykuł. Pod koniec czasów dowiemy się dlaczego Jerozolima jest stolicą Boga. Naprawdę do niczego nie jest mi to potrzebne. Już dzisiaj możemy się za to przekonać i doświadczyć, dlaczego Polska jest Boga Ojczyzną. Nastanie czas, że naród mój stanie na czele Narodów Odnowionych. Zaniesiemy Chrystusa światu całemu.
    Odnośnie jeszcze do tego wspólnego DNA. Podobno z hebrajczykami mamy wspólne biblijne korzenie. Pozostali w relacji do Boga w modlitwie na poziomie psalmów, typu i słowami „Panie ratuj”. Dokonał tego Syn Boży oddając za nas, dla naszego zbawienia życie na krzyżu. Modlitwa psalmu została spełniona. Nie jednak na wyobrażenie samych Żydów. Nie moja wina inny obraz Boga mają, czy też wymyślili sobie. Bo? Tak im łatwiej. Pozostać w stanie wyczekiwania. To do niczego nie zobowiązuje. Bóg Jahwe, Duch niedostępny i niepojęty, rytualny płacz, nieustanne narzekanie i wyczekiwanie na coś, co i tak spełnione być nie może. Bo? Już wypełniło się. Łatwiej egzystować pod ścianą płaczu odmawiając psalmy i rytualne lamentacje, aniżeli uhonorować Chrystusowy Krzyż.
  • Jaś
    29.01.2018 18:39
    Kwestia, dlaczego Bóg objawił się akurat w tym , a nie w innym miejscu i w tym, a nie w innym czasie jest tajemnicą. Był to prawdopodobnie najlepszy wybór. Mógł przecież objawić się Chińczykom, Aborygenom lub Indianom. Ale zrobił tak, jak zrobił. Kto wierzy Kościołowi, przyjmie to za wybór Boga i tyle.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama