Minaret w oknie kościoła

Zjednoczone Emiraty Arabskie to nietypowy kraj islamski, funkcjonujący głównie dzięki imigrantom. Prawie milion chrześcijan może tu swobodnie praktykować swoją wiarę. O ile nie próbują nawracać muzułmanów.

Taksówkarz zaczyna kolejną rundę po tych samych ulicach. – To ten kościół? – wskazuje palcem. – Nie, to prawosławny. – A może tamten? – Też nie, ten jest ewangelicki – kręcimy głową. W tej dzielnicy kościół wyrasta obok kościoła. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jesteśmy w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Meczet Maryi

Jest! Katolicka katedra św. Józefa stoi na placu otoczonym murem, dlatego z ulicy trudniej ją było dostrzec. Ale gdy wejdzie się za bramę, nie sposób się pomylić: ścianę katedry zdobi wizerunek Jezusa Miłosiernego. Na tym samym terenie znajdują się: kuria, klasztor, szkoła katolicka, dom parafialny oraz jeszcze jeden kościół – pod wezwaniem św. Teresy. Na jego elewacji widnieje krzyż – wbrew obiegowej opinii, że tutejsze świątynie nie mogą eksponować symboli religijnych. Być może ma znaczenie fakt, że to wszystko dzieje się za murem. Ale i tak robi wrażenie tutaj, w sercu islamskiego kraju.

Na dziedzińcu gwar. Wszędzie biegają dzieci, a tłumy wiernych, głównie pochodzenia hinduskiego i filipińskiego, zmierzają na wieczorną Mszę św. Ta będzie po angielsku, ale w porządku nabożeństw wyczytujemy, że liturgię sprawuje się w wielu językach. – Na Boże Narodzenie mieliśmy 24 Msze. Część z nich w językach, o których istnieniu usłyszałem po raz pierwszy – uśmiecha się ks. Xavier Chojecki, kapelan armii francuskiej urodzony w Polsce, a wyświęcony w algierskim Oranie przez biskupa Pierre’a Claverie, który zginął w 1996 r. z rąk islamskich ekstremistów.

Z ks. Xavierem spotykamy się dokładnie w dniu, w którym jego biskup został przez papieża Franciszka uznany za męczennika. To niezwykły zbieg okoliczności w tym miejscu, gdzie minaret odbija się w szybie kościoła. – Wie pan, jakie imię nosi ten meczet? – pyta ks. Chojecki. – Maryi, Matki Jezusa. Tę nazwę zaproponował sam prezydent Emiratów.

– Przeżyłem szok, kiedy się o tym dowiedziałem – przyznaje pisarz Dawid Niemiec, urodzony w Katowicach, pracujący jako inspektor torowy kolei w Emiratach. – Nasza wiedza o islamie często jest szczątkowa. Sam nie miałem pojęcia, że muzułmanie mają taki szacunek dla Maryi. Podobno prezydent jest Jej wielkim fanem.

Zapraszamy, ale… do pracy!

W holu domu parafialnego znajdujemy fotografię szejka Zajida, pierwszego prezydenta Emiratów, nazywanego ojcem narodu. Obok – portrety dwóch jego synów: Chalify, obecnej głowy państwa, i Muhammada – następcy tronu. Ukłon wobec władzy jest uzasadniony, bo to szejk dał Kościołowi ziemię i środki na budowę domu.

Jak to wszystko wytłumaczyć? – Emiraty to specyficzny kraj, inny od pozostałych krajów islamskich – wyjaśnia Dawid Niemiec. – Rdzenni mieszkańcy stanowią może 30 proc., a ogromna większość to imigranci zarobkowi. Obowiązuje tu zupełnie inna polityka migracyjna niż w Europie, gdzie często stoi ona w sprzeczności z interesem państwa. Tu władze mówią: zapraszamy wszystkich, pod warunkiem że będziecie pracować – podkreśla pisarz. Wiza turystyczna, wbijana do paszportu, ważna jest przez 90 dni. Jeśli w tym czasie nie podejmie się pracy lub studiów, trzeba opuścić państwo.

Imigranci widoczni są tu na każdym kroku. Taksówkarze to niemal wyłącznie przybysze z Indii, Pakistanu czy Bangladeszu. Dodać trzeba, że dzięki dużej konkurencji taksówki są tu bardzo tanie. Przedstawicieli wspomnianych narodów często spotyka się też w hotelach czy restauracjach, gdzie stanowią personel. Natomiast największą grupę religijną wśród imigrantów stanowią chrześcijanie. W tej sytuacji islam w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie może być tak radykalny jak np. w sąsiedniej Arabii Saudyjskiej, gdzie za posiadanie Biblii grozi więzienie.

Skok o kilka epok

Prawie milion chrześcijan w Emiratach może bez przeszkód praktykować swoją wiarę, dopóki nie próbują nawracać muzułmanów. W kraju jest 10 parafii katolickich, 37 tys. dzieci uczy się w katolickich szkołach. – Nigdy nie spotkałem się z oznaką wrogości, choć na co dzień noszę różaniec na ręku – mówi Dawid Niemiec. – Raz tylko na basenie zwrócił czyjąś uwagę mój krzyżyk. Spytano mnie, co to takiego, ale nie miałem z tego powodu żadnych problemów. W pracy na stołówce żegnam się przed jedzeniem i nigdy nie spotkałem się z drwinami ze strony rdzennych mieszkańców. Za to Brytyjczycy nazwali mnie przez to „Dawidem ukrzyżowanym”. Z tutejszymi muzułmanami można wymienić się informacjami o religiach. Wiara Europejczyków budzi ich szacunek, burzy wyobrażenia o upadającym u nas chrześcijaństwie.

Niedzielne Eucharystie w tutejszych kościołach zaczynają się już w piątek, który jest dniem wolnym od pracy. W katedrze św. Józefa w Abu Zabi w czwartą sobotę miesiąca odprawiana jest też polska Msza. Właśnie tam spotykamy Janusza Sobierajskiego, który mieszka w Emiratach już od 32 lat. Przybył tu jako przedstawiciel jednej z central handlu zagranicznego i… został na stałe. – To był zupełnie inny kraj – wspomina pan Janusz. – Przez kilkadziesiąt lat społeczeństwo Emiratów dokonało skoku o kilka epok. Tutejsi mieszkańcy to byli w większości Beduini, jeżdżący na osłach i wielbłądach. Gwałtowne zmiany zaczęły się w latach sześćdziesiątych, kiedy odkryto tu ropę. Od tej pory cały czas buduje się autostrady i kolejne wieżowce.

Tempo zmian uzmysławia ekspozycja, którą oglądamy w hali wystawowej, utworzonej obok restaurowanego właśnie Fortu Al-Hosn. Zdjęcia z połowy ubiegłego wieku pokazują małą osadę rybacką na skraju pustyni, z piętrowymi domkami i niewybrukowanymi ulicami. Nie chce się wierzyć, że dziś w tym miejscu pną się w niebo nowoczesne wieżowce.

Ropa i złota kawa

Ten moloch na pustyni trochę przytłacza, ale trzeba przyznać, że niektóre drapacze chmur są architektonicznymi perełkami. Na przykład pięć wież Etihad Towers. Na jedną z nich wjeżdżamy windą, by z kawiarni na 74. piętrze podziwiać rozmach stolicy. Wrażenie robią nie tylko biurowce, ale też gigantyczny pałac prezydencki. To prawdziwe miasto w mieście – place, dziedzińce, kolumnady. Oto co może ropa.

Ale nie tylko ropa. Władze zdają sobie sprawę, że ten surowiec kiedyś się skończy, dlatego od lat inwestują w usługi finansowe, a ostatnio także w turystykę. Do niedawna głównym celem turystów w Abu Zabi był Wielki Meczet Szejka Zajida – imponująca budowla z największą kopułą na świecie, z kolumnami zdobionymi w kwieciste wzory i żyrandolami z kryształów Swarovskiego. Teraz przyciąga ich także wyspa Saadiyat z powstającą właśnie dzielnicą kulturalną. Niedawno otwarto tam arabski Luwr, a w planach jest kolejnych kilka muzeów. W Luwrze turyści mogą swobodnie robić zdjęcia, a wejście do Wielkiego Meczetu jest bezpłatne. Za darmo wchodzimy też do Emirates Palace – najdroższego pod względem kosztów budowy hotelu w historii świata, wykończonego złotem i marmurem. Nawet kawa jest tutaj złota – obserwujemy, jak barista posypuje gorący napój pyłkiem z drogocennego kruszcu. Wydaje się, że w tym kraju wszystko musi być „naj”. Ale to też tylko pozory: – W Shah, gdzie mieszkam, czyli na peryferiach emiratu Abu Zabi, choć ludzie są majętni, nie widać, by lubowali się w przepychu – ocenia Dawid Niemiec. – Prezydent dobrze wie, jakie są zagrożenia związane z bogactwem, dlatego np. dotuje otwieranie farm przez rodowitych mieszkańców. Ludzie są wszelkimi sposobami zachęcani do pracy. Bo jeśli żyje się im zbyt dobrze, to zarastają tłuszczem. 

  HENRYK PRZONDZIONO /FOTO GOŚĆ Minaret odbija się w szybie kościoła św. Teresy.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • nik
    21.03.2018 22:31
    Kościół z ledwie dostrzegalnym krzyżem otoczony wysokim murem, niedziela zaczyna się w piątek i nawet nie ścinają głowy za przeżegnanie się w stołówce. Gdyby Jezus tam przybył, też by się schował?
  • Jakub
    21.03.2018 23:15
    Czy misyjnoscia nie jest sam fakt wybudowania tam tego kosciola? Mysle, ze to nie byla czysta formalnosc, a dlugi wysilek. Z artykulu wynika, ze kosciol ma swoich wiernych. Sadze, ze misja ewangelizacyjna zostala spelniona na tyle, na ile pozwalaja warunki.
  • Przemek
    22.03.2018 09:14
    Być może dzięki samej obecności chrześcijan ludzie zaczną się nawracać na chrześcijaństwo. Bez gadania.
  • j
    22.03.2018 18:46
    @Przemek, Co za nonsens! Wiara bierze się za słuchania, jak pisze św. Paweł. A jak mają ci ludzie słuchać, kiedy nikt nie mówi, nie głosi im Słowa Bożego?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja