Lekcja religii na Kazimierzu

Synagogi, zwoje Tory, świeczniki, tałesy, cmentarz z macewami, Mur Płaczu… jednym słowem: Kazimierz. Nie ma w Polsce lepszego miejsca, w którym można poznać świat wiary naszych starszych braci. Wie o tym dobrze katechetka z pobliskiego liceum.

Reklama

Czy są już wszyscy? – woła energicznie siostra Halina Mol, służebniczka, od 13 lat katechetka w XIII Liceum im. Bohaterów Westerplatte w Krakowie. Schodzą się uczniowie klasy 2 i – profil humanistyczny. Za chwilę lekcja religii. Inna niż zwykle. Idą na pobliski Kazimierz. Temat: judaizm. – Kto trzyma kasę na wstępy? Dobra, idziemy, ja prowadzę, pani Asia idzie na końcu – komenderuje siostra.

Po 15 minutach dochodzimy do żydowskiego cmentarza przy ul. Miodowej. To tzw. nowy cmentarz. Wciśnięty między tory kolejowe, bloki, magazyny i budynek pogrzebowy. Prawie niewidoczny. O judaizmie na Kazimierzu mówią już tylko kamienie i przedmioty. Żyjących wyznawców pozostało niewielu.

Jarmułka na żelu
Ulica Szeroka. To serce dawnego żydowskiego miasta. – Żydzi mieszkali w Krakowie już od X wieku w okolicach dzisiejszego rynku – zaczyna swoją opowieść siostra Halina. – Początek żydowskiej wspólnoty tu, na Kazimierzu, wiąże się z królem Kazimierzem Wielkim. Król zakochał się w pięknej córce krawca, Esterce. Żydowska kochanka dała mu dwie córki i dwóch synów. Córki wychowywała matka, a król hojnie uposażył i zadbał o wychowanie synów.

To za jego panowania Żydzi zaczęli się osiedlać w nowym mieście noszącym imię króla. Mieszkali tu nieprzerwanie od połowy XVI wieku aż do II wojny światowej. Tuż przed wojną w całym Krakowie żyło 64 tysiące Żydów, czyli około jedna czwarta ogółu ludności. Na Kazimierzu było centrum życia religijnego. Siedem synagog tak blisko siebie, tego nie ma nigdzie na świecie poza Jerozolimą! W budynku, przy którym stoimy, mieściła się kiedyś żydowska łaźnia, tzw. mykwa. W judaizmie rytualne obmycia były bardzo ważne. Wędrówkę po żydowskich bożnicach zaczynamy od Synagogi Remu. To jedyna czynna synagoga.

Wciąż modlą się tu nieliczni Żydzi. Przy wejściu chłopaki zakładają nakrycia głowy: jedni naciągają dresowe kaptury, inni dostają jarmułki. Na postawionych pionowo sztywnych czuprynach jarmułki nie chcą się trzymać. Siostra wchodzi na podwyższenie dla rabina. Objaśnia wszystko posługując się laserowym wskaźnikiem. Czerwony punkcik wędruje po ścianach, sprzętach, religijnych symbolach. – Główna ściana synagogi, to ściana wschodnia, zwrócona ku Jerozolimie. W tym miejscu zawsze znajduje się święta szafa, arka służąca do przechowywania zwojów Tory. Arkę zakrywa pięknie haftowana zasłona. Płonące światło to znak, że jest tutaj Tora. Miejsce odgrodzone ozdobną kratą na środku to tzw. bima. Stąd czytana jest święta Księga, wygłaszane są kazania, tu dokonuje się obrzezania.

Skupienie uczniów przerywa hałaśliwe wejście rówieśników z Izraela.

Licealiści przy Ścianie Płaczu
Po wyjściu z synagogi wchodzimy na przylegający do niej najstarszy żydowski cmentarz. Ponad 700 macew, czyli nagrobków z hebrajskimi inskrypcjami. W stanie nienaruszonym przetrwał grobowiec Mojżesza Isserlesa, wybitnego krakowskiego rabina. Żydowska tradycja mówi, że kiedy jeden z Niemców podszedł, aby zniszczyć nagrobek, padł martwy. Nikt nie odważył się już później tknąć tej macewy. Na wielu grobach zgodnie z żydowskim zwyczajem leżą kamienie. – Zostawiają je tutaj ci, którzy rozpoznali swoich przodków – tłumaczy siostra Halina. – Te kamienie to znak pamięci. Kamienie mówią: byłem tutaj, nie zapomnę, pamiętam. Świadomość korzeni ma dla Żydów nieprawdopodobne znaczenie.

Młodzież podchodzi do cmentarnego muru, w którym wmurowano resztki macew. Ta mozaika ułożona z kamiennych odłamków przypomina Ścianę Płaczu. Żydzi przyjeżdżający na Kazimierz wkładają w mur kartki z modlitwami, tak samo jak to czynią przy murze świątyni w Jerozolimie.

Weronika czyta głośno modlitwę, którą sama ułożyła: „Boże Ojcze, pomóż nam w naszych słabościach, napełniaj nas pokojem, prowadź nas”. Kartkę z modlitwą wkłada w szczelinę ściany. – Żydzi to nasi starsi bracia w wierze – słychać głos siostry. – Cmentarz, synagoga, ten mur to świadectwo ich historii, wiary, modlitwy, tęsknoty za ojczyzną. Nigdzie nie mieli swojego miejsca. Do każdego grobu sypali garść ziemi z Palestyny. Wieczni tułacze. Jan Paweł II uczył nas szacunku dla ich tradycji. Różnią nas religijne obyczaje i zasady wiary, ale w każdej religii jest ta sama tęsknota za Bogiem, za najgłębszą prawdą o życiu, o śmierci. To nas wszystkich łączy.

Miecze na świeczniki
Po drugiej stronie ul. Szerokiej znajduje się synagoga Poppera. Dziś mieści się w niej Centrum Kultury. Zatrzymujemy się na małym dziedzińcu, tuż przy ścianie z graffiti stylizowanym na malarstwo Chagalla. Siostra opowiada barwną legendę o powstaniu synagogi z 1620 roku. – Wolf Popper był jednym z najbogatszych Żydów na Kazimierzu. Miał córkę, która była brzydka jak noc. Popper postanowił wybudować synagogę. Miał nadzieję, że znajdzie się rabin, który zostanie jego zięciem i obejmie nową synagogę. Niestety, kandydat się nie znalazł.

– Możecie kiedyś skosztować żydowskich smakołyków. Tu obok w resturacji podają m.in. znakomity czulent, czyli tradycyjną potrawę na szabat – zapiekankę z ziemniaków, fasoli, mięsa i przypraw.
Stara synagoga na Kazimierzu jest najstarsza w Polsce. Dla niej sam król Kazimierz Wielki podarował dwa miecze w celu przetopienia ich na świeczniki. Tutaj Kościuszko zachęcał Żydów do poparcia powstania, tu spotkał się z Żydami prezydent Ignacy Mościcki. W synagodze mieści się muzeum ukazujące tradycję i historię krakowskich Żydów. Katechetka objaśnia zawartość gablot.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama