Rola mistrza duchowego

Dennis Gira, Fabrice Midal Jezus - Budda Możliwy dialog? Księgarnia św. Wojciecha Poznań, 2008 stron: 200

Mówienie o kluczowej roli mistrza ma sens wyłącznie wte­dy, gdy wpisuje się w szerszy kontekst doświadczenia buddyjskiego, osobiście przeżytego i właściwie zrozumianego

Co rusz mam okazję słyszeć wystąpienia buddyjskich nauczycieli, któ­rzy kładą ogromny nacisk na rolę mistrza, „bez którego niemożliwy jest jakikolwiek postęp duchowy" - mistrza, który stanowi bramę wiodącą do skarbca pouczeń i zasad, przez co zasługuje na najwyższy szacu­nek. Nauka ta zyskała pozycję centralną zwłaszcza w buddyzmie tybe­tańskim, toteż często popularyzuje się ją podczas spotkań, mających za zadanie wprowadzić słuchaczy w główne aspekty tej tradycji (spotkań, które gromadzą dziś coraz liczniejszą publiczność!).

Tymczasem mówienie o kluczowej roli mistrza ma sens wyłącznie wte­dy, gdy wpisuje się w szerszy kontekst doświadczenia buddyjskiego, osobiście przeżytego i właściwie zrozumianego. Postrzeganie nauczy­ciela jako zewnętrznego autorytetu, któremu należy się ślepe posłuszeń­stwo, na gruncie samego buddyzmu zakrawa na idolatrię.

Guru jest najpierw starszym, który zna Dharmę i ją przekazuje, a następ­nie duchowym przyjacielem, z którym praktykujący nawiązuje jedyne w swoim rodzaju braterstwo serc. Jednak relacja ta może być owocna dopiero w chwili, w której uczeń potrafi rozpoznać, że nauczyciel nie jest jakościowo różny od jasności i współczucia, jakie on - uczeń - odkry­wa we własnym umyśle (a tego przeważnie nie udaje się osiągnąć bez długotrwałej praktyki). Mówiąc inaczej, właściwą relację z mistrzem można zbudować tylko na fundamencie wyrzeczenia oraz działania dla dobra wszystkich istot. Bez tej podstawy, której wypracowanie wymaga zazwyczaj wielu lat, pojęcie guru (oraz należnej mu czci) nie ma w grun­cie rzeczy prawa bytu.

Współczesna maniera przedstawiania roli mistrza duchowego w buddyzmie, zasadniczo pozbawiona wspomnianego zaplecza doktrynalne­go, wywołuje niesłychany wręcz zamęt w umysłach wielu słuchaczy... Bez reszty polegając na swoim guru, po kilku latach praktykowania, nagle stwierdzają oni, że są całkowicie wypaleni. Błąd polega na tym, że każe się im wierzyć bez myślenia, że nie zaprasza się ich do badania swojego umysłu oraz do konfrontowania podawanych im treści z włas­nym doświadczeniem. Prędzej czy później odkrywają oni, że mistrzo­wie, których ukazano im jako „żyjących buddów" i za którymi poleco­no im podążać z niezachwianą ufnością, są tylko ludźmi. W obliczu tej bolesnej konstatacji praktykujący czują, że wszystko, czym dotąd żyli, zostało przekreślone; popadają w zwątpienie, a nierzadko w rozpacz. Ich postawa była taka naiwna!

Trzeba jasno powiedzieć, że mistrz niekoniecznie musi być oświeconym, wobec czego żadne przewodnictwo duchowe nie zwalnia ucznia z obo­wiązku rozumnej refleksji oraz szukania prawdy we własnym doświad­czeniu. Jak podkreślają liczne teksty buddyjskie, nie należy polegać na autorytecie nauczyciela, lecz uważnie i skrupulatnie badać wartość sa­mej nauki, także (a może nawet przede wszystkim) Dharmy.

Najwyraźniej niektórzy guru bardziej niż do prawdy przywiązani są do własnej sławy i, w konsekwencji, kreowaniu swojego wizerunku i umacnianiu renomy poświęcają więcej uwagi niż głoszeniu autentycz­nego nauczania Buddy. Niestety spory między mistrzami, które prze­kształcają się w brutalne walki, również nie należą do rzadkości...

Nie wszyscy mieniący się „guru" posiadają rzeczywiste kwalifikacje ducho­we; często spełniają oni rolę przede wszystkim społeczną. Można przy­jąć, że w świecie buddyjskim honorowy tytuł „rinpocze" wskazuje na godność i odpowiedzialność porównywalne do tych, jakie w chrześci­jaństwie przysługują biskupowi. Nikt raczej nie sądzi, że każdy biskup jest święty. Jednak fakt, że nie jest, nie oznacza bynajmniej, że nie ma prawa sprawować swojej funkcji. W związku z powyższym, wkraczając na ścieżkę buddyjską, naprawdę lepiej wiedzieć, czego się trzymać.

Naiwność, jaką ludzie Zachodu wykazują się w tej dziedzinie, otwiera furtkę wszelkiego rodzaju manipulacjom. Moim zdaniem, nie powinno się zaczynać od przedstawiania roli mistrza duchowego osobom, któ­re nie wiedzą jeszcze, czym jest buddyzm, których umysł nie jest dość czujny, które nie wykształciły w sobie zmysłu krytycznego i wreszcie które nie mają za sobą regularnej praktyki, otwierającej na przeżywa­nie doświadczenia w całej jego prostocie i bezpośredniości. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że nauczanie na temat roli mistrza należy do tradycji buddyjskiej, jednak prezentowanie go w oderwaniu od określo­nego kontekstu kulturowego może okazać się bardzo niebezpieczne.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama