Islamskie podbrzusze Europy

Bałkańskie konflikty etniczne od dawna są wykorzystywane przez islamską międzynarodówkę. W cieniu chwiejnych porozumień i pozorów stabilizacji rosną w siłę bojówki dżihadu.

Bośnia i Hercegowina, Kosowo, Albania, częściowo Macedonia. Jeśli ktoś myśli, że w bałkańskim kotle groźne są tylko ciągle podgrzewane konflikty na tle narodowościowym, ale nie islamski radykalizm, to prawdopodobnie uległ „błogiemu” wizerunkowi tych krajów jako rzekomo niepodatnych na fanatyzm religijny. Idealna zasłona dla dojrzewającego w bałkańskim słońcu islamizmu.

Wahabici dają pracę

Przed laty na jednym z festiwali filmowych trafiłem na znakomity film „Na putu” (Jej droga) bośniackiej reżyser Jasmili banić, znanej wcześniej z poruszającego obrazu „Grbavica” o niesławnej dzielnicy z okresu oblężenia Sarajewa. Fabuła „Na putu” jest prosta: bohaterami są Luna i Amar, przeciętna bośniacka para niewierzących muzułmanów. W pewnym momencie Amar traci pracę z powodu nadużywania alkoholu. Para przechodzi kryzys, który pogłębia się po tym, jak Amar dostaje nową pracę, ale daleko od domu. Posadę załatwił mu dawny kolega z czasów wojny bałkańskiej, który teraz udziela się w obozie szkoleniowym prowadzonym przez wahabitów. Na wyspie wspólnota braci modli się, pracuje i zgłębia nauki imamów. Sam fakt, że Amar stał się człowiekiem bardzo religijnym, jest dla Luny trudny do zaakceptowania. Ale najtrudniejsze są dla niej podejrzenia (słuszne), że bracia reprezentują najbardziej skrajną interpretację prawa szarijatu. Szalę goryczy przelewa moment, w którym Amar idzie do meczetu na ślub żonatego już przyjaciela z kilkunastoletnią dziewczyną. Na tyłach meczetu zaślubiny męża obserwuje pierwsza żona. Luna nie chce podzielić jej losu, wybiega z meczetu...

Ukryty problem

W tej prostej opowieści twórcy chcieli zwrócić uwagę świata na problem, który do dziś jest albo lekceważony, albo celowo przemilczany: rosnącej siły radykalnych ugrupowań na Bałkanach. Dotyczy to nie tylko Bośni i Hercegowiny, ale również Kosowa, zamieszkanego w ponad 95 proc. przez Albańczyków, którzy zresztą nie wykluczają rychłego połączenia się z Albanią. Paradoks polega na tym, że i w Bośni, i w Kosowie, i w Albanii zdecydowana większość muzułmanów to osoby niepraktykujące, często otwarcie niewierzące. Stąd być może bierze się uśpienie czujności w krajach zachodnich, w których uważa się, że na Bałkanach można stworzyć społeczeństwa „euroislamskie”, czyli pogodzone z „wartościami Zachodu”. Tymczasem to z tych rejonów pochodzi jedna z największych grup rekrutów tzw. Państwa Islamskiego. To tam bojownicy ISIS wracają po „służbie” w Iraku i Syrii. To na Bałkanach, także w czasie wojny w latach 90. XX w., szkolili się przyszli zamachowcy z Nowego Jorku, Paryża czy Londynu. I sprawa wcale nie jest świeża. Owoce dżihadyzmu dojrzewają na Bałkanach od dawna.

Podatny grunt

Chociaż dostrzegalny wzrost zainteresowania wahabizmem i innymi radykalnymi odmianami islamu obserwuje się na Bałkanach od lat 90. XX w. (wraz z rozpadającą się Jugosławią), to praktycznie nikt na Zachodzie nie pamięta, że źródeł trzeba szukać w latach 70. Trafnie zwrócił na to uwagę Daniel Wilk w niedawnym tekście „Bałkański dżihad” („Znak”, nr 736), przypominając, że w 1970 r. Alija Izetbegović, muzułmański działacz i późniejszy prezydent Bośni i Hercegowiny, opublikował „Deklarację Islamską”. Dokument stał się programem dla młodzieżowych organizacji, które miały wcielać w życie idee panislamizmu, mającego zjednoczyć muzułmanów na Bliskim Wschodzie i Bałkanach. W „Deklaracji” Izetbegović napisał m.in., że nie ma „pokoju lub współistnienia między wiarą islamu a innymi systemami społecznymi i politycznymi, które nie mają nic wspólnego z islamem”. To dedykacja dla wszystkich, którzy chcieliby świadomy siebie islam pożenić z demokracją i kulturą zachodnią. Sam Izetbegović mówił wprost, że „wartości Zachodu” i „wartości islamu” są nie do pogodzenia. Albo jedno, albo drugie. To pewnie dlatego „Deklarację Islamską” jego przeciwnicy okrzyknęli muzułmańską wersją „Mein Kampf”. Izetbegović wcale nie protestował. Przeciwnie, gdy był na szczycie władzy w latach 1990–1996 (a więc jego rządy obejmowały lata krwawej wojny 1992–1995), w Bośni i Hercegowinie w końcu swobodnie zaczęły działać islamskie organizacje i fundacje, finansowane m.in. przez Arabię Saudyjską, które miały za cel formować młodzież na wahabicką modłę. Oczywiście edukatorzy wykorzystywali tutaj tzw. warunki naturalne: to znaczy rzeczywistą w czasach Jugosławii dyskryminację religijną Bośniaków przez Serbów i Chorwatów. Tak wyalienowani, nawet jeśli wcześniej niewierzący, łatwo wchodzili w coraz bardziej radykalne ugrupowania. To Izetbegović również skorzystał z hojnej pomocy weteranów wojny w Afganistanie, tzw. mudżahedinów, którzy w wojnie bałkańskiej wykazali się nie mniejszym okrucieństwem niż ich serbscy przeciwnicy. Po wojnie część mudżahedinów została zmuszona do wyjazdu z Bośni (na mocy porozumienia z Dayton w 1995 r.), ale część została, tworząc silne siatki dżihadystów. Jeszcze inni uciekli do krajów zachodnich, gdzie kontynuowali walkę z Zachodem. Zamachowcy z WTC nie spadli z nieba (nawet jeśli wtedy, dosłownie, tak), podobnie zamachowcy w Paryżu (gdzie użyto materiałów przywiezionych z Bałkanów), nie mówiąc o londyńskim metrze, gdzie zamach był przygotowywany przez islamistów z Kosowa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama